Problemy są specjalnością każdego z nas – wszystkich ludzi. Bardzo lubimy w nie wpadać, robimy co tylko możemy, żeby takowe mieć. Tworzymy nawet takie urojone, żeby w świadomości był znak, że nie jesteśmy inni, że się różnimy, że problemy nas nie dotyczą. Całość naszego życia składa się z ich rozwiązywania, ze znajdywania wyjścia z sytuacji, która w swej istocie takowego nie posiada. Czasem mówi się „sytuacja bez wyjścia”, ale odnosi się to raczej do takiej, w której nie chcemy tego wcześniej wspomnianego znaleźć.
Każdy z nas oddzielna posiada inne problemy. Jednego bardzo martwią złe oceny w szkole, innego nękają bóle krzyża, jeszcze inna osoba ma kłopoty finansowe, a znowuż ktoś inny zadarł z mafią. Przykłady zupełnie abstrakcyjne pokazują właśnie w tym kontraście rozległość omawianego aspektu. Wybór człowieka, co można uznać za problem, a co za takowy nie uchodzi, wiąże się ściśle z priorytetami i dążeniami. Ktoś może sobie brać za bardzo ważne np. zaliczenie sprawdzianu, bo nie zaliczenie wiązać się może z komplikacjami. Ktoś inny ma problem z otoczeniem, a ktoś zupełnie obok ma problem z samym sobą. Poszczególne osoby raczej nie zwracają uwagi na to, co dręczy drugą osobę, bo posiadają własne „ja” o które muszą dbać, żeby przeżyć. Zawsze się znajdzie dobry samarytanin, który wyciągnie dłoń, ale na pewno nie będzie to co druga osoba, a nawet co dziesiąta. Takich osób jest jak na lekarstwo, ale nie ma też pewności, że jeśli ową znajdziemy, to że owa ma czyste zamiast, bo pod pozorem pomocy może kryć się jakiś ukryty cel – w tych czasach trudno mówić o bezinteresowności.
Problemem każdego z nas, jest wyolbrzymianie różnych spraw. Zwłaszcza tych, które dotyczą nas samych. Co my nie zrobiliśmy, co nie zrobił ktoś nam. Zawsze jesteśmy pokrzywdzeni, zawsze cierpimy bo społeczeństwo jest bezduszne. Pora się obudzić, pora wstać i przestać marudzić. Cieszmy się z tego, co mamy, bo druga osoba, sąsiadka przez ścianę chociażby, może nie mieć i nie zdobyć przez całe swoje zakichane życie tego, co nam przyszło z łatwością.
Żadne tzw. problemy ludzkie nie dadzą się rozwiązać. One są tylko po to, aby je przeżyć. A to właśnie jest najtrudniejsze.
Problemy, problemy, problemy… Jak je wartościujemy. Które są ważniejsze dla nas, które mniej ważne, a których obecnością się w ogóle nie przejmujemy? Przede wszystkim, jak już wspominałem, zależy to od tego, jakie priorytety sobie stawiamy. Ale też zależy to od sytuacji zastanej, obecnej. W danej chwili jedna rzecz może nie mieć zupełnie znaczenia, a za dwie minuty być bardzo ważna, wręcz nie cierpiąca zwłoki.
Bardzo lubimy, jako ludzie posiadanie problemu, chociaż takiego wymyślonego – „chociaż jeden na stanie”. Pomaga to nam, bo pomagają, chociaż pozornie, ludzie, którzy są obok nas. Starają się stworzyć taki obraz, że przejmują się, opiekują. Dobrze wiemy, że ta druga osoba ma własne sprawy na głowie i że to, że nie mamy na chleb nie jest jej sprawą. Pomaga sama świadomość, że ktoś wie o tym, że sobie nie radzimy. To coś podobnego do istoty posiadania webloga, gdzie każdy kto chce, albo komu taką możliwość damy, może przeczytać i skomentować to, co nam chodzi po głowie.
Strasznym jest, wręcz porażką, nie dostrzeganie tego, że nie jesteśmy sami, że drugi człowiek nie jest tylko „elementem społeczeństwa”, ale żywą istotą, która potrzebuje naszego wsparcia, dobrego słowa, pocieszenia. Takiego zwykłego, nie nastawionego na zysk, takiego, które przyjdzie bez mówienia „pomocy, niech mi ktoś pomoże”. Takie coś z nikąd. Wiem – to jest sprzeczne z tym co pisałem wcześniej, wręcz nierealne. Ale może kiedyś człowieki (kto oglądał Madagaskar powinien wiedzieć o co chodzi) wejdą na inny stan rozwoju umysłowego, gdzie doczesność nie będzie miała znaczenia, a za to owe przejmie rozwój emocjonalny i duchowy. Ech – marzenia są o tyle dobre, że można codziennie wymyślać nowe i czekać na taką chwilę, w których się spełnią (chociaż dobrze wiemy, że 90% są bardzo, ale to bardzo wymyślne, takie, których spełnienia obecnie oczekiwać nie powinniśmy).