Świat podzielił się na dwa obozy. Na ludzi którzy myślą, chcą działać, są kreatywni i mają jakieś pojęcie i ogóle nas otaczającym i tych, którzy myślą, że myślą, a tak naprawdę są kupą zbitego, szarego materiału. Ludzie patrzą na siebie już nie tak, jak robili to kilkanaście lat temu. Na czele wszystkich stoi jeden, mocny człowiek, który rządzi. Sprawiedliwie, ale też okrutnie. Bez litości skazuje na najcięższe kary za minimalne przewinienia. Jest autorytetem, ale tylko dla tej drugiej grupy ludzi. Pierwsza rozumie o co tak naprawdę chodzi. Dostrzega plusy i minusy, a zwłaszcza owe minusy. Myśli, analizuje, próbuje stworzyć alternatywną rzeczywistość, gdzie to oni, cała społeczność będą mogli podejmować decyzje.

Ludzie są, byli i będą tak podzieleni. Jedni na pewno dostrzegą, że to co jest obecnie jest złe, drudzy przyjmą bez mrugnięcia okiem za oczywiste, że inaczej być nie może. Zależy to przede wszystkim od edukacji, rozwoju kulturalnego i umysłowego społeczeństwa, z którym, jak wiemy, jest obecnie bardzo słabo. Polska od kilkunastu lat jest, powiedzmy, że wolna. Edukacji nie można przeprowadzić na tym jednym pokoleniu, ponieważ jest to proces długotrwały, wymagający dużego nakładu siły i zaangażowania. A jak jest obecnie? Brakuje wszystkich tych składników. Pokolenie, które niby ma nas wychowywać jest jeszcze nie przestawione z jednej rzeczywistości w drugą. Niektórzy ludzi (czyt. większość) z tej grupy starszych dalej myśli, że wszystko dla wszystkich powinno być zagwarantowane. A tu nie - teraz trzeba powalczyć, żeby coś mieć. Wolny rynek, wyścig szczurów. Synonimy? Dla niektórych tak, dla niektórych nie. Wszystko zależy od tego, jak patrzymy na ten cały Świat.

Do czego zmierzam? A więc od dłuższego czasu zastanawiam się, czy żyję w dobrych, czy złych czasach. Jak będzie się powodzić moim dzieciom (które chyba kiedyś tam mieć będę) i czy będzie lepiej, czy gorzej niż mi. Jak będzie ogólnie za 10, 20 lat, jakie zmiany nastąpią i czy coś większego się wydarzy. Chciałbym kiedyś dojść do kilku porządnych wniosków, które umożliwią lepiej żyć następnym pokoleniom. Naprawdę chciałbym, żeby moje myślenie coś dało, prócz samosatysfakcji, bólów głowy i kilkunastu KB na joggu. Pozostaje mi nadzieje i samoedukacja, samorozwój.

I oczywiście - nadzieja na lepsze jutro.

Komentarze do wpisu "Lepsze jutro, nadzieja i inne składniki mojego codziennego myślnika":

Jeszcze nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz: