120 tysięcy ludzi bez kina?!
28 maja, 2005
Wszyscy tak mówią o "Gwiezdne wojny: Epizod III - Zemsta Sithów", że:
- badziewne
- wspaniałe
- normalne
Parodia we włocławskim wydaniu?!
jiobel@generatedcontent.com
Wszyscy tak mówią o "Gwiezdne wojny: Epizod III - Zemsta Sithów", że:
Parodia we włocławskim wydaniu?!
Jezuśku! Jaki ja zmęczony jestem i nic mi się nie chce. Najchętniej to nie robiłbym nic (a jeśli już coś, to spotkał się z jakąś bratnią duszą i pogadał...).
Dość mam już szkoły i problemów związanych z nią.Dość starania się. Dość! I jeszcze do tego muszę się gimnastykować z inną sprawą.
Wszystkich obserwujących chcę poinformować, że notki bardziej osobiste dodawane będą na poziomie wyższym, w związku z czym, jeśli mają ochotę je czytać, są proszeni o poinformowanie mnie o tym.
Chyba każdy ma piosenkę, która powoduje u nieg, albo uśmiech, albo smutek. Zastanawiający jest wpływ muzyki na nasze psyche. Niby tylko zwykłe dźwięki generowane cyfrowo, lub odtwarzane poprzez analogi. Niby tylko drgania powietrza analizowane przez nasz mózg. Mało? A może tak dużo..
Piosenka ma bardzo duży wpływ na samopoczucie człowieka. Stymuluje je, sprawiając, że jest dobrze, że chce się żyć, a czasem jest zupełnie inaczej - jest źle, zostajemy niejako zmuszeni do przemyśleń. Oczywiście, każdy ma swoją piosenkę - taką, która kojarzy mu się ze smutnymi, albo z radosnymi chwilami.
W efekcie czego słuchamy bardzo chętnie tej drugiej, a w swoisty sposób unikamy tej pierwszej. Gdy chcemy być happy, gdy słońce na dworzu, gdy wszystko się układa - każdy ma swój powód, by być szczęśliwym. Ale nadchodzi taka chwila, gdy człowiek chce być smutny, chce przemyśleć pewne sprawy, powrócić do przeszłości i przeanalizować wszystko do teraz. Chce na nowo przeżyć ten okres, doświadczyć na nowo te wszystkie krzywdy i boleści.
Zasadniczym pytaniem, po co, jeśli przeszłości i tak zmienić się nie uda, nie można.
W dzisiejszych czasach, muzyka jest symbolem - jest wyrazem jednostki, znaczy zupełnie co innego dla każdego z nas i jest w różny sposób odbierana. Moją "smutną piosenką" jest To Co Dobre Kasi Kowalskiej, a piosenką do "sun, fun & flowers" jest El Bebe Masoquista Fatboy Slima.
Wspomnienia co do tej pierwszej bardzo mi ciążą. Niech odejdą już.
Odejdźcie już!
Haha. Dobrze kończy się dzień, bo znalazłem takie coś. Brzuch mnie już boli od śmiania.
Jeśli ktoś chce zobaczyć całość, to zapraszam (z czasem będzie nieaktualne, więc zamieszczam zrzut ekranu):
Znalezione na weblogu zimaq`a.
I dlatego lubię Joggera.
Troszkę wolnego czasu znalazłem, a przy okazji coś z okazji niezbliżających się wyborów. Jam Łasica podał link do tego (co miało niby opisywać sytuację polityczną w kraju). Stronka, owszem spodobała mi sie (nawet bardzo), więc i ja postanowiłem coś znaleźć. I akutat padło na to.
btw: miałem nadzieję, że posłowie staną na wysokości zadania i rozwiążą ten sejm. Nadzieja matką głupich (Polaków).
Jogi, które bardziej mi przypominają blog.pl niż Joggera:
Podczas wybiórczego przeglądania joggów można się uśmiać. Perełki były, są i będą.
Jednak dla mnie wygrywa "slowking". Albo to jest prowokacja, albo koleś nie wie, czym jest Jogger.pl
Ps. Jeśli owe osoby czują potrzebę, mogą kierować uwagi na jabbera.
Postanowiłem, podobnie jak większość Joggerowiczów, zrobić swoją karykaturę na podobieństwo postaci z South Park. Jak wyszło? Można podziwiać.
Kto chce może również zrobić sobie takie coś. Wystarczy pobawić się tutaj.Właśnie skończyłem czytać książkę "technoMANIA - cyberplemię w zwierciadle socjologii" Tomasza Szlendaka.
"Jest sobie TECHNO... czym jest sobie..."
Odpowiedzi możemy szukać w tej książce, która powinna być zapisana raczej na nośniku magnetycznym (teraz: w formie cyfrowej) i dołączana jako metka do świecących spodni, grających butów lub błyszczących bluzek.
Tylko czy wówczas dotarłaby do tych, którym może się przydać najbardziej?
Jeśli chodzi o moje odczucia, to są jak najbardzie pozytywne i przyjemne. Nareszcie trafiłem na książkę, która temat techno (i wszystkiego, co z nim związane) traktuje poważnie. Być może niektóre kwestie tu poruszane są troszkę nieaktualne, ale nie ma się co dziwić - książka została wydana w 1998 roku (a napisana pewnie jeszcze wcześniej - 1997 rok). Jednakże dzięki owej książce każdy ma możliwość spojrzenia na kulturę techno obiektywniej, niż dotychczas to czynił.
Książka składa się jakby z trzech części: "TECHNOmania w POnowoczesnej POPkulturze", "Za drzwiami TECHNOświata" i "Struktura CYBERplemienia, antropologia świata techno".
W pierwszej z nich dowiadujemy się czystko teoretycznych informacji, bez obserwacji autora. Część druga natomiast obfituje w jego opisy przeżyć. Jego wycieczki do klubów, dzień przed i dzień po imprezie (zwanej w książce rave`em). Część trzecia jest swoistym zakończeniem, podsumowaniem przygody z techno.
Wątpię, bo technomani nie agitują. Ta subkultura jest i nie można tego nie zauważyć.
Książka zapewne nie przysporzy TECHNOmodzie ani zwolenników, ani przeciwników, ale tym, którzy chcą po prostu wiedzieć o co chodzi pozwoli zobiektywizować poglądy właśnie w tej sprawie
Podobnie jak autor, ty także możesz spotkać "inną osobę", ten "inny świat" dwie ulice dalej..
Właśnie sprzątnąłem swój pokój. A dokładniej biurko i wszystko co w nim i na nim. Gdyby to nie było moje biurko, powiedziałbym, że świnia tu mieszka. Było wszystko: zużyte wkłady, popsute długopisy, połamane płyty, wylane markery, zdjęcia, których zeskanowania podjąć się nie mogę, szkice projektów, sprawdziany. Znalazło się także lekko napoczęte przeze mnie i przez czas jabłko. Do usunięcia wszystkich zabrudzeń zużyłem masę środków czyszczących (todo: pamiętaj, nie kładź permanentnych markerów bez przykrywki). Wreszcie szuflada przypomina szufladę, a blat biurka wcale nie jest matowy (do tej pory właśnie tak myślałem).
Moim głównym "targetem" (ostatnio bardzo modne słowo) było uporządkowanie zbioru płyt (muzyka, filmy, programy i troszkę gier). Pomyślałem sobie: "A co tam! Troszke posiedzę i zrobię wszystko..". Jak łatwo się domyślić - nie było tak łatwo. Spędziłem nad nimi całe 4 godziny.. i jeszcze nie skończyłem. Oczywiście - w międzyczasie zrobiłem sobie przerwę, wpadł mi kolejny "genialny" pomysł. Pomyślałem sobie, że schowam wszystkie kable, które tylko schować dam radę. To już była łatwiejsza robota w porównaniu do porządkowania płyt. Teraz widać tylko kabel od skanera. Z tego jestem całkowicie zadowolony.
Przy okazji ustawiłem panel (monitor) tak, że nie muszę przekręcać głowy. Dużo wygodniej.
Dowiedziałem się (a raczej przypomniałem sobie), przy okazji odkurzania, jak poukładałem kable od głośników, wieży i woofera. Tak - to wszystko również poukładałem od początku. Według schematu - w przyszłości będzie łatwiej wszystko demontować.
A co się mi stało, że jak nigdy zacząłem sprzątać? Po pierwsze raził mnie już ten brud. Po drugie, moja kochana mama, zawsze jak wchodziła do pokoju mówiła, że mam burdel. A to już było lekko denerwujące. I wreszcie po trzecie, dziś jest ten dzień, w którm nareszcie odwiedzi mnie moja dobra znajoma. Przecież muszę się jakoś pokazać.
I właśnie z powodu odwiedzień owej osoby, dodałem kolejny punkt do todo: zrobić mini barek. Znalazłem półkę ze starymi, niepotrzebnymi książkami, zebrałem je w kupę, zaniosłem na strych, a w ich miejsce postawiłem soczek, szklaneczki i troszkę trunków.
Mam nadzieję teraz, że kolejne sprzątanie będzie pod koniec roku, albo nawet później.
Od teraz mam już wolny dzień. Oczywiście, jeśli nie dostanę do zrobienia czegoś od taty, lub mamy. Ale wątpię - przecież prawie wczorajszy dzień pomagałem. Może dziś pozwolą mi odetchnąć. A jeśli tak, to pewnie pójdę ze znajomymi na jakieś małe piwko, odwiedzę koleżankę i szybko przed 16 wrócę do domku. Uszykuję się i będę czekał na przyjście kogoś. Kogoś, z kim się nie widziałem od kilku dobrych miesięcy. Jestem naprawdę ciekaw, jak to wszystko wypadnie. Oby dobrze!
A teraz skoro mam jeszcze chwilkę czasu, to popracuję nad szablonem od egree`go. Wczoraj wieczorem już dostosowałem tło, teraz czas na wpisy i menu. Wszystko jest na dobrej drodze, żeby wreszcie uzyskać zamierzony (jeszcze za czasów poprzedniego szablonu) efekt/cel.