Właśnie sprzątnąłem swój pokój. A dokładniej biurko i wszystko co w nim i na nim. Gdyby to nie było moje biurko, powiedziałbym, że świnia tu mieszka. Było wszystko: zużyte wkłady, popsute długopisy, połamane płyty, wylane markery, zdjęcia, których zeskanowania podjąć się nie mogę, szkice projektów, sprawdziany. Znalazło się także lekko napoczęte przeze mnie i przez czas jabłko. Do usunięcia wszystkich zabrudzeń zużyłem masę środków czyszczących (todo: pamiętaj, nie kładź permanentnych markerów bez przykrywki). Wreszcie szuflada przypomina szufladę, a blat biurka wcale nie jest matowy (do tej pory właśnie tak myślałem).
Moim głównym "targetem" (ostatnio bardzo modne słowo) było uporządkowanie zbioru płyt (muzyka, filmy, programy i troszkę gier). Pomyślałem sobie: "A co tam! Troszke posiedzę i zrobię wszystko..". Jak łatwo się domyślić - nie było tak łatwo. Spędziłem nad nimi całe 4 godziny.. i jeszcze nie skończyłem. Oczywiście - w międzyczasie zrobiłem sobie przerwę, wpadł mi kolejny "genialny" pomysł. Pomyślałem sobie, że schowam wszystkie kable, które tylko schować dam radę. To już była łatwiejsza robota w porównaniu do porządkowania płyt. Teraz widać tylko kabel od skanera. Z tego jestem całkowicie zadowolony.
Przy okazji ustawiłem panel (monitor) tak, że nie muszę przekręcać głowy. Dużo wygodniej.
Dowiedziałem się (a raczej przypomniałem sobie), przy okazji odkurzania, jak poukładałem kable od głośników, wieży i woofera. Tak - to wszystko również poukładałem od początku. Według schematu - w przyszłości będzie łatwiej wszystko demontować.
A co się mi stało, że jak nigdy zacząłem sprzątać? Po pierwsze raził mnie już ten brud. Po drugie, moja kochana mama, zawsze jak wchodziła do pokoju mówiła, że mam burdel. A to już było lekko denerwujące. I wreszcie po trzecie, dziś jest ten dzień, w którm nareszcie odwiedzi mnie moja dobra znajoma. Przecież muszę się jakoś pokazać.
I właśnie z powodu odwiedzień owej osoby, dodałem kolejny punkt do todo: zrobić mini barek. Znalazłem półkę ze starymi, niepotrzebnymi książkami, zebrałem je w kupę, zaniosłem na strych, a w ich miejsce postawiłem soczek, szklaneczki i troszkę trunków.
Mam nadzieję teraz, że kolejne sprzątanie będzie pod koniec roku, albo nawet później.

Od teraz mam już wolny dzień. Oczywiście, jeśli nie dostanę do zrobienia czegoś od taty, lub mamy. Ale wątpię - przecież prawie wczorajszy dzień pomagałem. Może dziś pozwolą mi odetchnąć. A jeśli tak, to pewnie pójdę ze znajomymi na jakieś małe piwko, odwiedzę koleżankę i szybko przed 16 wrócę do domku. Uszykuję się i będę czekał na przyjście kogoś. Kogoś, z kim się nie widziałem od kilku dobrych miesięcy. Jestem naprawdę ciekaw, jak to wszystko wypadnie. Oby dobrze!

A teraz skoro mam jeszcze chwilkę czasu, to popracuję nad szablonem od egree`go. Wczoraj wieczorem już dostosowałem tło, teraz czas na wpisy i menu. Wszystko jest na dobrej drodze, żeby wreszcie uzyskać zamierzony (jeszcze za czasów poprzedniego szablonu) efekt/cel.

Komentarze do wpisu "Święto pracy (wiosenne porządki)":

1. skolima napisał(a):
01 maja 2005, 23:32:02

kolejne sprzątanie pod koniec roku? a jak uda się kolejne spotkanie z ową znajomą? ;>

2. jiobel napisał(a):
01 maja 2005, 23:34:43

Hehe. Udało się, udało. Tyle, że mało siedzieliśmy w mym 'czystm królestwie'. Wpadliśmy na świetny pomysł: grill.
Jedyne co trzeba sprzątnąć to folię (aluminiową) z działki i pokruszoną podpałkę z trawy.. ;)

Dodaj komentarz: