Wolne

29 sierpnia, 2005

Dziś ostatni dzień w pracy. Raczej noc. Ciężka noc. Tak naprawdę się cieszę - wiem, że to nielogiczne, bo nie zarobię już, ale wiem, że nie zarwę kolejnej nocy, że będę mógł poświęcić ten czas na coś pożytecznego. I zamiast przebierać rękoma w śmierdzącej kukurydzy (nie lubię kukurydzy) mogę przebierać palcami po klawiaturze. To jest to, co lubię.

Niektórzy dowiedzieli się, że nie mogę się wyspać, inni nie. A wszystko prze sąsiada, któremu zachciało się rozwalać ścianę. No ale jak mus, to mus. Ja się wspałem na hamaku na działce - świerze powietrze, szum drzewa, pod którym rozwieszony jest owy, ptaszki i mruczący kto pode mną. Trochę niewygodnie, ale na wszystko znalazłem sposób. ;-)

Zaraz po 12-nasto godzinnej pracy pojechałem na drugi koniec miasta, żeby odebrać paszport. Już przy okienku dowiedziałem się, że trzeba najpierw pokazać dowód. Grr... przecież ja jeszcze dowodu nie miałem. Zły na siebie i na całą biurokrację udałem się znowu na jeszcze drugi koniec miasta po dowód. Odstałem się w kolejce, wypełniłem co miałem wypełnić i mam! Kawałek plastyku, który sprawia, że jestem "dorosły". Phi! - wszyscy wiedzieć powinni, że to nie czyni nikogo takowym. Liczy się coś innego. Co? A to już powinien każdy z was osobna odpowiedzieć we własnym imieniu.

W końcu odebrałem też paszport. Jutro z rana muszę jechać do pracy do kadr, żeby dopisać serię dowodu i NIP. A zaraz potem do Torunia na zakupy.

Polska dla... wszystkich?

29 sierpnia, 2005

Boję się. Boję się o to, w jakiej Polsce przyjdzie mi żyć. Kto będzie rządził, kto zdobędzie władzę, kogo poprze szary tłum. I boję się o to, że decyzje o randze narodowej podejmować będzie jakiś radykał. Uważający siebie za bóg wie co, a tak naprawdę zwykły człowiek o wygórowanych aspiracjach, dobrym zdaniu o sobie i braku zdrowego rozsądku.

Poruszył mnie dzisiejszy artykuł w Gazecie Wyborczej. "Ideał LPR sięgnął bruku" - Bogusław Rogalski przez dwa lata zasilał czynnie szeregi LPRu, a teraz z niego wystąpił. Powody podane są w artykule - zainteresowanych zapraszam do przeczytania. Ale nie o tym chciałem.

W artykule jest podpunkt "Radykalni wszechpolacy", gdzie dowiedzieć się możemy kilku szczegółów o tej organizacji. Prócz tego co wiedziałem, przeraziło mnie:

„Muszę kłamać do swoich działaczy, że w MW nie ma skinów. Nigdy nie wyślę nikogo z nich na żaden obóz - wstydzę się za MW. Całe koła MW budowane są w oparciu o skinów"

A więc to tak? Nie ma już ludzi chętnych do wstępowania w szeregi tej bojówki, to posiłkują się skinami? Bo co? Bo łysi, głupi i wierni - o! Kim tak naprawdę są skini? A więc:

Skini pojawili sie w Polsce w środkowym okresie lat osiemdziesiątych tuż przed upadkiem reżimu komunistycznego. W maju 1990 roku służyli oni jako ochroniarze na Pierwszym Kongresie Polskiej Prawicy, gdzie rozprawiali sie z demonstrantami protestującymi na zewnątrz budynku. Wielu z nich należy do grupy nacjonalistycznej - Narodowego Odrodzenia Polski(NOP). W 1993 w Krakowie kolo 50 skinheadów założyło grupę o nazwie Ofensywa Narodowo Radykalna(ONR), która wzięła udział w wielu demonstracjach prawicowych. Oprócz tego powstały także: Narodowy Front Polski, Stronnictwo Narodowe i co ważne Polska Wspólnota Narodowa/Polskie Stronnictwo Narodowe kierowane przez Bolesława Tejkowskiego. Członkowie tego ostatniego ugrupowania twierdzą min., że Polacy są "manipulowani przez żydowskich nacjonalistów" oraz że "USA, Niemcy i Izrael przejmują nasze dobra narodowe". Podczas,gdy starsi członkowie partii przygotowują publikacje i manifesty, młodsi wiedzeni przez Tejkowskiego demonstrują na ulicach. PWN/PSN utrzymuje kontakty z wieloma ekstremistami poza granicami państwa, jak np. francuskim Frontem Narodowym Jean-Marie Le Pen'a, rosyjska grupa Pamyat i ukraińską Pan-Slavic. Sam Tejkowski został oskarżony o podjudzanie do bicia Żydów, za co otrzymał karę jednego roku w zawieszeniu. Nie wpłynęło to na jego postawę.

Jeśli ktoś chce dowiedzieć się kilku faktów na temat tych ludzi, musi poszukać informacji w internecie, lub odwiedzić stronę, na której najogólniej są owe podane (wyżej cytowany tekst pochodzi właśnie z tej strony).

„Na obozach śpiewane są nazistowskie i rasistowskie piosenki. Obóz w Kociołku Szlacheckim: uchlani działacze hailowali, skandowali: »Ku-Klux-Klan«"

Ku-Klux-Klan? Toż to jest chore! Wikipedia podaje takie informacje:

Ku Klux Klan - dwie różne terrorystyczne organizacje rasistowskie w Stanach Zjednoczonych. Pierwsza powstała w XIX wieku (po wojnie secesyjnej), druga w 1915 roku. Obie zostały zdelegalizowane z powodu dopuszczania się przemocy na tle rasowym i religijnym.

To wszystko, co mnie razi? Nie, to dopiero początek:

„Fragmenty piosenek, które są śpiewane na obozach MW: »To były piękne dni, Żydzi do gazu szli,/ aż się do pieca nie zamykały drzwi«, »A pedałów z murzynami odgrodzimy w obozach drutami, na lewactwo parchactwo puścimy, tam gas, endecki walczyk w szabas, o le!«, »Jak dobrze jest zimową porą w przeręblu moczyć Żyda, ryj wycierać, buty jego brodą i głośno śpiewać LPR«"

To jest normalne? Nie! - powtórzę drugi raz - to jest chore. Bardzo chore.

Szczerze polecama artykuł. Ktoś ma niedosyt? Polecam wujka googla. Mi to na dziś wieczór starcza. Idę się zabić, bo żyć w takiej Polsce nie mam zamiaru.

Reklamy telewizyjne. Kogo nie denerwują, kogo nie interesują. 50% społeczeństwa twierdzi, że są denne, że nic nie wnoszą do naszego życia, prócz hałasu i chaosu kolorów przemieszanych w migających scenach. Jedni twierdzą, że to mini filmy, że niektóre z nich zasługują na Oscara. Inni - drugie 50% - mówią, że to tylko 30 sekund telewizyjnej szmiry.

Jak na nas oddziałują? Czy mają wpływ na nasze życie?

Nie wiem. Co jednak zrobić z już raz obejrzaną reklamą? Czy jest sens jej ponownego oglądania? Chyba nie...

Jak je ponownie wykorzystać?

Dla informatyka najprościej byłoby użycie kombinacji klawiszy Shift + Delete. Ale to nie jest ponowne wykorzystanie a wykasowanie, więc odpada. Świat informatyków dzieli się na tych mniej zaawansowanych (najczęściej większość czasu spędzających na oglądaniu reklam, a przy okazji pisaniu na Gy-Gy) i tych bardziej (najczęściej zgarbionych przed monitorem, zaangażowanych w pisanie kodu, układaniu algorytmu, etc.).

Co zrobią pierwsi? Postępując zgodnie z ich nawykiem poszukiwać będą 'banner killera'. Mimo wielu usilnych prób nie uda im się to. Wtedy wezmą do ręki pilota i przełączą na inny program (na którym również będą lecieć reklamy - pstrykać tak będą przez całe swoje życia co doprowadzi ich kciuka do opłakanego stanu - za kilka pokoleń nastąpi ewolucja, gdzie kciuk przystosowany będzie do szybkiego naciskania klawiszy w jeszcze ergonomiczny sposób niż to jest możliwe dziś).
Wniosek / uwaga: nie będą potrafili wykorzystać ponownie obejrzanej reklamy

Co zrobią drudzy? Zaczną zastanawiać się, jak je produktywnie wykorzystać. Zaczną pisać bardzo rozbudowany algorytm, długaśny kod, który po przeanalizowaniu zawartości, będzie komponował najbardziej ekstremalną mieszankę z posiadanych reklam na HDD. Twór powstały będzie miał miano psychodelicznego i będzie uwielbiany w środowisku underground. Powstaną swoistego rodzaju listy przebojów na reklamę-potwora.
Wniosek / uwaga: trzeba poczekać na stworzenie takiego algorytmu i kodu

W przyszłości, gdy panele LCD i ich następcy staną się bardzo tanie i spotykane na każdym kroku możliwe będzie ich zastosowanie w odzieży. Wyobraźmy sobie kurtkę, która na plecach posiada 19` ekran (elastyczny, wodo i mrozoodporny, możliwy do zamontowania na innej części kurtki), podłączony do przenośnego odtwarzacza multimediów, na który nagrywalibyśmy swoje ulubione rzeczy. Wśród nich na pewno znalazłaby się część osób, które zamieściłyby tam jakąś reklamę - śmieszną, albo taką, która zwróciła ich uwagę.
Wniosek / uwaga: trzeba poczekać na stworzenie takich wyświetlaczy

Co może zrobić z reklamy DJ? Co tylko mu do głowy przyjdzie. Praktycznie wszystko. Pociąć, zmiksować z inną, puścić od tyłu. Ogranicza go tylko wyobraźnia.
Wniosek / uwaga: trzeba znaleźć sposób na nagranie obrazu na winyl

Moje pomysły się wyczerpały. Dzięki Riddle za jeden z nich. Proszę o pomoc - może moje marzenie się spełni?

Jak mocno?

25 sierpnia, 2005

Boli? Mnie też.

Próby stylu - ciąg dalszy

Jebana mać!

25 sierpnia, 2005

Kurwa mać! Jestem zły, bardzo zły. Wściekły. Jak tak można robić, że najpierw mówi się - Przyjdź, dziś jest robota., a zaraz przed moim wyjściem z domu dzwoni się, że jednak dziś nie ma. To nie można już ustalić wsystkiego i powiedzieć konkretnie. Normalnie aż mnie trzęsie.

Praca - phi! Za taką to ja dziękuję serdecznie. Nie dość, jak już wspominałem w poprzednich wpisach, że niska płaca i wyzysk, to jeszcze takie eksperymenty. Polska rzeczywistość? Tak. Pewnie wszędzie indziej na Świecie też takie coś się zdarza, ale dlaczego u nas tak często?

Przepraszam za niektóre słowa. Pisane pod wpływem silnych emocji.

Torby miejskie

25 sierpnia, 2005

A jednak reklamy są dobre, bo można znaleźć bardzo ciekawe miejsca w sieci. I tak właśnie podczas przeglądania sobie DigArta zauważyłem malutką reklamę:

!unikatowe torby z recyclingowanych plandek świetne do transportu rysunków, albumów i innych gabarytowych przedmiotów. !tylko pojedyncze, oryginalne wzory samych korzyści życzymy.

Zainteresowany odwiedziłem stronę, gdzie można było dowiedzieć się więcej o ofercie. Powiem szczerze - jestem bardzo, bardzo miło zaskoczony. Torby przedstawiane tam, są niesamowite. Sam, chociaż nie mam przekonania do toreb, chętnie którąś bym chciał dostać.

I tak właśnie, podobają mi się te:

Ehh... Szkoda tylko, że pieniędzy nie mam. Inaczej już bym jakąś miał. :(

Chora miłość?

23 sierpnia, 2005

Rzeczywiście, wczorajszy obraz nie był udany. Doszedłem i sam do tego, ale także dzięki sugestiom różnych ludzi. Dziś przedstawiam coś opartego na poprzednim pomyśle, ale w zupełnie innej formie.

Smacznego! ;-)

Za / Samobójstwo?

22 sierpnia, 2005

Więc jednak nie wiedziałeś, że cierpię? Nie obchodziło Cię to! Ale teraz już jesteś wolny - mnie nie ma...

Próby z tym stylem. Sam siebie oceniać nie będę.

Jako, że akcja Łam_Zasady nie ma strony z prawdziwego zdarzenia, usiadłem dziś i troszkę tam naskrobałem. To drugi projekt, jaki jest robiony na ową (pierwszego nie mogę pokazać, ze względu na brak zgody autora - Warlocka - takowej nie mam, bo nawet się nie pytałem). ;-)

Strona ma mieć układ poziomy, w odróżnieniu do przeważającej większości, które mają pionowy.
Tak sobie myślę, że to tylko projekt. Kolejny, z którego nie wyniknie nic.

Aha! i żeby nie było - nie jestem webmasterem. Ja tylko sobie troszkę skrobię w Photoshopie. ;-)

Ból i strach

21 sierpnia, 2005

Czym jest ból? Czym jest strach? Znasz odpowiedź? Jesteś pewien?

Pierwsza praca tego typu. Próbuję dalej.

Ciężki dzień

20 sierpnia, 2005

Praca, praca i jeszcze raz praca. Oczywiście w kulturalny sposób powiedziane, bo inaczej można to ująć tak: zapierdziel, jakiego mało. Nie dość, że trwa 10 godzin, nie licząc przerwy na obiad. Bardzo długiej, wpływającej na kondycję, różnoraką, zakładu - 10 minut. Tyle mam na zjedzenie ohydnej zupy, do tego chleb (jako, że nie jadam smalcu, więc suchy). Co przed i co po obiedzie? Za-pier-dziel!

Dzisiejszy dzień obwfitował w bardzo "śmieszne sytuacje" - najpierw zerwała się taśma, później spalił się silnik, etc. Taka zła passa trwała do godziny 14 (a trzeba jeszcze nadmienić, że pracę zaczynam o godzinie 10). Przez te całe, okrągłe godziny nie udało się nawet rozładowac jednego transportu (a kierownik powiedział, że codziennie będzie zwiększał ich ilość - z 3, 4 do 7, 8). Gdy już się zaczęło wszystko układać, ja się wczułem i pracowałem, szczerze, sumiennie przychodzi kierownik i mówi - jak się nie polepszycie, poniedziałek to wasz ostatni dzień! Myślę sobie - ok, ja się staram i nikt tego nawet nie doceni, a jeszcze na dodatek dostaję opierdziel, to przystopuję, zobaczę jak robią inni. A inni? Rzeczywiście nie można tego było nazwać pracą. Jeden siedział sobie oparty o barierkę, a drugi tylko udawał, że coś pracuje (dobrze, że chociaż to robił). Kierownik wpadł, ja pracowałem, jak już wcześniej wspomniałem, inni się bujali. Oni teraz dostali opr. a ja nie. Wzięli się do pracy.

Zemsta przyszłą później. Sprzątanie. Nie dość, że musiałem wykonać czynności dodatkowe, to jeszcze trzeba to było zrobić przy ich stanowiskach pracy. Oni nie są fair, to i ja nie będę. Kierownik się pyta - gdzie reszta ekipy? Jak bym chciał ich kryć, to powiedziałbym, że nie wiem. A co powiedziałem? Że poszli sobie. Bo taka prawda. Ja haruję, a oni sobie poszli. Skończyło się na tym, że poszedłem spokojnie się przebrać, a oni musieli się wracać i dostać reprymendę. I to jaką. Mam nadzieję, że teraz już pracować będę - chociaż za siebie. Nikogo innego. Po ciężkim dniu udałem się na przystanek, gdzie miałem zamiar poczekać na busa. To z resztą zrobiłem. Chwile oczekiwania umiliła mi dyskusja dwóch nastolatek - na oko 12, 13 lat. Nie będę przytaczał owej. No może malutki cytacik:

  • A ile ona uzbierała tych pieniędzy?
  • No wiesz, jakieś 30 złoty.
  • I co, i co?
  • No i zamiast wydać na paznokcie to wydała na Tomka...
  • Ale głupia, nie będzie miała paznokci, a Tomek mi mówił, że chce ją rzucić.

W autobusie, bo niedługo podjechał, siedziałem koło dwóch bardzo mocno wymalowanych pań, od których można było wyczuć perfumę. Co w tym dziwnego? A no to, że wyczuć można było z 3 kilometrów. I ten czas zleciał mi bardzo przyjemnie. Dowiedziałem się ile kosztuje noc u tych pań, jakie lubią pozycje, gdzie pracują (tzn. u jakiego bossa). A wszystko przez "niewidoczne" przysłuchiwanie się rozmowie owych.

A w domu? W domu kolacja (trzeba przyznać, że wszystko mi smakuje po dniu pracy), prysznic, prysznic, fotelik przed komputerem.

Zaraz spać trzeba... Bo ciało i umysł się tego dopominają.
Jaki wniosek z całego tego wywodu? A taki, że bolą mnie plecy i nogi.

Ja rozumiem, że inspirowani pracami innych, wykonujemy na ich podstawie swoje własne projekty. Czasem bardzo podobne do tych pierwowzorów, czasem mniej. Wkładamy jednak w to wysiłek, tworzymy swoją wizję.

Ale co można powiedzieć o tym, że praca zgadza się pixel w pixel (żeby nie powiedzieć morda w mordę). Jestem jeszcze jedno zrozumieć - kradzież jakiejś _wielkiej_ pracy. A nie zwykłego, głupiego, bardzo zwykłego avatara.

No sami oceńcie.

Sen

15 sierpnia, 2005

Wyobraź sobie duży pokój. Na środku stoi czerwony fotel. Mimo, że nie dotykałeś go, wiesz, że jest miękki, przyjemny w dotyku. Nie wiesz nawet skąd to wiesz. Nie obchodzi Cię to. W pokoju jest ciemno, jedynym jasnym akcentem jest snop światła padający na owy fotel. Tworzy krąg, w którym widać rzeczywistość. Reszty trzeba się domyślać. Ty tego nie chcesz robić. Boisz się.

Podchodzisz coraz bliżej środka pokoju. Z mroku słychać tylko kapanie wody, obijające się o siebie łańcuchy, lub inne metalowe przedmioty. Echo roznosi hałas po całym pokoju. Jest nieprzyjemnie. Kałuża wody w którą akurat wszedłeś jest jak lustro - odbija Twój obraz. Jest jakiś dziwny, rozmazany, karykaturalny, ale nie ma nic w sobie pozytywnego. Patrzysz i siebie nie poznajesz. Dziwisz sie, a jednocześnie zastanawiasz, kto to. Przypominasz sobie wszystko to, co było. Nie możesz jednak dojść do właściwego momentu. Nie możesz sobie uświadomić, że to ty.

Z zamyślenia wyrywa Cię krzyk. Przeraźliwy, głośny, dziki krzyk kobiety. To tak jakby była rozrywana przez tysiące cieni, demony nocy, mroku. Boisz się. Starasz się nie wpaść w panikę. Trudne, ale możliwe. Po jakimś czasie uspokajasz się. Otwierasz oczy i nie widzisz nic. W pokoju panuje całkowita ciemność. Oczy nie mogą się przyzwyczaić do mroku i zobaczyć czegoś, bo jest zupełnie ciemno. Nie widać niczego. Nagle włączają się światła. Pokój jest mały. Na środku stoi chłopiec, a w ręce trzyma książkę. Na ścianach pokoju wiszą portrety ludzi. Nie znasz ich, jednak wydają się Ci bliscy. Jest jedno lustro. Podchodzi i przeglądasz się. Kątem oka obserwujesz jednak chłopczyka. Tak, jakbyś się go bał. Małego chłopczyka. Spoglądasz na niego jeszcze raz. Nie ma go - jest już młodzieniec, który trzyma jeszcze grubszą książkę. Ma zamknięte oczy. Nie patrzy na Ciebie, a jednak czujesz jego wzrok. Nie ma już lustra. A ty stoisz nie tam, gdzie poprzednio. Podnosisz głowę do góry, spoglądasz na sufit. Jest krwiście czerwony. To krew - to wcale nie kolor farby. Czujesz jak kapią na ciebie kropelki. Chcesz uciec. Nie możesz się ruszyć. Boisz się. Panikujesz.

Chłopak otwiera oczy. Ty się uspokajasz. Patrzy na Ciebie. Jego wzrok jest pusty, a jednak jesteś w stanie w nim zobaczyć cały Świat. Obawa przed złym znika. Jesteś spokojny, coraz bardziej. Otwiera książkę. Ty czujesz, że wszystko co znajdowało się wokół Ciebie znika. Coraz ciemniej i ciemniej. Nagle jasność.

Otwierasz oczy. Nie wiesz co się dzieje. Jesteś u siebie w pokoju. Zastanawiasz się. Wracasz do rzeczywistości. Koniec spania, koniec snu. Szarość wita.

Desktop

15 sierpnia, 2005

Idąc za przykładem wassago ja także postanowiłem pokazać co mam na biurku, a szczerze powiedzawszy - nie mam nic. Minimalizm - można powiedzieć ascetyczny minimalizm.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Ja natomiast nie mam zamiaru podawać linków do tapet, styli, etc. :P

Niebo zachmurzone. Lekki wiatr. Patrzę na wodę, która płynie już tyle czasu, tyle drogi. Od gór, aż tu - do środkowej części mojego kraju. Ile musiała przeszkód pokonać, ile razy jej los nie był pewny. Dokładnie tak samo, jak los każdego z nas - zwykłego, szarego człowieczka. Za mną scena, ludzie. Bawią się, śpiewają, piją piwo. Zdecydowanie za dużo piwa, jak na imprezę plenerową. Mam dość stania wśród nich i czekania aż ktoś mnie potrąci, ustępowania miejsca panom, którzy mają zdolność do przyswajania tandetnej muzyki, noszenia kilogramów srebra na szyi i nadgarstkach, obuwia i stroju całkowicie sportowego i przyjmowania specyfików wyprodukowanych specjalnie dla koni. Bo oni są duzi, mocni i mogą wszystko. A ja? Ja wolę unikać kontaktu, jaki by on nie był z nimi. Po co mi to? Wakacje są, więc po co spędzać pozostały ich czas na rehabilitacji?

W tle muzyka przybierała coraz bardziej na sile. Widać, że niektórzy chcą się bawić i ta zabawa im wychodzi. Ja jednak nie miałem na to ochoty. Zastanawiałem się, po co ja tu w ogóle przyszedłem. Dlaczego dziś musiały być te biesiady? Dlaczego nie wczoraj, dlaczego nie jutro? Wszystko przeciwko mnie - pewnie wam też takie myśli krążą po głowie od czasu, do czasu. Głupie, bo głupie, ale jednak takie... samo z siebie. Instynktowne rzec można.

Powrót do domu. Pisanie tego. Myślenie. Fikcja. Dziś było zupełnie inaczej. Było bardzo dobrze. Miło. Pozytywnie.

A przy okazji - nowy tekst na stronie Łam Zasady. Mam nadzieję, że bardziej przystępny, lepiej oddający ideę akcji, lepiej trafiający do niektórych ludzi. Ludzi, którzy lubią się czepiać.

Łam_Zasady

11 sierpnia, 2005

FFFFoGóleeee..jaka zFaUaaaa:P looooool:D
byUeeem dzisiaj pierFFszy dzioNNeK w PraCy HieHIeHieeee:D
No To NajPiErW sobie PooSZeDuEeeM ttAAAm i FFFogóolee NajPiErW Byyyłoo jakieś Takie PrZYPaŁoWee SzkOleNieee, BhP Czy cOśśś Tam , NieFFFieeeem Nie ZnAm siem Na tyM;/;/ aleeeee PooTtEEemm WyyyCzAiŁeeeMMm tAkAAAąą Laskee żee NorMaLniEeEE. SSssAAjeeBiiŚccieee FaaaajNNnaa GooRRąące 14stka:d TaaaKKkie sOOm naJlEEepSHe...;) ii FFziąąłłeeMM oDD niej NuuMeRR i moShe sieMM STyyKKnieEEmYy na JakiŚŚ NuMeReeek... HIee HIee hiEEE:D A PooTeeMm SoobBiee WróÓÓciłeeem Do DooMMkUUU:D i PoSzzzŁeeeMM Z KuMMplEM pooFFFyRyyFFaĆĆ GorĄcE 14 Stki:D No BooOO JeeDnAA ToOo ZAaaAa MaŁooOOO, A jAa jESssSStEm Fajny KolOO.
Noo TooOO TerAAsssSS PooSssSSdroo Dla moiCCCcch ZiOmKÓóFF..:d Elo, elo!

Lista popierających

11 sierpnia, 2005

Wstawiłeś baner na swoją stronę? Podaj nam jej adres. Już wkrótce lista popierających.
Prosiłbym, żeby wszystkie linki podawane były z http:// na początku.

Możesz również skomentować akcję.

Łam Zasady

09 sierpnia, 2005

Łam Zasady

Jak już wspominałem - już niedługo.
Foto znalezione na e-mule.

Łam Zasady.

09 sierpnia, 2005

Łam Zasady

Łam Zasady. Już wkrótce.

Łam_Zasady

08 sierpnia, 2005

Jeśli masz dość z góry określonych zasad, jeśli na każdym Twoim kroku widzisz nakazy, zakazy, informację, co i jak powinieneś zrobić, to znak, że wszedłeś na wyższy poziom i zauważasz TO wszystko. Nie jesteś już zwykłym userem tego świata, zaczynasz czynnie żyć w owym. Już nie przyjmujesz bez żadnego słowa krytyki kolejnego bezsensownego zakazu, chociażby "Nie pal!" na skwerach, w parkach, etc. Dobrze wiesz, że jeśli złamiesz jedną zasadę, w przyszłości złamiesz i następne. Nie, wcale nie musi to znaczyć, że będziesz łamać prawo, a jedynie to, że zaczniesz żyć swoim życiem. To ty staniesz się stworzycielem.

Dlaczego tak jest, że ktoś coś ustalił (przyjmijmy, że robienie xyz jest dobre dla ludzkości), a reszta to przyjmuje, wciela w życie, nawet nie próbując spojrzeć na owe ustalenie z perspektywy kilku kroków, by móc dostrzeć plusy i minusy. Nie próbuje stworzyć alter-zasady, takiej, która według niej jest odpowiednia.

Ja tego nie wiem, dlatego podchwyciłem pomysł z notki Greenka. Tak, całkowicie popieram akcję "Łam_Zasady".

Łam_Zasady

Łam_Zasady

Niekoniecznie mój opis akcji musi trafiać do wszystkich. Napisałem to tak, dla siebie.

Nicość

06 sierpnia, 2005

Usiadł na kamieniu. Las wkoło niego szumiał jednostajnie. W głębi słychać bylo popiskiwanie ptaków. Mimo późnej pory one jeszcze nie spały. Tak jak za dnia nie lubił lasu, nie lubił do niego wchodzić, tak paradoksalnie w nocy było mu łatwiej. Tak, jak w dzień wszystko można było zobaczyć, tak teraz to jego umysł tworzył otaczającą go rzeczywistość. Cienie, półcienie, mrok - to wszystko było czymś, co umożliwiało kreowanie. Już nie według z góry ustalonych schematów, a według jego pomysłu. Można było się poczuć jak stwórca, który na swoje podobieństwo stworzył świat. To, co kryło się w najdalszych zakamarkach jego umysłu, teraz, w nocy, w lesie mogło wyjść. Nie, nie bał się tego.

Przyzwyczaił się już do tej myśli, że ma dwie twarze. Twarz dla wszystkich i twarz dla siebie.

Siedząc tak czas nie miał znaczenia. Wszystko, co było, co jest i co będzie nie liczyło się. Był tylko on i mnogość drzew. A nawet i one i on sam po jakimś czasie przestawały istnieć. Kompletna pustka. Nicość. Słychać było tylko szum. Szum wiatru swobodnie przepływającego, od niczego nie odbijającego się, nie zahaczającego, nie kłębiącego się. Wolnego.

Czemu nie mógł być tak, jak ten wiatr? Dlaczego musiał się do czegoś, kogoś przywiązać?

Wszystko to, co się nauczył nie miało już znaczenia. Było tylko tym, co było. Nic się nie liczyło. Nie było już niczego.

Cicho, za cicho

06 sierpnia, 2005

Za oknem deszcz. Krople spadające i odbijające się od blaszanego dachu wydają głuche dźwięki, nic nie przypominające. Okno zamknięte, rolety zasłonięte. W pokoju ciemność. Drzwi na hol również zamknięte. Klatka. Moja klatka. Moje królestwo.

Chwila nic nie robienia. Trochę nudno, za bardzo jednostajnie. Pora włączyć Foobara2k. Chwila szukania. F3 i już mam. Jeszcze tylko pstryk! na wieży, przyciszyć nieco i można usiąść. Usiąść i rozkoszować się dźwiękami roznoszącymi po pokoju się niczym cudny zapach przy delikatnym wietrze. Niby muzyka gra, ale jest cicho. Bardzo cicho...

Życie

05 sierpnia, 2005

Życie. Krótka chwila, która zaskakuje nas mnogością wydarzeń, ich różnorodnością.

Życie. Moment w stosunku do ogromu czasu, poprzeplatane plusy z minusami.

Plus i minus daje minus. Życie.

Do czego dążymy?

04 sierpnia, 2005

Seks. Seks jest wszędzie. Zaczynając od gazety, przez książkę, malarstwo, do radia, telewizji, Internetu. Ba, jest nawet w muzyce. Stał się domeną współczesnych czasów, symbolem dążeń człowieka. Wydawać by się mogło, że jest to właściwie jedyny cel, którego osiągnięcie wiązać będzie się ze spełnieniem. A czy aby na pewno? Czy właśnie takie upowszechnienie seksu w codziennym życiu człowieka jest dobre, dla niego samego (seksu)?

Jestem przekonany, że część zamiast wcześniej wspomnianego, wolałaby spędzić romantyczny wieczór z ukochaną przy stoliku zastowionym smakowitym jedzeniem, w pokoju, gdzie rozpływa się nastrojowa muzyka, a oświetlenie zapewniają zapachowe świeczki. Albo chociażby wyjście do kina, teatru, na spacer. Jest tyle możliwości.

Ale boimy się tego. Boimy się zrobic coś innego, coś co wcale nie music wiązać się z seksem, bo nie chcemy, żeby padło, bądź, co bądź fałszywe, stwierdzenie, że nasze pożycie seksualne jest nudne. Wiązałoby się to z utratą kilku punktów prestiżu, na który tak ciężko pracowaliśmy...

Oczywiście seks jest tylko przykładem. Podobnie może być z innymi dziedzinami życia, z każdym innym zachowaniem, instynktownym, bądź wytworzonym sztucznie przez nas samych.

Sens?

04 sierpnia, 2005

Stojąc na moście, podziwiając szum drzew poruszanych przez nocny ciepły wiatr, który smagał też i moją twarz, rozrzucając włosy na boki, tworząc wiry, wprawiając złote liście w ruch, nadając im chociaż cząstkę życia, dalej miałem w pamięci ten czas, gdy to co przed chwilą wydało się takie cudowne, inne, wyjątkowe, i nie mogłem się go pozbyć z pamięci. Pamięci, która, jak na złość, przechowywała nieodpowiednie momenty z życia. A może to były te właściwe, starannie wybrane z wielu innych, powtarzających się, być może nic nie wnoszących nowego? Odpowiedź nie była prosta, niczym stwierdzenie, że w zimie jest zimno, a latem gorąco. Musiała zawierać coś więcej, coś co sprawiało, że była rzeczywiście odpowiedzią, a nie jedynie stwierdzeniem suchych i oczywistych faktów, o których istnieniu wie każdy. Odpowiedź... Często owej poszukiwałem stojąc na tym samym moście. Wiele pytań, za wiele. Wydawać by się mogło, że odpowiedź znaleźć jest łatwo, wśród tylu źródeł. A jeśli szukamy odpowiedzi na coś, co jeszcze nie jest poznane, coś co dopiero człowiek stara się zrozumieć, mimo tego, że występuje już od samego początku, od złączenia się pierwszej komórki kobiety z komórką meżczyzny wydając na świat istotę? Isotę rozumną, bo inaczej jej nazwać nie można, skoro, wcześniej wspomnianej, odpowiedzi szuka?

Czasy, gdy żyło się z dnia na dzień wydają się takie odległe, nierzeczywiste, magiczne. Nie przejmowałem się wtedy dniem następnym, następnym i następnym. Liczyła się chwila, w której mogłem zrobić jedną rzecz i zapomnieć o owej. Wcale się nie przejmować. Niewiele wtedy udało mi się zdziałać, osiągnąć, oczywiście poza tym, że ludzie wokół mnie coś zawsze tracili.

Woda w rzecze wolno płynęła. Można pomyśleć, że w nocy woda też chce spać, odpocząć od codziennego marszu ciągle w dół. Może ona też czasem marzy o tym, żeby się sprzeciwić i popłynąć w górę, tam skąd dopiero niedawno przypłynęła. Może wszystko co nas otacza ma na to ochotę, tylko, że my zamknięci i pewni tego, że wszystko co nieludzkie jest puste, nie zauważamy owego? Co, jeśli to my jesteśmy według otoczenia czymś dziwnym, nienaturalnym, odmiennym i nie pasującym do reszty? Być może to jest to coś, czego jeszcze nie zdążyliśmy poznać?

Liść minął jedną przeszkodę, drugą, na trzeciej się zatrzymał. Niezgramnie próbował się uwolnić z pułapki, ale nie wychodziło mu to. Wreszcie nasiąkł wodą i utonął. Czemu ty do nich zaczęłaś należeć? Dlaczego nie zauważałaś tego, że tyle złych rzeczy udało Ci się uniknąć, aż wreszcie trafiłaś na, z pozoru niewinną, grupkę, którą chciałaś, to trzeba przyznać, wyminąć, ale to Ci się nie udało. Z czasem który spędzałaś z nimi, stawałaś się coraz bardziej podobna do nich. Nasiąkałaś ich zwyczajami, zachowaniami, postępowaniem, ideałami, a reczej ich brakiem. Stawałaś się właśnie takim mokrym liściem, który tonął, nie pozostawiając po sobie nic szczególnego. Dlaczego nie potrafiłaś przeciwstawić się, dlaczego?

Przez most przeszedł jakiś chłop. Buty jego wydawały głuchy dźwięk. Nie wpłynęło to jednak na otoczenie. Nic się nie zmieniło, rzeczka nie zaczęła płynąć w drugą stronę, liść nie wypłynął na powierzchnię. Czy oby na pewno? A skąd jest pewność, że na drugiej stronie Ziemi stukot jego butów nie wywołał lawiny, huraganu, wielkich fal? Dlaczego nie możemy przyjąć do wiadomości, że wszystko co czynimy ma jakiś wpływ na wszystko, co znajduje się wokół? Dlaczego pozostajemy, mimo tak wielkiego rozwoju cywilizacyjnego, umysłowego, psychicznego, zamknięci na otoczenie, na to, co chce owe nam przekazać? Dlaczego jesteśmy egoistami w tym co robimy, czemu nie możemy chwilę się zastanowić. Stracić te 5 sekund, które być może w przyszłośći sprawią, że drugi człowiek pożyje dłuże 20 lat, że chociażby las nie spłonie, zwierzyna nie zginie, ławka nie zostanie zepsuta. Pytam się - dlaczego?

Czy nie możemy sobie tego uświadomić? Czy to takie trudne? Za trudne?

Las dalej szumiał, rzeka płynęła swoim spokojnym nurtem. Przez chwilę stania na moście zatonęło kilka liści. Ile przez ten czas zginęło ludzi?