Koniec szkoły

15 czerwca, 2005

Szkoła w tym roku dla mnie się już skończyła (tzn. skończyła się już 2 tygodnie temu, ale teraz mogę to „oficjalnie” ogłosić). Ciepło się nareszcie zrobiło. Jedynym problemem w komfortowym wypoczynku może być fakt przelotnych deszczy, które przepowiadali w pogodzie. No nic – jak będzie padać, to najwyżej nie wyjdę na dwór, ale jakieś zajęcie się znajdzie.

A w ogóle idiotyzmem wydaje mi się ten okres w szkole – oceny wystawione, materiał niby nie skończony, a mi i tak siedzimy na lekcjach i nic nie robimy.

Klasę 2. miałem skończyć ze średnią nie wyższą niż 4, a okazuje się, że będę miał pasek. Zdolny jestem…

Zmiany w szablonie

12 czerwca, 2005

Kosmetyczne zmiany wprowadziłem w szablonie. Teraz pozostaje mi tylko dopasować kolorki.

Uśmiech. :)

Sen

11 czerwca, 2005

Idę po krainie zielonej, pełnej pięknych, starych, ale dalej bardzo zielonych drzew, ptaków ćwierkających, ludzi pracujących na polach. Idę, nie patrzę za siebie. Kraina wita mnie niczym matka syna wracającego z wojny. Kwiaty kwitną, trawy szumią, zwierzęta wyglądają z lasu. Wszystko sobie powoli przypominam. Stare, ale jeszcze świeże wspomnienia tylko migają. To coś nowego. Do tej pory to one były tymi dominującymi.
Wchodzę na drogę, gdzie na poboczu stoi gromadka dzieci. Podchodzę do nich. Wśród nich jest mała blondyneczka, która trzyma kwiatki i tabliczkę z napisem „Witamy”. Czuję, że gardło mi się zaciska, serce zaczyna szybciej bić, a w głowie mam istną burzę elektryczną. Wspomnienia tego pięknego kraju, jeszcze z dzieciństwa powracają w niesamowitym tempie i natłoku. Już wiem, gdzie powinienem być, że nie powinienem wyjeżdżać stąd.
Dostaję od niej wianuszek i karteczkę. Idę dalej. Widzę piękny dom. Na ogródku bawią się dzieci razem z rodzicami. Chwilę stoję, przyglądam się. Zabawa ustaje, ludzie podchodzą pod płot i patrzą na mnie. Nie czuję się pewnie. Odchodzę.

Budzę się. Czuję spaleniznę. Wyglądam przez okno. Całą kraina przypomina las po pożarze. Nie ma już lasu, ptaków, domów i ludzi. Ostałem się tylko ja i mój maleńki domek… Znowu jestem sam. Zaczynam ponownie iść.

Biegająca myszka

09 czerwca, 2005

Być może komuś się to już przytrafiło, mi jednak po raz pierwszy (fakt, że klawiaturę i myszkę radiową posiadam od niedawna pominę). A więc – po powrocie do domu postanowiłem w ekspresowym tempie nadrobić zaległości z j. niemieckiego (25 tekstów do przetłumaczenia). Zabrałem się z wielkim entuzjazmem, bo przecież nie miałem niczego innego do roboty, niż siedzenie nad tymi 25 kartkami A4 i ich tłumaczeniem. Całość wydawała mi się wielce interesująca, toteż świat zewnętrzny, komputer przestał istnieć. Wcale o nich nie myślałem.

Jak ja już mam w zwyczaju, po kilku zdaniach zapisanych postanowiłem podejść do komputera i zabrać osprzęt (w poprzednich notkach pisałem: klawiaturę i myszkę) i powrócić na stanowisko dowodzenia (łóżko). Na zwiedzaniu Internetu upłynęły mi całkiem przyjemne 2 godziny. Po tym okresie czasu naszła mnie ochota na drzemkę. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Spałem dobre… 15 minut.

Wróciłem do niemieckiego, ponownie zagościłem w krainie kartki i długopisu, gdy nagle z głośników wieży wydobył się „Piik!”, który niewątpliwie sugerował nadejście wiadomości na Konnekta. Chciałem szybko przeczytać, bo na dymku odczytałem od kogo owa jest. Dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie, że nie mam myszki. Uciekła? – zastanawiałem się. Rozpocząłem gorączkowe poszukiwania i… nie mogłem znaleźć. Przewróciłem cały pokój do góry nogami. Zrezygnowany, bo owej nie znalazłem, udałem się na dół (do kuchni) by ugasić nasilające się pragnienie.

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że myszka leży sobie najspokojniej w świecie na blacie stołu kuchennego.

Teraz zastanawiam się, czy ja rzeczywiście byłem w kuchni wcześniej, czy doświadczyłem kontaktu 3. stopnia. ;)

Ubranka

05 czerwca, 2005

Jak będę wyglądał w wakacje (tzn. mam taką nadzieję)? A więc tak:

Bunt

01 czerwca, 2005

Bunt – czy tylko znak młodości, czy może nieusuwalny składnik życia człowieka? Co zyskujemy, co tracimy i dlaczego tak w ogóle się buntujemy. Odpowiedź na pewno nie jest prosta, ale warto chwilę się zastanowić. A nóż, widelec do jakiegoś budującego wniosku dojdziemy?
Tak więc – buntem można nazwać postawę, w której głośno i zdecydowanie wyrażamy swoje odmienna zdanie do wcześniej postawionego. To akt, w którym człowiek mówi Nie, w sumie nie zważając na konsekwencje. To taka moja definicja (jeśli ową można w ogóle nazwać definicją).

Bunt jest to pojęcie z zakresu nauk społecznych. W koncepcji Roberta Mertona oznacza sposób przystosowania jednostki poprzez odrzucenie celów społecznych grupy oraz społecznie uznawanych środków realizacji celów społecznych oraz zastąpienie ich własnymi celami i środkami osiągania tychże. Zachowania tego typu pojawiać mogą się pod wpływem długotrwałej anomii, jak również w przypadku odrzucania kultury dominującej i zastępowania jej kontrkulturą.

Dobrze, definicję już mamy. Zastanówmy się teraz może, co daje nam bunt. Czy jest składnikiem budującym, czy może niszczącym. A jeśli, to co buduje, a co niszczy? Chyba logiczne jest, że jeśli człowiek nie buntowałby się, to nie doszedłby do niczego nowego. Najpierw zbuntował się (oczywiście, w swoisty sposób) przeciw otaczającemu go światu – stworzył nowe maszyny, wynalazł nowe rzeczy, które na krótki okres czasu mu wystarczyły. Po owym, znowu czuł niedosyt, zbuntował się przeciw tym, którym odpowiadała rzeczywistość i zaczął od nowa tworzyć. Można stwierdzić, że bunt jest motorem napędowym rozwoju. Tak samo można to odnieść do nietechnicznych rzeczy, a do muzyki, malarstwa – ogólnie sztuki. A czy bunt może niszczyć? Oczywiście, jak wszystko inne. Przez bunt upadały cywilizacje, kultury, w niepamięć szły dzieła, które nie odpowiadały nowym twórcom.

Podstawowym pytaniem, nadal pozostaje, czy zwykły człowiek, taki, jak ja powinien się buntować. W moim przekonaniu – tak. Tak samo ja, ty, wy powinniście się buntować, przeciw temu, co wam się wydaje nie takie, jak powinno być. Logicznym, i chyba nie potrzebującym zaznaczenia jest to, że jeśli mamy zamiar się buntować, to musimy najpierw wszystko przemyśleć, przeanalizować i stwierdzić, czy rzeczywiście warte to jest owego, czy aby na pewno mamy rację i czy czasem nasz bunt nie zepsuje czegoś, na co tak bardzo pracowaliśmy – musimy dojść do takiego punktu, gdzie uświadomimy sobie – Tak, to rzeczywiście jest kreatywne!

Najgorętsze miejsca w piekle zarezerwowane są dla tych, którzy na ziemi wszystkiemu potakiwali.

Ale tak naprawdę, o co chodzi mi w tej notce? Mianowicie, o osoby, które nigdy nie miały, nie mają i przewiduję nie będą miały swojego zdania. To chyba najgorszy typ człowieka, jaki możemy spotkać na tej zakichanej planecie. Dlaczego? – spytacie. A więc dlatego, że odmienne zdanie, które my zaprezentujemy, które oczywiście jest w opozycji do zdania owej osoby, będzie odebrane opatrznie, nie zrozumiane zostaną chęci, a my ocenieni jako wariaci i osoby nie warte uwagi. Tak, ja wiem co mówię/piszę.

Kolorem Ziemi jest to, że czasem można być szarym, ale czasem warto zmienić się na jakiś inny (czyt. mieć własne zdanie).