Sen
11 czerwca, 2005
Idę po krainie zielonej, pełnej pięknych, starych, ale dalej bardzo zielonych drzew, ptaków ćwierkających, ludzi pracujących na polach. Idę, nie patrzę za siebie. Kraina wita mnie niczym matka syna wracającego z wojny. Kwiaty kwitną, trawy szumią, zwierzęta wyglądają z lasu. Wszystko sobie powoli przypominam. Stare, ale jeszcze świeże wspomnienia tylko migają. To coś nowego. Do tej pory to one były tymi dominującymi.
Wchodzę na drogę, gdzie na poboczu stoi gromadka dzieci. Podchodzę do nich. Wśród nich jest mała blondyneczka, która trzyma kwiatki i tabliczkę z napisem „Witamy”. Czuję, że gardło mi się zaciska, serce zaczyna szybciej bić, a w głowie mam istną burzę elektryczną. Wspomnienia tego pięknego kraju, jeszcze z dzieciństwa powracają w niesamowitym tempie i natłoku. Już wiem, gdzie powinienem być, że nie powinienem wyjeżdżać stąd.
Dostaję od niej wianuszek i karteczkę. Idę dalej. Widzę piękny dom. Na ogródku bawią się dzieci razem z rodzicami. Chwilę stoję, przyglądam się. Zabawa ustaje, ludzie podchodzą pod płot i patrzą na mnie. Nie czuję się pewnie. Odchodzę.
Budzę się. Czuję spaleniznę. Wyglądam przez okno. Całą kraina przypomina las po pożarze. Nie ma już lasu, ptaków, domów i ludzi. Ostałem się tylko ja i mój maleńki domek… Znowu jestem sam. Zaczynam ponownie iść.
Komentarze do wpisu "Sen":
1.
pionierka napisał(a):
12 czerwca 2005, 03:04:53
To ja jestem.... jak wroce, hehe
Dodaj komentarz: