Zniechęcić do szkoły można się na wiele sposobów. Można dostać złe oceny, za co winę ponosimy my sami, bo gdybyśmy włożyli więcej pracy w to, co musieliśmy przygotować, jestem przekonany, że w 90% ocena byłaby pozytywna. Można nie lubić swoich „kolegów”, bo… Bo są źli, dokuczają, są złośliwi, niedobrzy, etc. Ale z tym da się żyć. Szkołę można nie lubić, bo się czegoś wstydzimy – ubioru, wyglądu. Ale co to są za powody? Błahe, mało ważne – powiedzmy, że słabe.

Ale do szkoły bardzo mocno mogą zniechęcić nauczyciele. O ironio!

Przez ich wyniosłość, nie dopuszczanie do słowa, możliwości wyrażenia własnego zdania, często odmiennego do ich – jedynego właściwego. Dlaczego tak trudno im zrozumieć, że moje zdanie, to moje zdanie – ich, to ich. Ja szanuję to drugie, bo wiem, że mogę się ze swoimi racjami mylić. Ale na boga! – przecież oni również.

Uznawanie swojego zdania co najmniej za absolut jest dla mnie… nie do przyjęcia. (?) Pora chyba na wymianę pokoleń, bo coraz trudniej jest na się ze sobą porozumieć. I tak w sumie jest ze wszystkim (mam na myśli przede wszystkim politykę). Bo czy nie łatwiej byłoby tworzyć (w przypadku, gdy mowa o owej polityce) państwo ludziom, którzy wiedzą czego im trzeba i co najważniejsze – umieją się porozumieć.

Jeśli chodzi o szkołę – nie, wcale nie zniechęciłem się do niej. Powiedzmy, że z upływem lat systematycznie ten proces postępuje.

Komentarze do wpisu "Ja mam rację – nawet nie komentuj, bo racji nie masz":

1. wassago napisał(a):
18 października 2005, 00:21:05

Coż więcej dodać. Nie mogółbym się bardziej zgodzić z tym co napisałeś. Wszystko to znam z tzw. „autopsji”. Począwszy od tego, że znienawidziłem język angielski (który wcześniej ubustwiałem) głwnie przez moją nauczycielkę od owego przedmiotu. Skończywszy na wyrażaniu własnego zdania. Nie do przyjęcia było, że ktoś mógł mieć inne zdanie na jakikolwiek temat niż komisja, która układała zagadnienia do nieszczęsnej (dla Mnie) „Matury 2003”. Wszystko układane wg. udziwacznionego schematu tak-masz-myśleć-i-masz-z-tym-żyć™. Przystosowywując się do tego, wszystko wydaje się takie łatwe i nieskomplikowane - mimo to, że w głębi siebie czujesz co-do-kurwy-z-wami-jest™…

2. wassago napisał(a):
18 października 2005, 00:27:29

„…nawet nie komentuj, bo racji nie masz” - Na przekór Tobie i wszystkim schematom.

3. aniap30 napisał(a):
18 października 2005, 01:06:05

Chyba się rozpłaczę... Czas na zmianę pokoleń... Jasne... Te wstrętne belferki nawet joggi mają pozakładane i zaglądają do biednych uczniów, nie dają ni słowa powiedzieć i zawsze ględzą wtedy, gdy nie trzeba... Nawet nie komentuj, bo racji nie masz... ;] Straszne to wszystko, o mamoooo... ;] hah, to byłam ja, wredna belferka od polskiego. Pozdrawiam :)

4. wassago napisał(a):
18 października 2005, 01:12:22

Strach się bać będzie cokolwiek napisać tutaj w przyszłości ;-)

5. jbl napisał(a):
18 października 2005, 11:25:11

Ale tak prawda, że niektórzy nauczyciele patrzą na np. taką miernotę, jaką ja niewątpliwie jestem, z góry. Ja mam zdanie? - nie, nie pani profesor, ja tylko kichnąłem. ;-)

6. aletheia napisał(a):
18 października 2005, 13:23:23

mi się odechciało studiować histroie sztuki, jak na egzaminie z polskiego po moim 15 minutowym monologu na temat szatana w modernizmie (ależ mi się pytanie trafiło hehe) pani z komisji (a była w owej komisji tylko ona) podniosła głowe z nad gazety i spytała czy już zaczełam swoją wypowiedz, no i z czesci z histroi sztuki dostałam max punktów, a z polskiego zero i tym sposobem studiuje filozofie.

mimo wszystko radze nie przejmować się, nie roztrzasać, szkoda na to energie tracić, być sobą, na przekór :)

Dodaj komentarz: