Bunt

01 czerwca, 2005

Bunt – czy tylko znak młodości, czy może nieusuwalny składnik życia człowieka? Co zyskujemy, co tracimy i dlaczego tak w ogóle się buntujemy. Odpowiedź na pewno nie jest prosta, ale warto chwilę się zastanowić. A nóż, widelec do jakiegoś budującego wniosku dojdziemy?
Tak więc – buntem można nazwać postawę, w której głośno i zdecydowanie wyrażamy swoje odmienna zdanie do wcześniej postawionego. To akt, w którym człowiek mówi Nie, w sumie nie zważając na konsekwencje. To taka moja definicja (jeśli ową można w ogóle nazwać definicją).

Bunt jest to pojęcie z zakresu nauk społecznych. W koncepcji Roberta Mertona oznacza sposób przystosowania jednostki poprzez odrzucenie celów społecznych grupy oraz społecznie uznawanych środków realizacji celów społecznych oraz zastąpienie ich własnymi celami i środkami osiągania tychże. Zachowania tego typu pojawiać mogą się pod wpływem długotrwałej anomii, jak również w przypadku odrzucania kultury dominującej i zastępowania jej kontrkulturą.

Dobrze, definicję już mamy. Zastanówmy się teraz może, co daje nam bunt. Czy jest składnikiem budującym, czy może niszczącym. A jeśli, to co buduje, a co niszczy? Chyba logiczne jest, że jeśli człowiek nie buntowałby się, to nie doszedłby do niczego nowego. Najpierw zbuntował się (oczywiście, w swoisty sposób) przeciw otaczającemu go światu – stworzył nowe maszyny, wynalazł nowe rzeczy, które na krótki okres czasu mu wystarczyły. Po owym, znowu czuł niedosyt, zbuntował się przeciw tym, którym odpowiadała rzeczywistość i zaczął od nowa tworzyć. Można stwierdzić, że bunt jest motorem napędowym rozwoju. Tak samo można to odnieść do nietechnicznych rzeczy, a do muzyki, malarstwa – ogólnie sztuki. A czy bunt może niszczyć? Oczywiście, jak wszystko inne. Przez bunt upadały cywilizacje, kultury, w niepamięć szły dzieła, które nie odpowiadały nowym twórcom.

Podstawowym pytaniem, nadal pozostaje, czy zwykły człowiek, taki, jak ja powinien się buntować. W moim przekonaniu – tak. Tak samo ja, ty, wy powinniście się buntować, przeciw temu, co wam się wydaje nie takie, jak powinno być. Logicznym, i chyba nie potrzebującym zaznaczenia jest to, że jeśli mamy zamiar się buntować, to musimy najpierw wszystko przemyśleć, przeanalizować i stwierdzić, czy rzeczywiście warte to jest owego, czy aby na pewno mamy rację i czy czasem nasz bunt nie zepsuje czegoś, na co tak bardzo pracowaliśmy – musimy dojść do takiego punktu, gdzie uświadomimy sobie – Tak, to rzeczywiście jest kreatywne!

Najgorętsze miejsca w piekle zarezerwowane są dla tych, którzy na ziemi wszystkiemu potakiwali.

Ale tak naprawdę, o co chodzi mi w tej notce? Mianowicie, o osoby, które nigdy nie miały, nie mają i przewiduję nie będą miały swojego zdania. To chyba najgorszy typ człowieka, jaki możemy spotkać na tej zakichanej planecie. Dlaczego? – spytacie. A więc dlatego, że odmienne zdanie, które my zaprezentujemy, które oczywiście jest w opozycji do zdania owej osoby, będzie odebrane opatrznie, nie zrozumiane zostaną chęci, a my ocenieni jako wariaci i osoby nie warte uwagi. Tak, ja wiem co mówię/piszę.

Kolorem Ziemi jest to, że czasem można być szarym, ale czasem warto zmienić się na jakiś inny (czyt. mieć własne zdanie).

Komentarze do wpisu "Bunt":

1. jiobel napisał(a):
01 czerwca 2005, 20:19:38

Sory MatiSz, że musiałem usunąć Twoje komentarze, ale niechcący delnąłem poprzednią notkę, zamiast edytować.

2. riddle napisał(a):
01 czerwca 2005, 23:14:51

Bunt ... powoli uczę patrzeć na niego z boku. Często zastanawiam się czemu tak a nie inaczej postąpiłem i co jest naprawdę ciężkie, mimo lekkości z jaką nasi rodzice to mówią, udaje mi się przestać się nakręcać przy sprzeczce. Po prostu gasnę. :-)

3. jiobel napisał(a):
01 czerwca 2005, 23:18:49

Gaśniesz? A może wkroczyłeś w inny etap życia i inaczej patrzysz na to wszystko?
btw. bunt wcale nie musi oznaczać sprzeczki (owszem, 99% buntowania się to owa sprzeczka, ale zawsze zostaje ten 1% na poważną rozmowę). :)

Dodaj komentarz: