Kolejna wizyta u jakże wspaniałego lekarza laryngologa w moim wojewódzkim szpitalu. Kolejne przygody i przeżycia.

Zgodnie z umową stawiliśmy się – czyli ja i moja lepsza połowa – w szpitalu, żeby przeprowadzić badania kontrolne stanu mojego ucha. Czekając aż łaskawca się zjawi (czyt. pan doktor przyjedzie swoim srebrnym rydwanem pod drzwi szpitalne) byłem świadkiem kilku, raczej niemiłych dla rządu, samorządu i społeczeństwa dyskusji. Rozmawiała oczywiście moja lepsza połowa, a potem przyłączyło się kilka innych osób. Pierwszą, która to zrobiła, była kobietka, która przywiozła chłopaka z wypadku. Ów chłopak wczesną porą wsiadł na rower, najprawdopodobniej dojechania szczęśliwie drogą bardzo zatłoczoną przez samochody różnej maści do pracy. Jego zamiar jakże brutalnie został przerwany przez pędzącego Opla, który to potrącił chłopaka. Kierowca wykazał się jednak dobrocią ludzką i zostawił owego na ulicy, ale przedtem napisał karteczkę z imieniem i nazwiskiem oraz, jakże ważną informacją – telefonem komórkowym, półprzytomnemu chłopakowi. Szczęścia miał, że tą samą drogą jechała jego, wcześniej wspomniana koleżanka, która zabrała go do szpitala. Więc, postępując zgodnie z zasadami etyki, chłopak został przepuszczony przez wszystkich oczekujących i gdy już miał wchodzić (z czym miał trudności) do gabinetu, łaskawy pan ordynator kazał mu zdjąć kurtkę i zanieść do szatni, nomen omen – płatnej. Z pomocą drugi raz przyszła mu koleżanka, która doskoczyła i przechwyciła przedmiot sporu i powiedziała, że nim się zaopiekuje.

Następną osobą była osoba, która przyszła ze starszą babcią, na którą napadnięto w centrum miasta. Sprawcami jej złamania nosa i uszkodzono mocno twarzy okazały 14 i 15 letnie szczeniaki. Babcię przyjęto do gabinetu. A na korytarzu rozgorzała dyskusja na temat bezpieczeństwa w mieście, kraju, a dalej na świecie. Dalsze tematy dyskusji już mało wiązały się z pierwotnym.

Moje spotkanie z ordynatorem? A więc po krótkiej, ale jakże ostrej wymianie zdań i uświadomieniu mi przez owego, że jestem tylko pacjentem i się nie znam na życiu prześlijmy do badania. Najpierw ręce z kamienia, mało delikatne ruchy moją głową i komentarze mało, lub w ogóle nie związane z moim stanem zdrowia – czyli pan ordynator. Zaraz po nim delikatne dłonie, spokojne manipulowanie przedmiotem badania (czyt. moją głową) i rzeczowe pytania – czyli pani doktor. Różnica znacząca, zauważalna, a co najważniejsze – odczuwalna. Po tym całym badaniu miałem podać leki, które przepisał mi specjalista z przychodni. Ładnie spisane nazwy i ilości, które mi pozostały odczytałem. Ciszę przerwał komentarz ordynatora, że to strasznie trudne do zapamiętania było. A i owszem – było. Pominę fakt, że sam jeszcze kilka dni wcześniej kazał zapisać, żeby nie zapomnieć. Ale jak już napisałem – pominę to.

Gorąca dyskusja zakończona została oschłym pożegnaniem. Nadzieję mam tylko, że więcej tego typa nie spotkam. A jak wiemy nadzieja matką głupich, bo dobrze wiem, że za jakiś czas muszę się udać w to samo miejsce, do tego samego lekarza na kontrolę. Ale przecież to dopiero za jakiś czas więc… pozostaje mi optymistyczne podejście do życia i nadzieja (po raz kolejny), że do tego czasu coś się zmieni.

Komentarze do wpisu "Polska służba zdrowia po raz kolejny i nie ostatni":

1. lelaseski napisał(a):
22 października 2005, 14:32:48

Anegdota, która jak myślę, jest teraz na miejscu.

Za najęciach z dermatologii łazimy za lekarzem po oddziale. Zatrzymujemy sie przy pacjentach aby obejrzeć ich zmiany skórne. W końcu przy jednej pani lekarz mówi:

- Pani przyjechała do nas w tamtym tygodniu. - po czym zwraca się do kobiety - Czy może pani pokazać nogi studentom?
- Oczywiście, proszę.

Pani odsłania nogi, na których widać wyraźne plamy. Lekarz łapie nogę i zaczyna omawiać problem. Nagle obraca nogę i zauważa kolejne masywne zmiany na tylnej stronie łydek.

- Ojej! Od kiedy to pani ma?
- Od czerwca panie doktorze.

2. jbl napisał(a):
22 października 2005, 15:18:00

Jakoś nie mogę połączyć komentarza z wpisem. :-D

3. lelaseski napisał(a):
22 października 2005, 18:01:25

Myślę, że dobrze to o Tobie świadczy :-)
Jakoś tak odruchowo rzuciłem pod hasło "Polska służba zdrowia"

Dodaj komentarz: