Status, js, pytania

31 grudnia, 2005

Mamy:

http://www.kplugins.net/status-bot/jiobel@xmpp.us/js/

Otrzymujemy:

var jid = 'jiobel@xmpp.us';
var status = 'available';
var status_info = "Błażej kierowca.";
var last_status_change = '31/12/2005 12:05';

Chciałbym:

<span title="status_info">
jid: <strong>status</strong>
</span>

I w tym momencie chciałem się was, geeków, spytać jak można ten pomysł zrealizować. Bo, że się da, to ja wiem. Ale pytanie - jak?

Ewolucja. Temat rzeka, dlatego warto skoncentrować się na jednym aspekcie. Tak więc – do dzieła!

Wracając dzisiaj z egzaminu na prawo jazdy, który swoją drogą zaliczyłem za pierwszym razem (ach – ta wrodzona skromność), musiałem przejechać przez całe miasto komunikacją miejską. A jak bardzo dobrze wszyscy wiemy – to najlepsze miejsce do czynienia obserwacji społeczeństwa. Tak jak pojedynczej jednostki, jak zachowań grupowych.

Dzisiaj na swojej drodze spotkałem wiele osób. Większość z nich jednak należała do grupy powszechnie nazywanej „dresami”. Są to osoby, które preferują sportowy styl ubierania, jednak już niekoniecznie sportowe życie. Owszem – są takimi naszymi narodowymi trenerami lekkoatletyki, gdyż w bardzo wielu przypadkach spotkanie z nimi wiąże się z biegami na długie dystanse. Za to możemy być im wdzięczni. Dużo próbują. Na przykład próbują grać w bejsbol, jednakże metody ich treningu niekoniecznie muszą odpowiadać obiektowi, na którym owy czynią. Tak więc uogólniając – to osoby, które bardzo łatwo rozpoznać, a przy okazji poznać.

Jeśli jeszcze miałbym określić wygląd twarzy, określiłbym ją jako debilis zaavansowanis, potocznie burak, tłuczek, debil.

Na czym ewolucja tej swoistej nacji? Ano przede wszystkim na jakości noszonej odzieży sportowej. Pamiętam kiedyś, jak wizytówką ich były trzy paski , tak teraz już ich raczej nie zauważymy. Nowoczesne modele produkowane najczęściej przez firmę NIKE stały się bardzo popularne. Materiały są odporne na przecieranie i prześwicenia (miejsca świecenia się ortalionu po wcześniejszym oddziaływaniu siły fizycznej na dane miejsce), więc odzież z owych nadaje się na noszenie także w czasie zebrań i ćwiczeń siłowych-grupowych (tzw. napierdalanka ) bez martwienia się o dres.

Sposób zaopatrywania się w dres jest również dziś odmienny niż 5 – 10 lat temu. W przeszłości osobnik udawał się na stadion, najbardziej znany w Polsce i mógł wśród tysięcy egzemplarzy i milionów ludzi zza wschodniej granicy zakupić swój ortalionowy dres w kolorze najczęściej oczojebny . I środki były i miejsce. Dzisiaj najpierw trzeba upatrzyć ofiarę, która cechować musi się przede wszystkim stanem posiadania, który zagwarantować musi możliwość dokonania zakupu w sklepie z artykułami sportowymi, czyli w tzw. dresowni , gdzie ceny wcale do niskich nie należą.

To są tylko dwie cechy, które ewoluowały i które mi udało się zaobserwować. Pewnie jest więcej, pewnie lepiej opisane, pewnie na pewno. ;-) Co nie zmienia faktu, że mam bardzo głęboko dresów i wszystko co z nimi związane. Bo dla mnie liczy się myślenia, jako fakt, a nie przywilej.

A jeśli już mowa o ewolucji – polecam nową tapetę na desktop (widescreen).

Egzamin, wynik - pozytywny

30 grudnia, 2005

Za pierwszym razem. Błażej kierowca. :-]

Musiałem, no musiałem to napisać.

Ciemność. Światło, którym oświetlam sobie drogę zaczyna migotać. Strach, niepewność. Zadaję sobie pytania – czemu, dlaczego ja, po co, gdzie… Jak na razie nie znajduję na nie odpowiedzi.

Idę ścieżką krętą, wąską, gdzieś wysoko wśród chmur. Spoglądam w dół. Lęku wysokości nie ma, gdzieś uleciał. Widzę szczyty otulone białymi chmurami. Przecież tak jest jasno – myślę sobie. Dlaczego więc tutaj nie ma światła? – kolejne pytanie bez odpowiedzi.

Światło, które pewnym mi się nie wydawało przestało zgasło. Teraz zupełna pustka. Odgłos, echo, strach. Co, kto, jak? – gonitwa myśli nie ma końca. Spoglądam przed siebie. Widzę tylko biały, jasny punkt. Jak na filmach. Jakiś głos. Znam ten głos…

Hałas, nie do wytrzymania dudnienie. Potężne drgania ziemi. Ledwo co stoję. Rozglądam się, szukam punktu zaczepienia, momentu wyjścia. Coś mnie ciągnie do góry, coraz wyżej i wyżej. Patrzę na swoje ręce. Ból nie do opisania rozchodzi się po moim ciele. Ręce! Gdzie są moje ręce – czuje jak krzyczy mój umysł. Chcę poruszyć dłońmi, ale nie mogę. Paraliż? Nie – ich po prostu nie ma. Nie mam rąk. Panika, strach, ciemność.

Idę ulicą. Jest bardzo jasno. Ludzi wydają się być normalni. Obok mnie ktoś idzie. Nie rozpoznaję twarzy, ale wiem, że żadne niebezpieczeństwo mi nie grozi. Czuję się bezpiecznie, dziwnie spokojnie. Błysk. Zamykam oczy na chwilę. Gdy otwieram ludzi nie ma. Stoję sam na wielkim placu. Nie byłem tu nigdy – ja to wiem, ale czuję się tak, jakby to było moje miejsce urodzenia. Dziwnie. Zapadam się. W siebie. Znowu ból, znowu krew, ciemność.

A w tle Quantic / Time is the enemy [3:52]

Com.IX

26 grudnia, 2005

Już od dawna przymierzałem się do zrobienia mini-komiksu internetowego. Czerpanie pomysłów z innych jest dobre, ale zżynanie już za takowe nie musi być uznawane. Więc po ciężkich bojach z własną wizją, umiejętnościami i możliwościami programu graficznego (te ostatnie w ogóle nie powinny brać po uwagę ze względu ich prawie nieograniczoną ilość) stworzyłem Com.IX .

Jeśli ktoś czytał moje jogga, to dobrze wie, że już kiedyś coś takiego robiłem, ale nie było to powiązane ze sobą w jakiś tam szczególny sposób. Teraz (mam nadzieję) będzie inaczej. Dotychczas (tzn. przez ponad godzinę) znalazłem trzy tematy i czas na ich przedstawienie. Więc przedstawiam Państwu 3 (słownie: trzy) odcinki Com.IX`u:

Edit: dodany jeszcze jeden odcinek.

Jestem gotów na porządną dawkę krytyki. Naprawdę. :-)

A jeśli miałbym być szczery – tak, jak w każdym moim (lub dużej przewadze) dziele, tak i tu chodziło mi przede wszystkim o prowokację. Bo dość mam wysypu komiksów, które na miano owego nie zasługują w ogóle.

Bez śladu mózgu są niektórzy z nich

Myślę, że to wszystko wyjaśnia.

Dziękuję za opis trzykropko droga, podpasował mi bardzo.

Człowiek walczył już na początku swojego istnienia. Owa walka była w jakiś tam sposób możliwa do wytłumaczenia. Chęć zdobycia terytorium, jedzenia, etc. Dobrze – to było kiedyś.

Dziś jest XXI wiek, niby wysoko rozwinięta technika i obyczajowość. Samo zestawienie „XXI wiek” jest synonimem kultury. Ale czy na pewno?

Mamy przedświąteczny czas. Zakupy, zakupy, zakupy – wokół tego kręci się ostatnio nasze życie. Do tego jeszcze przygotowania w domu, sprzątanie, etc. Ale czy to obowiązuje innych? Oczywiście, że nie.

Inni, czyli Ci, których mam w domyśle, stoją sobie cały roczek na ulicy, na rogu. Albo palą papieroski, piją piwko (niezależnie od pogody), jarają, albo kto ich tam wie. W związku z wykonywanymi codziennie czynnościami nastąpiły zmiany w ich małych rodzynkach (w domyśle: mózgach) i zachowują się jak, właśnie na początku wspomniani, ludzie pierwotni.

Dzisiejszy początek dnia, czyli godzinne poranne upłynęły mi pod hasłem „Jak opanować wkurwienie na pojebów”. Wracając sobie z miasta z zakupionym prezentem dla pewnej osoby, mijałem właśnie taką grupkę, na którą pewnie bym nie zwrócił specjalnej uwagi, gdyby nie to, że zaczęli coś krzyczeć. Pomyślałem wtedy, że zatrzymywanie się wcale dobrym pomysłem nie jest, więc mój krok z szybkiego zmienił się w jeszcze bardziej szybki. Wtedy poczułem na kołnierzu swojej, jakże odpicowanej kurtki rękę – szarpnięcie. Dalsze moje przeżycia niech zostaną dla mnie, ale teraz sobie siedzę i boli mnie strasznie lewa strona ciała, na prawej pięści mam ślad zęba i… ubrudziłem sobie buty. Ciekaw jestem, czy będzie podbite oko. Ale wątpię. Tzn. chciałbym, żeby moje wątpliwości okazały się słuszne.

Tak więc – kocham Polskę, polskie realia i polskich młodych przedstawicieli narodu polskiego, przyszłość tego państwa.

Banana.mode.2005

23 grudnia, 2005

Coś lekkiego na wieczór. Po co się obżerać. Banan wystarczy.

Spać pora iść raczej.

A jutro? Jutro będzie polowanie na prezent. Nie to, że muszę. Ja chcę – po prostu. :-)

Toilet.cam

22 grudnia, 2005

Teraz tylko kupić odpowiednią antyramę, przygotować tło i wieszać. I cieszyć wzrok, i za każdy razem, gdy się na niego spojrzy myśleć od kogo dostało się ten prezent.

Dziękuję Ci skarbie. :-*

Wybory

20 grudnia, 2005

No szybciutko - wybieramy i swoje głosy oddajemy. ;-)

Oczyszczanie

20 grudnia, 2005

Kiedy wiesz dobrze, że wytrzymać nie możesz – usiądź. Pomyśl sobie, jak dobrze byłoby włączyć swoją dosyć dużą wieżę, pożyczone głośniki, przy których grze wysiedzieć nie można, podłączyć własnoręcznie zrobiony sabłófer, przeszukać listę w odtwarzaczu. Jedna kreska mocy, druga, trzecia. Powoli przesuwający się głośnik na szafce. Poruszające się liście blisko stojącej roślinki uświadamiają, że ruch membrany głośnika niskotonowego odbywa się w bardzo dynamiczny sposób. Czwarta kreska mocy. Jeszcze pełne perfumy na szafce obok monitora zaczynają podskakiwać. Dziwne.

A ty sobie siedzisz na sofie zatopiony we własnych myślach. Piąta kreska, szósta. Połowa za nami, ale jeszcze tyle do końca. Roślinki na parapecie zaczynają też podskakiwać.

Już nie siedzisz na sofie. Łaskotały Cię wibracje stwarzane przez sabłófer. W sumie już nie myślisz. Odczuwasz to, co się wokół dzieje.

Siódma kreska, ósma. Nie – więcej już nie będzie dobrym pomysłem. Odłączasz wieżę, wzmacniacz, głośniki idziesz oddać koledze, sabłófer odstawiasz na swoje miejsce. Przykręcasz głośność. Cisza, wkurwienia nie ma. I sąsiadka ma za swoje. :-)

Seria na jednym zdjęciu.

Grypsujesz?

Kolor niebieski. Tylko żółtego brak. :-D

Ciemno już, późno już

17 grudnia, 2005

Siedząc w zaciszu ciemnego pokoju, słuchając dziwnej muzyki, wpatrując się w nieruchome cienie… Uruchom swoją wyobraźnię, myśl. Wyobraź sobie siebie. Czy Ciebie też przeraża ten widok?

Zapamiętać:

  • nie spać w dzień
  • nie pić piwa na wieczór
  • nie słuchać ścieżki dźwiękowej z Resident Evil
  • nie oglądać filmu They

Etwas uber mir

15 grudnia, 2005

Chyba potrzebuję motywacji.

Tak najnormalniej w świecie jestem zmęczony. I potrzebuję.

Refleksji kilka

13 grudnia, 2005

To, co tu piszę wcale nie musi być prawdą, chociaż ja nie twierdzę, że ową nie jest. To co piszę wcale nie musi oznaczać, że tak myślę, co wcale nie wyklucza możliwości takiej, że obie te czynności idą ze sobą w parze –myślenie i pisanie. Piszę, bo chcę, niekiedy muszę, a niekiedy powinienem. Wyjaśniać tego na pewno nie mam zamiaru. Szanuję Ciebie drogi czytelniku, więc proszę – szanuj i mnie. Tak normalnie – jako drugą, myślącą, odczuwającą osobę.

Tapeta na DigArt.pl. A tak w ogóle - z dedykacją. :-D

Tak, jak nigdy (albo bardzo rzadko) nie pisałem newsów ze świata, tak teraz nie mogłem tego pominąć:

Dzisiaj, tj. w piątek 9 grudnia 2005r., skontaktował się z nami przedstawiciel firmy Gutek Film z żądaniem zamknięcia strony pod pretekstem wprowadzenia sprawy sądowej.

Ponieważ nie stać nas na pokrycie kosztów procesu zdecydowaliśmy się na zamknięcie serwisu. Strona zostanie zamknięta z dniem 12 grudnia 2005r.

Informujemy osoby, które dokonały zakupu w naszym sklepie, że najprawodpodobniej zostanie on przeniesiony - informacja będzie na stronie napisy.org zaś dane kontaktowe w sprawie zamówień, ewentualnych pytań się nie zmieniają.

Miło było móc z Wami tworzyć serwis.

Dziękujemy, redakcja napisy.org

Ciekawe jak długo będzie pustka po tym serwisie?

dopisane:
Nieaktualne. Decyzja o zamknięciu serwisu została wstrzymana. Chyba należy się cieszyć. ;-)

Moja

09 grudnia, 2005

W monotoniczności dnia powszedniego można, a nawet należy dostrzegać rzeczy, które znacznie wyróżniają się wśród gamy szarości. Należy postrzegać świat w ten sposób, że wszystko co szare, zwykłe i tak naprawdę – obojętne powinno zostać w swoisty sposób pominięte. Większej uwagi i tak nie warto temu poświęcać, bo po co?

Dzień, w którym niczego takiego nie zobaczymy (a mowa oczywiście o rzeczach wartych naszej szczególnej uwagi) powinniśmy zaliczyć do przeżytych, a nie do dni, do których wracać w przyszłości będziemy chcieli.

Człowiek – istota, która albo uważa się za kogoś zwykłego, zupełnie nic nie wartego, albo jednostka o bardzo wybujałym ego. Szaraczków, jak wcześniej wspomniałem, należy pominąć, bo tych w naszym życiu spotykamy dziesiątki, setki, a nawet tysiące.

Te dwie cząstki naszego społeczeństwa są tak właściwie owego budulcem. Te pierwsze mimo, że mają coś do zaoferowania, coś bardzo cennego, tego nie robią. Ci drudzy, mimo, że tez mają coś do zaprezentowania, to niekoniecznie coś bardzo wartościowego, jak w przypadku pierwszym.

Co to takiego? – pytanie słyszę. Odpowiedź jest prosta dla mnie, ale niekoniecznie dla Ciebie – Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie po cichu sam. Bo dla różnych różne wartości ważne są.

Czy nie denerwowałoby Ciebie, gdyby Twoja praca znalazła sobie sama z siebie innego autora? Czy Twój trud, pomysł, etc. w tym przypadku nie mają znaczenia? Mają – odpowiedź jest prosta.

Więc dlaczego niektórzy nie umieją uszanować tego, co niektórzy z nas dają im i podać prawdziwego autora, lub z uprzejmości chociaż o nim wspomnieć? Dlaczego na każdym kroku spotykam się z kradzieżą – w życiu, ale też tutaj – w Internecie. Logicznie myśląc, powinienem się tego spodziewać, bo Internet ów to inaczej ludzie, tylko, że połączeni ze sobą kablami, cyframi i linijkami kodu. A jak wiadomo – człowiek świnią jest.

Przeglądając różne swoje miejsca (swoje w domyśle: odwiedzane przeze mnie) natrafiłem na przykłady tego, że nie tylko mnie okradziono.

Idąc za przykładem Rafi`ego do swoich graficzek (bo inaczej tego nazwać nie można) dołączać będę sygnaturkę – chociażby malutki podpisik, który będzie mówił skąd jest dana praca i kto ją wykonał. Żeby nie było później żadnych wątpliwości, jakie są teraz.

Społeczeństwo wieku dwudziestego pierwszego. Maszyny, które żyją od piątku do piątku, naspidowane młode dziewuszki kręcące pupami, chłopcy, którzy w każdej napotkanej osobie widzą przeciwnika i swą agresję załączają, starsi ludzie, którzy w nas – młodych widzą zło i brak przyszłości, a nawet patrzyć na siebie nie chcą, bo po co. Sterowani, manipulowani, automatycznie podejmujący decyzje, nie myślący, pozornie wolni, zagubieni, zabiegani, popsuci.

Jednostka ma trudne życie wśród zsolidaryzowanego społeczeństwa, które owej wartości nie chce uznawać. Jednostka, która swoim zachowaniem i myśleniem odstaje od norm odgórnie przyjętych. Jednostka, która owych przyjąć nie chce.

Czwarty król tego świata, najmocniejszy i mający największy wpływ na zachowanie nasze, jest tylko obrazem, taką zasłoną dla ludzi mocnych, tych, którzy jakieś wizje posiadają, dla jednostek, które jednostkami rządzić chcą. Przekazuje nam to, co jest dobre. Pokazuje jak postępować powinniśmy. Ale ile w tym naszego myślenia, ile naszej woli, ile z tego rozumiemy? Czy wszystko co zobaczymy, przeczytamy, usłyszymy musi być nasze?

Społeczeństwo automatów, bez własnego ja, bez dnia wczorajszego, dzisiejszego i szansy na jutrzejszy. Tylko z wizją obejrzenia wiadomości, przeczytania newsów, usłyszenia plotek. Człowiek, który napędzany jest tylko i wyłącznie tym, co ma nam do powiedzenia król ów czwarty.

Mam dość

07 grudnia, 2005

Dość czytania jaki to Sparrow zły, bo się obraził. Jaka ta społeczność podzielona, bo swoje zdanie każdy z oddzielna ma. Jaki ten konkurs zły, bo nie wszystkie „loga” się do owego dostały. Jakie to piękne i rzeczywiście na poziomie odpadły przy wstępnej selekcji. Jaka to zła jest trzykropka, bo zrobiła hepening. Jakim włażeniem w dupę jest popieranie decyzji Sparrowa. Jak bardzo oburzają się użytkownicy na taki stan na ich Joggerze.

Dość trollowania, dość bezsensownych i nic nie wnoszących komentarzy Chatmanów-joggowych™. Dość – ja proszę. Dajcie czas – sobie, innym i przede wszystkim Jemu.

I powtórzę za Sznikiem - Dorośnijcie - i dodam do tego - niektórzy.

Komuniti dobra rzecz

07 grudnia, 2005

Wczoraj nie mogłem dołączyć do ekipy e-pijących. Dziś stworzyłem sam takową.

Społeczność internetowa, tworzy się raczej w dłuższych okresach czasu. Zazwyczaj skupia ludzi, którzy mają podobne zainteresowania, którzy wyznają takie same wartości, etc. Społeczność Joggerowa to rzecz, której pozazdrościć mogą inne wielkie dżezi serwisy. Dlaczego? Bo każdy tu może znaleźć coś dla siebie, spotkać osobę, która służy pomocą, z którą da się porozmawiać na różne, różniaste tematy, z którą można coś stworzyć.

A do tego da się wypić – e-wypić e-piwo. Prawda Wass? ;-)

Wielkość człowieka. Temat rzeka, nie inaczej. Chciałem tylko powiedzieć, że o takowej świadczyć mogą decyzje podejmowane przez tą jedną jednostkę. To właśnie decyzja o jednej rzeczy, może ważyć na dalsze spojrzenie na ową (tu: osobę). Jak jedna chwila, jeden moment być odważnikiem na wadze losu, na scenie zwanej życiem. Niby proste, a trudne do zrozumienia.

Jednym się zarzuca, że nie myślą, że postępują tylko i wyłącznie zgodnie z instynktem i emocjami. Ale czy oni są gorsi? Skąd ta pewność, że to nasze myślenie, analizowanie nie jest złe? Skąd – pytam się.

dodane:
Przede wszystkim chodzi o to, ze rozgraniczami ludzi na lepszych i gorszych. Że jednego uznajemy gorszego, a drugiego za lepszego. Emocje kontra umysł - nieraz bardzo trudno jest rozgraniczyć tą włąściwą stronę, to coś, czym powinniśmy się kierować. Bo w życiu tak samo ważne są te pierwsze, czyli emocje, jak też umysł, który okiełznaniem okazać się może na wszystko co do owego zaliczyć nie możemy.

I to pytanie pewnie pozostanie bez odpowiedzi, bo prawdę powiedziawszy na takową się nie nastawiałem. Odnosi się po części ta notka do sytuacji na Joggerze. Do decyzji Sparrowa, którą, żeby nie było, popieram. Czego wyraz dałem w różnych miejscach i dyskusjach. Bo tak samo ja mam prawo do decyzji o tym maluczkim miejscu jakim jest ten jogger, jak Ów nasz Bóg do decyzji o ogóle, czyli wszystkich tych naszych miejscach użytkowników. A konkurs i jego przerwanie? - to tylko epizod, takie małe coś, co tylko błysło i już zgasło. Wybór loga i owe trwać będzie przez czas dłuższy, dlatego nadzieja jest, że Sparrow dobrego wyboru dokona, albo już dokonał.

Problemy są specjalnością każdego z nas – wszystkich ludzi. Bardzo lubimy w nie wpadać, robimy co tylko możemy, żeby takowe mieć. Tworzymy nawet takie urojone, żeby w świadomości był znak, że nie jesteśmy inni, że się różnimy, że problemy nas nie dotyczą. Całość naszego życia składa się z ich rozwiązywania, ze znajdywania wyjścia z sytuacji, która w swej istocie takowego nie posiada. Czasem mówi się „sytuacja bez wyjścia”, ale odnosi się to raczej do takiej, w której nie chcemy tego wcześniej wspomnianego znaleźć.

Każdy z nas oddzielna posiada inne problemy. Jednego bardzo martwią złe oceny w szkole, innego nękają bóle krzyża, jeszcze inna osoba ma kłopoty finansowe, a znowuż ktoś inny zadarł z mafią. Przykłady zupełnie abstrakcyjne pokazują właśnie w tym kontraście rozległość omawianego aspektu. Wybór człowieka, co można uznać za problem, a co za takowy nie uchodzi, wiąże się ściśle z priorytetami i dążeniami. Ktoś może sobie brać za bardzo ważne np. zaliczenie sprawdzianu, bo nie zaliczenie wiązać się może z komplikacjami. Ktoś inny ma problem z otoczeniem, a ktoś zupełnie obok ma problem z samym sobą. Poszczególne osoby raczej nie zwracają uwagi na to, co dręczy drugą osobę, bo posiadają własne „ja” o które muszą dbać, żeby przeżyć. Zawsze się znajdzie dobry samarytanin, który wyciągnie dłoń, ale na pewno nie będzie to co druga osoba, a nawet co dziesiąta. Takich osób jest jak na lekarstwo, ale nie ma też pewności, że jeśli ową znajdziemy, to że owa ma czyste zamiast, bo pod pozorem pomocy może kryć się jakiś ukryty cel – w tych czasach trudno mówić o bezinteresowności.

Problemem każdego z nas, jest wyolbrzymianie różnych spraw. Zwłaszcza tych, które dotyczą nas samych. Co my nie zrobiliśmy, co nie zrobił ktoś nam. Zawsze jesteśmy pokrzywdzeni, zawsze cierpimy bo społeczeństwo jest bezduszne. Pora się obudzić, pora wstać i przestać marudzić. Cieszmy się z tego, co mamy, bo druga osoba, sąsiadka przez ścianę chociażby, może nie mieć i nie zdobyć przez całe swoje zakichane życie tego, co nam przyszło z łatwością.

Żadne tzw. problemy ludzkie nie dadzą się rozwiązać. One są tylko po to, aby je przeżyć. A to właśnie jest najtrudniejsze.

Problemy, problemy, problemy… Jak je wartościujemy. Które są ważniejsze dla nas, które mniej ważne, a których obecnością się w ogóle nie przejmujemy? Przede wszystkim, jak już wspominałem, zależy to od tego, jakie priorytety sobie stawiamy. Ale też zależy to od sytuacji zastanej, obecnej. W danej chwili jedna rzecz może nie mieć zupełnie znaczenia, a za dwie minuty być bardzo ważna, wręcz nie cierpiąca zwłoki.

Bardzo lubimy, jako ludzie posiadanie problemu, chociaż takiego wymyślonego – „chociaż jeden na stanie”. Pomaga to nam, bo pomagają, chociaż pozornie, ludzie, którzy są obok nas. Starają się stworzyć taki obraz, że przejmują się, opiekują. Dobrze wiemy, że ta druga osoba ma własne sprawy na głowie i że to, że nie mamy na chleb nie jest jej sprawą. Pomaga sama świadomość, że ktoś wie o tym, że sobie nie radzimy. To coś podobnego do istoty posiadania webloga, gdzie każdy kto chce, albo komu taką możliwość damy, może przeczytać i skomentować to, co nam chodzi po głowie.

Strasznym jest, wręcz porażką, nie dostrzeganie tego, że nie jesteśmy sami, że drugi człowiek nie jest tylko „elementem społeczeństwa”, ale żywą istotą, która potrzebuje naszego wsparcia, dobrego słowa, pocieszenia. Takiego zwykłego, nie nastawionego na zysk, takiego, które przyjdzie bez mówienia „pomocy, niech mi ktoś pomoże”. Takie coś z nikąd. Wiem – to jest sprzeczne z tym co pisałem wcześniej, wręcz nierealne. Ale może kiedyś człowieki (kto oglądał Madagaskar powinien wiedzieć o co chodzi) wejdą na inny stan rozwoju umysłowego, gdzie doczesność nie będzie miała znaczenia, a za to owe przejmie rozwój emocjonalny i duchowy. Ech – marzenia są o tyle dobre, że można codziennie wymyślać nowe i czekać na taką chwilę, w których się spełnią (chociaż dobrze wiemy, że 90% są bardzo, ale to bardzo wymyślne, takie, których spełnienia obecnie oczekiwać nie powinniśmy).

Informacyjnie

06 grudnia, 2005

Informuję uprzejmnie, że nastąpiła zmiana JIDa. Moim nowym jest teraz jiobel@xmpp.us i mam nadzieję, że będzie służył mi dłużej niż poprzednie.

W wolnej chwili sumuję

03 grudnia, 2005

Wczoraj wieczorem sobie usiadłem na sofie swojej, włączyłem muzykę, która w żaden sposób mnie nie wciągała ani nie drażniła. Kompletna ignorancja otoczenia. Neutralność.

Miałem zamiar przeczytać trochę opowiadań, ale nie szło mi to zupełnie. Krążyłem po sieci, czytając albo jakich wyborów dokonali joggerowcy, albo śmiejąc się z komentarzy na DigArcie, albo… Właśnie – wczoraj czytałem własnego jogga. Od samego początku, wraz z komentarzami. Zdziwiłem się bardzo. Ktoś kiedyś powiedział mi, że własnej zmiany nie zauważymy. A ja właśnie zauważyłem takową, bardzo wyraźną i znaczą. Czy była to zmiana na lepsze? – nie mam pojęcia, ale coś mi mówi, że tak. Że dorosłem, że przeszedłem taką swoistą metamorfozę. Widać ją zwłaszcza na wyższych poziomach, ale nie powiem – poziom 0. też się zmienił i zmieniły się przede wszystkim wpisy na nim.

Zresztą – nie mi to oceniać. Ja mogę tylko podsumować.