Nie do wiary. Mamy XXI wiek, wydawać by się mogło, że zmiany cywilizacyjne stworzą człowiekowi odpowiednie środowisko do życia. Że wraz z rozwojem techniki i człowiek się rozwinie, że przestanie patrzeć tylko na czubek swojego nosa, że przestanie oceniać drugiego człowieka po pierwszym wrażeniu, po jego tendencjach czy wierze. Zupełnie to dla mnie jest niezrozumiałe, że jeden osobnik (zorientowany, oczytany, ale jednak święcie przekonany o nieomylności racji głoszonych przez siebie) może tak nienawidzić drugiego (który notabene także jest oczytany, rozwinięty ponad przeciętność, wyróżniający się, ale dajmy na przykład homoseksualny). Czy jeden taki fakt, musi przekreślać go jako człowieka? Dlaczego patrzymy (my ludzie – jako ogół) na ten fakt jak chorobę i stwierdzamy, że to trzeba koniecznie leczyć dla ich dobra. Czy zmuszamy człowieka chorego na grypę do leczenia się? Nie – jeśli będzie miał taki zamiar, to sam to zrobi, a jeśli mu ten stan odpowiada, to tego nie zrobi. Wolna wola. Nie robimy tego (czyli go nie zmuszamy) chociaż istnieje zagrożenie, że zarazi innych ludzi. Tak więc dlaczego głoszone są populistyczne hasła o zwalczaniu homoseksualizmu przez różne partie polityczne, czy też niewątpliwie mądrych, wykształconych ludzi? Nie mogę tego zrozumieć.

Idziesz ulicą ze swoją dziewczyną. Trzymacie się za ręce, przytulacie do siebie. W publicznym miejscu demonstrujecie swoją seksualność. Dlaczego więc, osoba homoseksualna nie może tego samego uczynić? Bo zobaczysz to ty – mało tolerancyjny osobnik, który patrzy na świat przez pryzmat tego, co powiedział osobnik autorytarny dla tego pierwszego. Pozwólmy żyć innym, a pozwolą żyć nam – powinno brzmieć hasło skierowane do wszystkich. Więcej tolerancji drogi narodzie – dla wszystkiego.

Ale nie o tym chciałem. Przeglądając stronę główną Joggera, zauważyłem wpis, który traktował o ludziach młodych – czyli takich jak ja. Autor owego przytaczał badania, które pokazywały jaki procent młodzieży uprawiała seks oralny i była w związku homoseksualnym. I nie same badanie mnie denerwują (bo takowe do jakiś tam celów, jeśli tylko są rzetelne, pewnie w przyszłości posłużą), ale o zamieszczone pod tekstem komentarze.

autor: ~Marco (2005-09-28, 20:44:57)
Powiesić homo niewiadomo i oralo niewadomo.

autor: ~michael (2005-09-28, 21:17:21)
To wszystko to normalnie się afryka dzika robi... jeszcze troche i ze zwierzakami bedą...

autor: ~chuć (2005-09-28, 21:47:00)
...jest wszedzie, chuc rzadzi ludzmi, robiac z nich bezmyslne zwierzaczki :/

Boże – czemuś taki ślepy jest i pozwalasz na takie zidiocenie?! – krzyknąć by się chciało, nawet w przypadku, gdy ateistą jestem.

No i jeszcze guziczki do akcji, które nacjonalista popiera. Aż coś się człowiekowi w środku przewraca.

Statusy opisowe

27 września, 2005

Nie wiem, czy ktoś o tym pisał, czy na to wpadł, więc ja napiszę. :-D

Mianowicie chodzi o opisy w Konnekcie, które zawierają adres WWW. Na Forum ktoś postował o wprowadzenie klikanych odnośników, żeby było wygodnie – odpowiedź wtyczkopisarzy i użytkowników forum brzmiała „Po co to, jeśli masz w »Więcej«?”

Jest inny sposób, niż wchodzenie w „Więcej”. Można ustawić status opisowy w ten sposób

adresWWW
dalsza treść opisu

Wtedy wystarczy skopiować opis (cały, bez wycinania zbędnego i cudowania) i wkleić do przeglądarki, ENTER. ;-) Dlatego proszę – jak podajesz adres WWW w opisie zastosuj się do schematu. Będzie mi znacznie łatwiej i wygodniej.

Statusy pionowe mają jednak swoje plusy.

Akcja Łam Zasady na początku jej istnienia wydawała mi się bardzo dobry pomysłem, trafionym – przede wszystkim w moje gusta. Wiedziałem o co w niej chodzi, bo umiałem ją odnieść do swoich wartości, umiałem pomyśleć, ocenić ją (czyt. znaleźć coś, co w niej było dobre, czyli warte przyjęcia do siebie, ale także coś, co w ogóle na uwagę nie zasługiwało). Łam Zasady już w swojej nazwie nakłaniało ludzi do łamania owych. Tak przynajmniej to odczytywali niektórzy (ci, którzy akcję krytykowali, jak również ci, którzy ją 100% popierali). Jedni nie mogli się dopatrzeć sensu w niej, jeszcze inni dodawali do prostego przesłania jakiejś magicznej otoczki, czegoś, co nie było wcale celem jej autorów (czyli głównie Greenka i mnie). Nie wiem dokładnie, jakie miał cele Greenek tworząc i dając pomysł. Natomiast wiem, co kierowało mną.

Mianowicie miałem, mam i chyba do końca życia będę mieć dosyć głupoty. Głupoty, jako nie myślenia, jako przyjmowania obcych wartości (wartości innych ludzi) jako swoich bez ich uprzedniego „przeformatowania” na własny system. Powiedziałem sobie – Jeśli czegoś nie zrobię, to ten świat będzie dalej zalewany przez macho-idiotów, rooshoffe dziewczynki i ludzi, którzy tylko udają, że coś sobą reprezentują. Nie wiedziałem jeszcze, że akcja trafi tylko (może inaczej – przede wszystkim) do ludzi o takim pokroju.

Być może to przez to, że tekst na stronie akcji był niezrozumiały (przynajmniej dla części czytelników), a to ze względu na dużą liczbę osobistych odniesień do rzeczywistości. Teraz, z większym doświadczeniem, większą ilością (jeśli tak można powiedzieć) wiedzy stwierdzam, że opisywanie akcji, która ma dobre, oddające w prawie całej okazałości jej przesłanie, hasło, nie ma najmniejszego sensu. Jeśli akcję poprą nastolatki, które widząc coś nowego (w jakimś tam stopniu popularnego) też chcą to mieć i nie kierują się tu czymś wyższym niż tylko lans, to tak naprawdę – rybka mnie to. Będę mógł się wtedy naprawdę dobrze z nich uśmiać, bo łamią jedyną zasadę i ideę tej akcji.

Łam Zasady to nie było namawianie do łamania zasad. Do bluźnienia, picia, ćpania – do rzeczy bezsensownych, pozbawionych zdrowego rozsądku i logiki. To było proste przesłanie do ludzi, którzy akurat zapoznawali się z ową akcją – Myśl, przede wszystkim myśl…

Co jest takie w człowieku, że nadano mu nazwę homo-sapiens, czyli człowiek rozumny? A więc zdolność do myślenia, myślenia, myślenia i powtórzę jeszcze raz – myś-le-nia!

Kilka informacji statystycznych:

Strona mam nadzieję jeszcze jakiś czas powisi w sieci. Na pamiątkę, albo inaczej – jako relikt przeszłości.

Rozum kontra roosh - 1:0

27 września, 2005

Głupie dziewuszki i mądre dziewczyny. Zauważasz różnicę? Bo ja tak. O tych pierwszych mówi się, ze nie dorosły, nie dojrzały. O tych drugich, że są już „prawie dorosłe”, że już jednak nie są dziewczynkami, tak jak te pierwsze.

Ktoś miał rację, że jeśli tylko chwilę się zastanowić, to dojrzymy wśród tłumu rooshu kogoś wartościowego.

Szczerze powiedziawszy długo nad tym nie siedziałem. Wystarczyła chwila, żeby znaleźć przynajmniej dwie przedstawicielki płci pięknej, z którymi mogę porozmawiać na poziomie, gdzie rozmowa jest rozmową, a nie tylko wymianą pustych zdań. Są zupełnym przeciwieństwem do tych dziewczynek z poprzedniego wpisu. Oczywiście – dbają o wygląd, rozmawiają, jak to dziewczyny mają w zwyczaju, o chłopakach, tak – czasem są puste, ale przecież taka ich natura. Nie ma co starać się, żeby wymyślić coś, co można na siłę zarzucić. Bo po co? Analogiczna sytuacja może dotyczyć nas samych. Dlatego warto się czasem zastanowić, co i jak robimy my sami.

Mądre dziewczyny – czy to znaczy, że są mądre, bo mają piątki w szkole, bo znają na pamięć twórczość Kochanowskiego? Nie – mówiąc mądre, mam na myśli, że liczą się z otoczeniem, że są świadome w jakim świecie żyją, co to są prawdziwe wartości, dla których warto coś poświęcić, wiedzą, że czego jest za dużo, to nie zawsze wpływa dodatnio na ich życie. Tak, to są cechy, tak w skrócie mądrych dziewczyn, z którymi według mnie, warto się trzymać, bo rzeczywiście można coś z tej znajomości wynieść.

Do tego może jeszcze dojść jeszcze jedno – mądra dziewczyna może równać się ładna dziewczyna. I wtedy co?

Serce nie sługa, nie słucha pana.

A tak w ogóle to mam problem, z którym nie umiem sobie poradzić. Każdy ma taki problem, więc nie mam się co dziwić, że i na mnie przyszła pora. Kiedyś musiała.

Roosh wyjada im mózg

26 września, 2005

Nie mogę zrozumieć ludzi. Albo ja jestem taki inny, różny od tego całego społeczeństwa, albo rzeczywiście to wszystko jest takie popieprzone. Dziwię się wszystkim i wszystkiemu, co nie jest takie, jakie według mnie powinno być. Spokojnie – umiem przyjąć do wiadomości, że to nie ja nie mam racji, więc czyjeś zdanie jest ważne. Pomyślę, przemyślę, rozważę i dojdę do jakiegoś wniosku. Ale pierwsze co robię, to się dziwię. Czasem mocniej, czasem słabiej.

Jadę sobie autobusem dziś. Nic nadzwyczajnego – jeżdżę codziennie. Ale nie o tym chciałem. Więc jadę sobie owym, obserwuję sobie ludzi, patrzę przez okno – czyli to, co robi się zwykle w czasie jazdy. Zwróciłem uwagę na rozmowę (sic!) dwóch chłopaków, w wieku mniej więcej moim i dziewczyn chyba troszkę młodszych (troszkę = 2, 3 lata). Nie samo to, że ze sobą rozmawiali mnie zdziwiło, ale jak i o czym. Cały czas krążyli wokół

  • alkoholu
    • czyli – jak, kto, gdzie, z kim, czym się upił i co z tego wynikło
  • narkotyków
    • miękkie i twarde z przewagą tych pierwszych i mniej więcej ten sam schemat co przy alkoholu
  • wagarów
    • nie słyszałem dobrze, ale chodziło mniej więcej o to ile godzin opuściły poszczególne osobniki i jakie z tego mieli konsekwencje

Widziałem dobrze, że chłopacy byli w stanie wskazującym. Widziałem i czułem (trudno było nie czuć).

Co z tego? – możesz się spytać. A więc, chodzi mi głównie o to, że zauważyłem u dziewczyn zainteresowanie i chyba to, że… imponowały im ich opowieści.

I ja w związku z tym pytam się – jak może imponować opowieść o ćpaniu i piciu przygłupa (bo inaczej nazwać go nie jestem w stanie), który wszystko olewa, jest chamem, niedorozwojem (średnia na koniec gimnazjum 2,1 i suma punktów z testów równa 53) i … (tu wstaw najlepiej jeszcze kilka epitetów)?! Dlaczego najchętniej dziewczyny wybierają takich właśnie eloZiomali™, którzy w życiu albo będą kraść, albo pracować za marne grosze przy łopacie i ogólnie brak perspektyw? Dlaczego wybierają takich typów, z którymi na inne, niż powyższe tematy nie da rady porozmawiać? Pytam się, dziwię się – brak mi pomysłów.

Nie rozumiem takiej mentalności. Co jest takie w tym, że się wyjdzie przed blok, usiądzie z największymi „zbirami” z osiedla i zacznie bakać, pić tanie wino? Dlaczego „zbirami”, a nie zbirami? Jak można nazwać tym drugim określeniem kogoś, kto obrabia piwnice, starsze babcie i jeśli już atakuje kogoś w swoim wieku, to w grupie i stosunku 10:2?

I wcale nie miałbym ochoty rozmawiać z taką dziewuszką, która jara się tym, że zna jakiegoś matoła. Tylko najnormalniej w świecie zastanawiam się, jaki jest w tym sens (dla mnie ukryty).

A przy okazji – przeczytałem w 10 godzin „Cyfrową Twierdzę” Dana Browna. I, podobnie do „Kodu…”, muszę stwierdzić, że książka warta przeczytania. Zamiast jakiejś strzelani w telewizji. Do tego jeszcze dodam, że warto również zainteresować się Jamesem Zabielą i jego twórczością ( kategoria: muzyka ).

MTV - to wszystko wasza wina!

24 września, 2005

Amerykańska młodzież – czy to tylko się odnosi do młodych ze Stanów Zjednoczonych. Czy tylko o nich tak możemy powiedzieć dziś? Czy coś się zmieniło od czasu, gdy w pudle ze szklanym ekranem (zwanym potocznie telewizorem) zagościły takie stacje, jak MTV, VIVA i innego typu wytwory, w naszych kioskach mnożą się gazety dla rooshoffych nastek™, a w Internecie tworzone są strony (zwane dumnie wortalami, lub portalami) skierowane do ludzi w wieku 0 – 17(±3 lata), które promują schematy zachowań czerpane z rzeczywistości nie naszej, a amerykańskiej (do tego jeszcze mało powszechnej, dostępnej tylko dla bogatych, ładnych, popularnych).

Telewizja - pieniądze

Programy, które pokazują „Ich prawdziwe życie” trwają generalnie po 30 minut, w których musi zmieścić się element miłości, zdrady, kłótni, pogodzenia się. Można powiedzieć, że prawdziwe i realne życie. Ale nie – dzieciaki w wieku 16 lat wyprawiają imprezę dla 60 osób za 250 tysięcy dolarów, podjeżdżające pod miejsce, gdzie wyprawiana jest owa samochodem za 400 tysięcy dolarów i w przypadku chłopaków obściskiwane przez gorące dziewczynki, w przypadku dziewczyn odwrotnie. Normalne to jest?

Telewizja – życie mnie nie pieściło, jednak do czegoś doszedłem

Drugi promowany szablon osobowości to twardy gość z blokowiska, który swoją „walką” zyskuje szacunek, pieniądze (czyt. samochód, dom i kobiety nazywane sukami, dziwkami, etc.). Najczęściej ogolony na łyso, przypakowany, z grupą podobnych do niego za plecami. Mając złą dykcję (chodzi o brak zrozumienia przez odbiorcę tekstu – możliwe jest to dopiero po przeczytaniu tekstu „piosenki” przez kolorową gazetkę, która przy okazji się chwali jaka jest eloRap™!).

Lubię roosh, jestem blond – lubisz mnie?

Dziewczyna, żeby była lubiana prze otoczenie musi ubierać się na różowo, być chuda, nosić pasek ze świecidełkami i super odlotowe buty. Najlepiej różowe. Ważnym elementem jej wyglądu są włosy – najlepiej proste, długie i w kolorze blond. Jej hobby to malowanie paznokci, spotkania z eloZiomalami™ na ławce przed blokiem i inne wygibasy w klatce w owym.

Jednak?

Amerykańska młodzież w polskim wydaniu. Normalne? – nie. Stanowcze nie.

Mimo to, lubię od czasu do czasu obejrzeć taki program, bo mogę się chociaż pośmiać. Dobrze pośmiać z tego, że dziewczynka lat 18 nie wie, co ugotować na kolację ze swoim chłopakiem. A jak już zabiera się do owej czynności, wszystko jej się sypie, ona wpada w depresję, bo myśli, że przez rzuci ją jej Boy™ (i taki wątek kręci się przez cały program, żeby do niego wrócić w następnym i następnym). W gazetkach można poczytać listy do Redaktorki. Różne problemy – a to z cerą, a to z chłopakiem. Śmieszne, inne tragi-komiczne. Podobnie z wcześniej wspomnianymi wortalami. Nie pozostaje nic innego, jak rotflować .

Hdd - który wybrać?

18 września, 2005

Posiadam płytę główną ASUS A7V600-X - KT600 (którą btw niedawno kupiłem po tym, jak padła moja poprzednia) i dysk twardy Seagate 40 GB U6 ST340810A. Niedawno dostałem wypłatę za pracę w wakacje, więc musiał postanowić, co kupić. Wybór padł na dysk twardy i właśnie w tym punkcie pojawia się pytanie - Który wybrać, żeby później nie żałować?.

Mam do wyboru:

  1. SEAGATE 160 GB, 8MB, SATA NCQ - ST3160827AS
  2. WD 160 GB, 8MB, SATA - WD1600SD
  3. MAXTOR 160 GB, 8MB, SATA - 6Y160M0

Pytania:

  • czy płyta obsłuży wyżej wymienione dyski
  • czy nie będzie konfliktu sprzętowego
  • który najbardziej się opłaca
  • czy może jeszcze jest jakiś warty polecenia w takiej cenie

Ja najbardziej skłaniam się do Seagate`a. Byłbym wdzięczny za ewentualne podpowiedzi i sugestie. :-)

A takie coś.

W wolnej chwili i w posiadaniu pomysłu.

Edit: Uploadowana wersja z poprawkami.

Bo tęsknię za siostrą. Bo brak mi jej. Bo nie ma mi kto pomóc, gdy pomocy potrzebuję. Bo siostra moja była istotą niezastąpioną.

Ale już jest bliżej końca, niż początku. :-)!

Nasza rasa zwycięży. Jesteśmy lepsi, bo nie mamy wygładzanych linii, mamy 256 kolorów i jest nas mnóstwo! Musi walczyć, by zwyciężyć wszystko inne, co nie jest nami

Przypomina Wam to coś? Bo mi przemówienia naszych władców i panów - (p)osłów.

A może ty jesteś tym elementem?

Czasem warto się zastanowić, kim / czym jesteś. Czasem warto się zastanowić, czy jesteś. Czasem warto.

Zapach, to inaczej związki chemiczne zawarte w powietrzu, które przy wdychaniu pobudzają zmysł węchu. Aby zapach został wyłapany z powietrza, owe musi być wdychane przez nos, bo tylko tam znajdują się receptory zapachowe, które w ścisły sposób związane są z naszym mózgiem. Ten z kolei przy dostarczeniu porcji danych, analizuje je i przekazuje dalej. Tak powstaje coś, co nazywane jest zapachem.

Zapach – kojarzy się z czymś przyjemnym. Na pewno na co dzień słowa „zapach” nie odnosimy do woni nieprzyjemnych, określanych mianem smrodu. Ogół analizy zapachu zależy przede wszystkim od

  • stężenia owego
  • kombinacji chemicznej z innymi związkami
  • możliwości naszych receptorów
  • wspomnieć związanych z owym
  • nastroju

Dlaczego jedne zapachy zapamiętujemy na całe życie, a inne tylko wąchamy w danej chwili? A więc, przede wszystkim zależy to od okoliczności, w jakich przychodzi nam je poznawać. Na pewno dobrze nie będzie nam się kojarzyć zapach przez większość uznawany za miły, jeśli poznamy go w sytuacji zgoła niemiłej.

Pieczenie ciasta z mamą. Każdy chyba może sobie przypomnieć, jak był mały, siedział na blacie szafki i obserwował, jak mama ugniata ciasto, wykłada na blaszce i wkłada do piekarnika. Chwilę później po domu roznosi się niesamowicie przyjemna woń, która niczym niewidzialna ręka ciągnie nas do szybki. Kucamy i patrzymy, jak ciasto przed chwilą małe, rośnie i rośnie, rumieni się, i wygląda coraz bardziej apetycznie. Prawda, że miłe wspomnienie? Ja już czuję zapach, a ty? Takich sytuacji są dziesiątki, setki.

A teraz inna sytuacja. Jesteś zakochany. Spotykasz się z tą osobą. Przytulacie się, obejmujecie. Mimowolnie zapamiętujesz jej zapach – naturalny, taki piękny, ale też ten delikatny perfum. Twój mózg ma już w szufladce włożoną karteczkę z próbką tej kombinacji związków chemicznych, które tak intensywnie działają na Twój zmysł zapachu. Sytuacja się zmienia. Nie, nie przestałeś być zakochany, ale konfiguracja między Tobą, a Nią jest zupełnie inna. Ciągle pamiętasz. Czy wspomnienia są miłe? Owszem, jednak już nie potrafisz się tym cieszyć. Sytuacja zmienia się jeszcze raz. Już nie kochasz. Wspomnień jeszcze nie wykasowałeś. Kilka miesięcy później jedziesz autobusem i czujesz coś. Namiętnie starasz sobie przypomnieć skąd i co pamiętasz. Już wiesz – to jest ten sam zapach, który jakich czas temu był dla Ciebie cukrem, później goryczą. A teraz? Teraz wąchasz, przypominasz sobie. Pojawiają się emocje, ale panujesz nad nimi. Po chwili gasną.

Jak widać, żeby wrócić do przeszłości, wcale nie trzeba czegoś specjalnego – wystarczy zapach, którego z pamięci nie pozbędziesz się długo, długo… Ale można go zastąpić innym, nowszym.

Mieszkam w kraju, gdzie pajace robią za polityków, a społeczeństwo to popiera.

Proszę. Zróbcie coś z tym.

"Debata" w TVP1 - wzium! na Polsat - wzium! na TVP2 - wzium! wyłącz telewizor

18 lat - lat dużo, czy mało. Doświadczeń masa, czy raczej nie? Chęć powrotu do przeszłości, czy przyjemne wspomnienia?

Pytań jest masa, czemu więc tak trudno znaleźć odpowiednią odpowiedź? Wydawać by się mogło, że wystarczy uruchomić Firefoxa, wpisać w googlach pytanie i koniec. A to jednak jest inaczej - każdy z nas, żeby uzyskać odpowiednią (tzn. dopasowaną do pytania) odpowiedź, musi sam przeszukiwać - nie tylko Internet, ale także Świat, samego siebie, ludzi wokół.

Co może sprawić, że spojrzymy inaczej na Świat? Jakieś traumatyczne przeżycia - powiesz. Ale to także nie jest pewniakiem. Ostatnio całkiem serio zacząłem się nad tym zastanawiać.

Buntować się. Powiesz - normalne w moim wieku. Owszem, ten też się liczy, bo jak łatwo zauważyć, najwięcej osób buntuje się właśnie w takim wieku - wieku dojrzewania i dorastania, tworzenia własnego "ja" i własnego stylu. Ale warto na tą sprawę spojrzeć troszkę inaczej. Dlaczego tak się dzieje, że dzieciaki, bo tak należy nazwać człowieczka, który dopiero od 18 lat poznaje smak życia i do tego takiego jeszcze nie w pełni normalnego (czyt. bez większych obowiązków - mama upierze, tata da pieniądze, etc.). Jasne, są wyjątki, które już prędzej niż reszta dorosły (np. w wakacje pracowały, żeby móc kupić sobie spodnie, uczyły się dobrze, żeby nie zawieść rodziców, starały się być bezkonfliktowe, nie sprawiać kłopotów - za proste przykłady? - życie).

A co według mnie jest wyrazem buntu? Nie, wcale nie popieranie jakiejś wielkiej akcji. Nie, wcale to nie jest noszenie koszulek z dziwnymi nadrukami, obnoszenie się z własnymi przekonaniami tak, żeby zobaczyło to tysiąc przypadkowych osób. Według mnie ważne jest stworzenie czegoś własnego. Sprawienie, że nasz wyraz buntu dotrze do odpowiednich osób, do tych, przeciw którym się buntujemy. Oczywiście osoba to tylko przykład, bo buntować się możemy także przeciwko zasadom. Ale jeśli tak spojrzeć trzeźwo, to można zauważyć, że zasady jest tworzona przez człowieka i to właśnie przeciw niemu się buntuje. Czyli jesteśmy w punkcie wyjścia. Czemu tak myślę?

A więc popieranie takiej akcji (np. noszenie koszulek z Maryśką - tylko przykład) nic nie wnosi. Jest już w jakiś tam sposób zaakceptowane przez społeczeństwo jako "wyraz młodzieńczego buntu". I tu właśnie jest pies pogrzebany - czy taki młody człowiek, który zakłada takową koszulkę kiedyś palił, wie co daje i jak wpływa Ganja na życie? A może tylko przeczytał w Internecie, że palenie blantów jest wyrazem buntu? Nie, nie wydaje mi sie. Myślę, że podchwycił temat z telewizji skierowanej do "młodego widza", czyli VIVA, MTV, a także z bardzo (według mnie) debilnej prasy, typu Popcorn, Bravo Girl. Więc o jaki temat chodzi? Chodzi mianowicie o promowanie "palenia blantów, jaranie trawy, etc." w muzyce (a raczej "kulturze", którą tak namiętnie opisują, puszczają, recenzują te media - czyli Hip-Hopie. Bo zauważ drogi czytelniku, droga czytelniczko, że prawie w każdej tej swoistej piosence pojawia się ten motyw. Dzieciaki, które przyjmują takie wzorce, jako własny styl później noszą wcześniej wspomniane koszulki.

A czy to tylko odnosi się do "Maryśki na koszulce"? Nie. To także coraz większa ilość nastolatków ubranych na czarno, słuchających "metalu", dołujących się, bo nikt ich nie kocha. Po zachwycie tą muzyką, wkręcaniu się w jej klimaty, bardzo widocznym obnoszeniem się z gustami (czyt. odpowiednia otoczka tworzona przez właściwe ubrania), następuje powolny, ale postępujący regres, aż wreszcie owy "metal" przestaje się podobać, bo jest go coraz mniej w telewizji. To nie jest bunt, a jedynie przyjmowanie wzorców. Opisywać "clubowiczów" nie będę, bo Ci raczej nie mają ochoty się buntować. Chociaż można zauważyć takie oznaki przez odpowiedni strój, przyjmowanie jakiś tablet, etc. Ale, też tylko według mnie, to nie jest bunt. To z góry narzucony styl, którego trzeba przestrzegać, żeby zostać przyjętym do tego grona przez ogół. Zero buntu, zero myślenia.

A co jest buntem? Odpowiem na własnym przykładzie. Bunt, to sprzeciw przeciwko ogółowi, który coś wniesie, coś stworzy (nie ogół, a bunt). Bunt to myślenie, to nie automatyczne przyjmowanie "jazzy wzorca", a jego przeanalizowanie, odniesienie do siebie, sprawdzenie wszystkich możliwych możliwości przyjmowania, lub też nie.

Mam dłuższe włosy niż zwykle miałem. Nie, nie mam długich - piszę, że mam dłuższe. Mają taką cechę, że za cholerkę nie chcą się ułożyć, więc sterczą we wszystkie strony. Wyglądam więc - hm... - nieco inaczej niż reszta. Co się więc wydarzyło pierwszego dnia w szkole? Słyszałem ze wszystkich stron - Obetnij się, zobacz jak ty wyglądasz?! - oczywiście, gdybym nie był sobą i przejmował się zdaniem innych na mój temat od razu po rozpoczęciu poleciałbym do fryzjera, żeby skrócić owe włosy. Ale właśnie po co? Po co, jeśli mi nie przeszkadza moja fryzura, jest mi w takiej wygodnie. Wcale nie czuję się niekomfortowo, gdy przechodnie na mnie patrzą. Dlaczego mam być tacy jak wszyscy - obciąć się na "jeża", nałożyć kilo żelu i uważać siebie za przykład smaku i elegancji? Może Ci się wydawać, że ten przykład nie pasuje do tego całego, wcześniej wspomnianego, myślenia. Ale czy na pewno? Zastanów się, przemyśl, bo może nie zrozumiałeś wszystkiego, co chciałem przekazać, a nie udało mi się, bo zabrakło mi umiejętności (których tak naprawdę dużo nie mam).

Napisałem to pod wpływem notki Greenka. Uporządkowałem (mam nadzieję) myśli, które starałem się przekazać u niego w komentarzach. Tak dla siebie, na później.

Świat podzielił się na dwa obozy. Na ludzi którzy myślą, chcą działać, są kreatywni i mają jakieś pojęcie i ogóle nas otaczającym i tych, którzy myślą, że myślą, a tak naprawdę są kupą zbitego, szarego materiału. Ludzie patrzą na siebie już nie tak, jak robili to kilkanaście lat temu. Na czele wszystkich stoi jeden, mocny człowiek, który rządzi. Sprawiedliwie, ale też okrutnie. Bez litości skazuje na najcięższe kary za minimalne przewinienia. Jest autorytetem, ale tylko dla tej drugiej grupy ludzi. Pierwsza rozumie o co tak naprawdę chodzi. Dostrzega plusy i minusy, a zwłaszcza owe minusy. Myśli, analizuje, próbuje stworzyć alternatywną rzeczywistość, gdzie to oni, cała społeczność będą mogli podejmować decyzje.

Ludzie są, byli i będą tak podzieleni. Jedni na pewno dostrzegą, że to co jest obecnie jest złe, drudzy przyjmą bez mrugnięcia okiem za oczywiste, że inaczej być nie może. Zależy to przede wszystkim od edukacji, rozwoju kulturalnego i umysłowego społeczeństwa, z którym, jak wiemy, jest obecnie bardzo słabo. Polska od kilkunastu lat jest, powiedzmy, że wolna. Edukacji nie można przeprowadzić na tym jednym pokoleniu, ponieważ jest to proces długotrwały, wymagający dużego nakładu siły i zaangażowania. A jak jest obecnie? Brakuje wszystkich tych składników. Pokolenie, które niby ma nas wychowywać jest jeszcze nie przestawione z jednej rzeczywistości w drugą. Niektórzy ludzi (czyt. większość) z tej grupy starszych dalej myśli, że wszystko dla wszystkich powinno być zagwarantowane. A tu nie - teraz trzeba powalczyć, żeby coś mieć. Wolny rynek, wyścig szczurów. Synonimy? Dla niektórych tak, dla niektórych nie. Wszystko zależy od tego, jak patrzymy na ten cały Świat.

Do czego zmierzam? A więc od dłuższego czasu zastanawiam się, czy żyję w dobrych, czy złych czasach. Jak będzie się powodzić moim dzieciom (które chyba kiedyś tam mieć będę) i czy będzie lepiej, czy gorzej niż mi. Jak będzie ogólnie za 10, 20 lat, jakie zmiany nastąpią i czy coś większego się wydarzy. Chciałbym kiedyś dojść do kilku porządnych wniosków, które umożliwią lepiej żyć następnym pokoleniom. Naprawdę chciałbym, żeby moje myślenie coś dało, prócz samosatysfakcji, bólów głowy i kilkunastu KB na joggu. Pozostaje mi nadzieje i samoedukacja, samorozwój.

I oczywiście - nadzieja na lepsze jutro.

Wybory, polityka, g#wno...

06 września, 2005

Tak sobie pomyślałem, że mamy wspaniałych specjalistów w Polsce. Każdy nim jest. Od wszystkiego. Jeszcze niedawno narzekaliśmy na niskie płace, wysokie ceny, brak pracy, kolejki w szpitalach, niski poziom w szkolnictwie, etc. Od września się przecież zmieni. Wystarczy, że wybierzemy kogoś - naprawdę obojętnie kogo, każdy to samo obiecuje. I od tej pory Polska będzie potęgą w skali globalnej.

Świecie - bój się!

A tak poważnie mam dość. Tej całej propagandy, tego całego obsmarowywania kandydatów, całego fałszowania faktów, wybierania co lepszych i zwyczajnego kłamstwa. Czym nazywam kłamstwo? A więc wszystkim (prawie - ale na pewno większością) tym, co nam obiecują nasi łaskawi politycy. Ja, drodzy panowie i panie, mam was głęboko w przekonaniu za to, że kradniecie, uważacie siebie za nie wiadomo co i budzicie się wraz nadchodzącymi wyborami. Nie łatwiej byłoby pracować cały rok na swoje dobre imię? Ale nie - lepiej ukraść, ukryć, obsmarować, opluć, etc. tylko po to, żeby wybielić siebie.

No aż mnie trzęsie. Szkoda, że nie ma w TV jakiegoś filtru, żeby wycinać "Płatne ogłoszenia wyborcze".

Prawie rok

04 września, 2005

Już raczej długo prowadzę tego joga. Niecały rok. Wiem, wiem - inni w tej społeczności są tu dużo dłużej, mają więcej notek, więcej komentarzy, więcej ludzi ich obserwuje. Ale zadam Ci takie jedno, podstawowe pytanie - no i co z tego? Ja jestem ja, oni są oni. I tyle.

Ten jogg nie jest żadnym z typu technicznych. Nie piszę niczego, co odkryłem w Windowsie (bo nie odkryłem nic nowego - swoją wiedzę czerpię od innych), jak idzie mi z Linuxem (bo nie idzie w ogóle), jaką stronę zrobiłem ostatnio (bo nie ma czym się chwalić - to dopiero moje początki prób, takie próby próby ;-)), jaki kod napisałem (bo nie napisałem żadnego prócz document.write ('Hello Ludzie') - chociaż nie wiem, czy i ten jest dobry). A więc co tu się znajduje? - możesz spytać. Przede wszystkim moje myśli, przemyślenia, kilka notek pisanych pod wpływem emocji.

Początki jogga są nieciekawe. Najchętniej wykasowałby notki z tego okresu (czyt. dwóch, trzech pierwszych miesięcy). Czemu? Bo bardziej pasowałyby do serwisu blog.pl, lub blog.onet.pl. Coś w tym złego? Owszem - teraz doszedłem do wniosku, że nie chciałem tak pisać, nie chcę i nie będę chcieć. Potrzebowałem kilku miesięcy, żeby dorosnąć, żeby zauważyć swoisty błąd. Było, minęło i nie wróci więcej (miejmy nadzieję).

Były momenty na joggu, że nie znalazłeś tu grama tekstu. Same grafiki. Miałem wtedy taki pomysł na prowadzenie tego dziennika - mało popularny .img_blog. Jednak przeważnie piszę. Piszę w sumie dużo - piszę to co chcę, o czym chcę.

Najbardziej śmieszą mnie ludzie, którzy oceniają tego joga po tym, co widzą. Dlaczego? - spytać możesz. A dlatego, że większość notek piszę na poziomie wyższym niż 2., rzadko przekraczam natomiast 5. (10 to dla mnie zdecydowanie za dużo).

Kim jestem? Jestem zwykłym, szarym człowieczkiem. Nie wyróżniam się z tłumu (chociaż może troszkę), nie przejawiam żadnych nadzwyczajnych zdolności. Ani nie znam się na programowaniu, webdesignu, grafice komputerowej, dziennikarstwie. Jednym słowem - nic. Wszystko co robię, jest zupełną amatorszczyzną (oczywiście - imo). Nie stwarzam też pozorów, że jestem kimś, kim nawet za 30 lat nie będę. W życiu codziennym chcę mieć swoje zdanie. Niektórym to nie pasuje, inni natomiast to akceptują. Z natury jestem cichy. Są jednak sytuacje, okazje do ukazania "mrocznej strony duszy" - a między innymi są to zakrapiane imprezy, koncerty, spotkania towarzyskie, różnorakie wyjazdy. Jasne, jasne - wszystko z umiarem (owszem, nie zawsze się udaje trzymać tej zasady).

Lubię luźny styl. Nie znaczy to wcale, że noszę spodnie z krokiem przy kolanach, bluzy z kapturem i słucham "eloelo". Nie, tak nie jest. Luźny styl, to według mnie nie przywiązywanie zbytniej uwagi do tego, co widzimy oczami. Dbam mimo to o szczegóły. Niedopracowany szczegół drażni mój wzrok, jak i duszę. Paradoks? wiem - ja jestem pełen sprzeczności.

Nie jestem na pewno typem playboya. To nie ja pierwszy zaczynam rozmowę, to nie ja znajduję tematy do owej, to nie ja chodzę co tydzień na imprezę do trendi dyskoteki i nie ja kupuję ciuchy "najbardziej na czasie" (jak pisałem wyżej - wolę swój styl, w końcu mam swoje własne zdanie i pojęcie o tym Świecie). Niektórzy mówią, że się często wstydzę. Nie, wstydzić się nie mam czego. Za to za często się krępuję. Widzisz różnicę? - bo ja tak.

Uczę się dobrze - chcę do czegoś dojść w życiu, a jak wszyscy wiemy, do tego czegoś potrzebny jest papierek. I oczywiście jakiekolwiek pojęcie o tym czymś. Prócz tego rozwijam sam siebie - tak dla siebie. Jak? Na różne sposoby. W tym roku matura, więc mam nadzieję, że znajdę więcej samozaparcia i poświęcę odpowiednią ilość czasu na uczenie się. Właśnie taką mam nadzieję.

Lubię muzykę elektroniczną. Nie, nie żadne "Tekno, tekno, tekno jazdaaa!", tylko coś, co według mnie jest porządne. Co na przykład? A więc Boards Of Canada, The Future Sound Of London, Kraftwerk. Jest tego jeszcze dużo, dużo więcej. Ogólnie powiem tak: elektronika + wszystko to, co nie gwałci ucha. Słucham często, głośno i długo. Słucham nałogowo.

Nie lubię Hip-Hopu (może prócz K44 i Paktofoniki), Disco-Polo, tandetnego Popu i Dance`u. Jestem wzrokowcem. Dlatego często można mnie było spotkać na Digarcie. Było? Tak, teraz już się tam prawie wcale nie udzielam. Czy gdzie indziej się udzielam? Tak, ale nie chcę mówić (a te miejsca, które mogłem zdradzić możecie odszukać na joggu, bo właśnie o nich mimochodem kiedyś tam wspomniałem). Swojego czasu udzielałem się troszeczkę (tak, to dobre określenie - troszeczkę) w projekcie Konnekt, a dokładniej w dziale FAQ i Wygląd. Już nie.

Czego jeszcze ogólnie nie lubię?

  • Kościoła (a ogólnie religii)
  • polityki
  • "złej strony tego Świata" (czyli tych dwóch powyższych pkt.)

Nader wszystko szanuję ludzi, którzy myślą. Bo myślenie właśnie jest potrzebne temu Światu. Nic innego. Dlatego jestem tu - na joggerze, a nie gdzie indziej.

Krzaczki w wiadomościach

04 września, 2005

Powie mi ktoś, dlaczego tak się dzieje, że jedną wiadomość dostanę normalną, a drugą zupełnie zakrzaczoną? Chodzi tu głównie (żeby nie powiedzieć, że tylko) o powiadomienia, które dostaję od jogger.pl. Wszystkie inne kontakty dobrze kodują.

Sytuacja przykładowa pokazana na zrzucie:

A przy okazji - dzięki Riddle za styl rozmowy do kIEview. Jest pyszny. ;-)

Na szybko

03 września, 2005

Dzisiaj dostałem torbę z Ho::Lo. Muszę powiedzieć, że wygodnie się nosi, uszyta profesjonalnie. Ogólnie jestem zadowolony.

W przerwie meczu zmieniłem wystrój jogga. Tak na szybko - jeszcze trzeba popracować, dopracować szczegóły. Ale ogólny zarys już widzicie.

Pozytywny dzień

01 września, 2005

Pozytywnie. Dzisiejszy dzień bardzo mi się podoba. Bardzo, bardzo.

Konkurs

Po pierwsze - wygrałem, jako jedna z trzech osób, konkurs zorganizowany przez Ho::Lo Studio. Co za tym idzie dostanę wybraną torbę zupełnie za darmo. Marzenie spełnione - to się liczy.

Grafiki

Jedna z moich najnowszych grafik została przyjęta na Pixelgirlpresents. To już jakieś wyróżnienie. Jestem zadowolony. Bardzo.

Szkoła

Może nie powód do szczególnego zadowolenia, ale zawsze. Nie było niczego co by mogło mnie przybić, więc ten fakt również zaliczam do pozytywnych.

Podsumowując, jest dobrze. Dopiero 14:00, więc co może się jeszcze zdarzyć do końca dnia?