Buntować się. Powiesz - normalne w moim wieku. Owszem, ten też się liczy, bo jak łatwo zauważyć, najwięcej osób buntuje się właśnie w takim wieku - wieku dojrzewania i dorastania, tworzenia własnego "ja" i własnego stylu. Ale warto na tą sprawę spojrzeć troszkę inaczej. Dlaczego tak się dzieje, że dzieciaki, bo tak należy nazwać człowieczka, który dopiero od 18 lat poznaje smak życia i do tego takiego jeszcze nie w pełni normalnego (czyt. bez większych obowiązków - mama upierze, tata da pieniądze, etc.). Jasne, są wyjątki, które już prędzej niż reszta dorosły (np. w wakacje pracowały, żeby móc kupić sobie spodnie, uczyły się dobrze, żeby nie zawieść rodziców, starały się być bezkonfliktowe, nie sprawiać kłopotów - za proste przykłady? - życie).

A co według mnie jest wyrazem buntu? Nie, wcale nie popieranie jakiejś wielkiej akcji. Nie, wcale to nie jest noszenie koszulek z dziwnymi nadrukami, obnoszenie się z własnymi przekonaniami tak, żeby zobaczyło to tysiąc przypadkowych osób. Według mnie ważne jest stworzenie czegoś własnego. Sprawienie, że nasz wyraz buntu dotrze do odpowiednich osób, do tych, przeciw którym się buntujemy. Oczywiście osoba to tylko przykład, bo buntować się możemy także przeciwko zasadom. Ale jeśli tak spojrzeć trzeźwo, to można zauważyć, że zasady jest tworzona przez człowieka i to właśnie przeciw niemu się buntuje. Czyli jesteśmy w punkcie wyjścia. Czemu tak myślę?

A więc popieranie takiej akcji (np. noszenie koszulek z Maryśką - tylko przykład) nic nie wnosi. Jest już w jakiś tam sposób zaakceptowane przez społeczeństwo jako "wyraz młodzieńczego buntu". I tu właśnie jest pies pogrzebany - czy taki młody człowiek, który zakłada takową koszulkę kiedyś palił, wie co daje i jak wpływa Ganja na życie? A może tylko przeczytał w Internecie, że palenie blantów jest wyrazem buntu? Nie, nie wydaje mi sie. Myślę, że podchwycił temat z telewizji skierowanej do "młodego widza", czyli VIVA, MTV, a także z bardzo (według mnie) debilnej prasy, typu Popcorn, Bravo Girl. Więc o jaki temat chodzi? Chodzi mianowicie o promowanie "palenia blantów, jaranie trawy, etc." w muzyce (a raczej "kulturze", którą tak namiętnie opisują, puszczają, recenzują te media - czyli Hip-Hopie. Bo zauważ drogi czytelniku, droga czytelniczko, że prawie w każdej tej swoistej piosence pojawia się ten motyw. Dzieciaki, które przyjmują takie wzorce, jako własny styl później noszą wcześniej wspomniane koszulki.

A czy to tylko odnosi się do "Maryśki na koszulce"? Nie. To także coraz większa ilość nastolatków ubranych na czarno, słuchających "metalu", dołujących się, bo nikt ich nie kocha. Po zachwycie tą muzyką, wkręcaniu się w jej klimaty, bardzo widocznym obnoszeniem się z gustami (czyt. odpowiednia otoczka tworzona przez właściwe ubrania), następuje powolny, ale postępujący regres, aż wreszcie owy "metal" przestaje się podobać, bo jest go coraz mniej w telewizji. To nie jest bunt, a jedynie przyjmowanie wzorców. Opisywać "clubowiczów" nie będę, bo Ci raczej nie mają ochoty się buntować. Chociaż można zauważyć takie oznaki przez odpowiedni strój, przyjmowanie jakiś tablet, etc. Ale, też tylko według mnie, to nie jest bunt. To z góry narzucony styl, którego trzeba przestrzegać, żeby zostać przyjętym do tego grona przez ogół. Zero buntu, zero myślenia.

A co jest buntem? Odpowiem na własnym przykładzie. Bunt, to sprzeciw przeciwko ogółowi, który coś wniesie, coś stworzy (nie ogół, a bunt). Bunt to myślenie, to nie automatyczne przyjmowanie "jazzy wzorca", a jego przeanalizowanie, odniesienie do siebie, sprawdzenie wszystkich możliwych możliwości przyjmowania, lub też nie.

Mam dłuższe włosy niż zwykle miałem. Nie, nie mam długich - piszę, że mam dłuższe. Mają taką cechę, że za cholerkę nie chcą się ułożyć, więc sterczą we wszystkie strony. Wyglądam więc - hm... - nieco inaczej niż reszta. Co się więc wydarzyło pierwszego dnia w szkole? Słyszałem ze wszystkich stron - Obetnij się, zobacz jak ty wyglądasz?! - oczywiście, gdybym nie był sobą i przejmował się zdaniem innych na mój temat od razu po rozpoczęciu poleciałbym do fryzjera, żeby skrócić owe włosy. Ale właśnie po co? Po co, jeśli mi nie przeszkadza moja fryzura, jest mi w takiej wygodnie. Wcale nie czuję się niekomfortowo, gdy przechodnie na mnie patrzą. Dlaczego mam być tacy jak wszyscy - obciąć się na "jeża", nałożyć kilo żelu i uważać siebie za przykład smaku i elegancji? Może Ci się wydawać, że ten przykład nie pasuje do tego całego, wcześniej wspomnianego, myślenia. Ale czy na pewno? Zastanów się, przemyśl, bo może nie zrozumiałeś wszystkiego, co chciałem przekazać, a nie udało mi się, bo zabrakło mi umiejętności (których tak naprawdę dużo nie mam).

Napisałem to pod wpływem notki Greenka. Uporządkowałem (mam nadzieję) myśli, które starałem się przekazać u niego w komentarzach. Tak dla siebie, na później.

Komentarze do wpisu "Bunt, czy nie bunt - czyli moje spojrzenie na sprawę":

1. klausa napisał(a):
11 września 2005, 12:20:53

Świetny tekst, ale tylko jedno, muzyka to Rap, Hip-Srop to subkultura.

2. ... napisał(a):
11 września 2005, 12:29:40

"Bunt, to sprzeciw przeciwko ogółowi..." - zgoda...

"...który coś wniesie, coś stworzy..." - nie zgoda - takie pomyślenie mija się z moim rozumieniem buntu; cały urok buntów wszelakich leży w ich absurdalności... bunty kreujące cokolwiek są kolejnymi wzorcami do naśladowania, a to już nie to... gubi się ideę buntu nieświadomie jakby...

...przy okazji - czemu przyjmujesz założenie, że bunty są domeną młodości i niedojrzałości..? ...czyżby stereotyp myślenia zwyciężał..? ;)

3. Xm4cuśX napisał(a):
11 września 2005, 12:39:56

Dobrze to ująłeś. Zespół Dezerter ma kawałek z wersem "jeśli chcesz zmieniać świat, zacznij od siebie".

Pozdrawiam wszystkich krzykaczy - moralizatorów którzy swoim życiem nie potwierdzają głoszonych rzekomo ideii.

Pamiętam sytuację z pewnego punkowego koncertu... Wszyscy zmęczeni, wiadomo młynek itd. Podchodzę do znajomego ze szklanką coli w łapie i chcę go poczęstować. On dziwinie na mnie patrzy i mówi że "prawdziwe punki nie piją coli bo to globalna wyzyskująca ludzi korporacja". Nie miałbym przeciw jego poglądom nic przeciwko gdyby nie to że sam miał w ręcę butelkę Tyskiego. Ciekawe czy wiedział że ten browar należy do ogromnej międzynarodowej korporacji (Heineken, albo Carlsberg - dokładnie nie wiem).

Pozdrawiam serdcznie.

4. riddle napisał(a):
11 września 2005, 13:27:46

Ciekawy wpis.

Tylko mylisz pojęcie subkultury metalowej z gotycką. Ta pierwsza dzieli się dodatkowo na kindermetali i po prostu metali. Pierwsi myślą że są tru, zakładają koszulki, chodzą w jakiś skórach, obwieszają się łańcuchami, pieszczochami, kolcami i tak dalej. Ale puścisz im Maevolent Creation albo Cannibal Corpse to się popłaczą.

Prawdziwy (jakże to śmiesznie brzmi, ale coż…) metal wie że jest ponad innymi i już. Prawdziwy mizantrop; leje z góry na ludzi, zwisają mu oni, a najchętniej wypatroszyłby któregoś za efekciarstwo.

Subkultura gotycka jest związana z wampiryzmem, ale nie jest to regułą. To tutaj usłyszysz smutne beaty, niskie męskie głosy i ujrzysz dołujące się, tak zwane „gothki”, szukające okazji.

A dołowanie się? Nie sądzisz, że lepiej się dołować niż (mówiąc dresiarsko) rozjebać kosz na śmieci, podpalić przystanek? Oni też wyładowują emocje. Bo to emocje napędzają dzisiejszą młodzież. Mają ich za dużo, za dużo jest na ich główie, za dużo się od nich wymaga.

Nie każdy noszący koszulkę Belphegora, odurzający się Dioramą czy biegnący z plecakiem obszytym zieloną naszywką jest standardowym outficiarzem. Rada: nie szablonuj ludzi. :-)

5. player napisał(a):
11 września 2005, 15:13:21

a wedlug mnie ta notka to przegiecie.potrzebowales napisac taki tekst zeby poczuc sie lepiej?poczuc sie ponad tymi wszystkimi 'dzieciakami'? twoje wlosy,wygodnei ci to nos,ja tylko czasami sie smieje z nich a mowiac 'idz sie obetij' wcale nie mysle zebys tak zrobil,przeciez byloby to glupie zebym mowil co masz robic a ty z usmiechem na twarzy w tym wypadku akurat - mykal pod nozyczki.nie przeszkadza ci to ze ludzi patrza dziwnie,ok,ale nie mozesz ublizac innym ze naprzyklad maja tone zelu,bo co? moze im tez sie to podoba? a ty krytykujac wcale nie wyrozniasz sie z tlumu i stajesz sie taki sam jak ten gowniarz z pierwszego rzedu.skoro ty masz prawo do swojej innosci to daj byc innym reszcie,szablony byly dobre za komuny,moze dlatego tak cie ciagnie do tego...;/
pamietasz oboz? chudego i ta cala ekipke ich? na poczatku byla z nich szydera a pozniej okazalo sie ze smiejac sie z nich dajemy im ogromny powod do smiechu...z nas samych.pierdolisz za przeproszeniem,dowartosciowywujesz sie?

6. aletheia napisał(a):
11 września 2005, 15:31:52

szkoda tylko, ze w naszym języku tak bardzo wypaczyło się znaczenie słowa "bunt", podobnie jak skandal sa nadurzywane i to w złym znaczeniu..

-->riddle
dobrze powiedziane, ale... "a najchętniej wypatroszyłby któregoś za efekciarstwo" - tu się nie zgodze, bo im szkoda na to energii, to tak jak w muzyce - tam gdzie jest konkurencja konczy się muzyka :)

7. golum. napisał(a):
11 września 2005, 19:31:39

jbl racje ma. rozpalasz ;]

8. jbl napisał(a):
12 września 2005, 23:00:44

Podsumowanie, zamknięcie tematu

@klausa: dzięki za informację, już poprawiłem.
@...: moje pojęcie buntu jest przedstawione w tej notce, a także w poprzednich traktujących na ten temat. Wystarczy poszukać. Przy tym wszystkim, szanuję zdanie innych, w tym także Twoje.
@Xm4cuśX: trochę trudno mi było odnieść ten Twój komentarz do wpisu. Wybacz, ale nie zrozumiałem tego, co chciałeś przekazać.
@aletheia: może nie wypaczyło, a nabrało kilka nowych znaczeń.
@riddle: swoje uwagi co do kommenta przedstawiłem via jabba. Anyway - dzięki za wyjaśnienie i przedstawienie mi błędu w pojmowaniu tej subkultury.

Dzięki bardzo wszystkim. Dlatego lubię właśnie joggera, bo można poczytać trafne komentarze, które coś wnoszą. ;-)
EOD

9. player napisał(a):
12 września 2005, 23:44:08

'Dzięki bardzo wszystkim. Dlatego lubię właśnie joggera, bo można poczytać trafne komentarze, które coś wnoszą. ;-)
EOD',zwlaszcza te ktore usuwasz,bo wedlug ciebie zapewne nic nie 'wnosza',bo sa krytyczne. wiecej noga ma tu nie zagosci.

Dodaj komentarz: