Pokolenie SMS

14 stycznia, 2006

Stoję na przystanku. Często na owym stoję. Rano do szkoły. Potem ze szkoły. Może jeszcze w między czasie do miasta coś załatwić. Miejskie przedsiębiorstwo komunikacji bardzo mi pomaga. Niby prawo jazdy już odebrałem, czyli niejako stałem się legalnym mordercą, ale wątpię, żeby rodzina pożyczała mi samochód na każde moje „proszę”. Chociaż – już wczoraj jechałem pierwszy raz – na niemiecki. Przygoda była, kilka wniosków o jeździe ludzi starszych, ale to nie o tym miało być.

Przystanek to miejsce, gdzie można albo stać, spacerować i oddawać się czynności czekania bez żadnych innych udziwnień, albo stać, spacerować, czekać i obserwować. To ostatnie w tej drugiej sytuacji jest o tyle dobrą czynnością, że człowiek taki jak ja, nie nudzi się wcale. Bo w czasie owych obserwacji czynionych przeze mnie można do bardzo wielu wniosków dojść.

postać 1.

Dziewczyna ubrana raczej modnie, ładnie i schludnie. Żuje gumę. Torba wisi na prawym ramieniu w bardzo luźnej formie. Po prostu sobie wisi. Światło z komórki, którą trzyma w lewej dłoni rozświetla jej twarz. Kciuk wykonuje zgrabne ruchy po klawiaturze jej jakże modnego telefonu. Zapach, który wyczuwalny jest z dość dużej odległości jest przyjemny. Chwilę się zastanawiam nad nazwą perfum, ale dochodzę do wniosku, że takich jeszcze nie znam. Komórka schowana do kieszeni spodni. Chwila przerwy. Dziewczyna stoi bez ruchu wpatrzona przed siebie. Szybko i rytmicznie porusza się żuchwa – guma w ustach. Nagle słychać jakąś melodyjkę. Kojarzy mi się z radia. Aha! Komóreczka dzwoni. Albo sms, albo sygnał. Znów dzięki nikłemu światełku widzę jej twarz schowaną pod kapturem kurtki.

postać 2.

Starszy pan spaceruje w jedną, to w drugą stronę. Elegancja i styl. Ubrany w jasny płaszcz, jasne spodnie w kancik, kapelusik i laskę. W prawej ręce teczka, też jasna, ze skóry. Siwe wąsy pod nosem jeszcze bardziej wytwarzają w mojej głowie obraz arystokraty. Nagle słychać melodyjkę. Spokojną, ale dającą się słyszeć. Starszy pan przystaje na chwilę, sięga wolną ręką do płaszcza i wyciąga malutką komórkę. Srebrna obudowa, duży wyświetlacz, wysuwająca się klawiatura. Marzenie niejednego nastolatka. Mimo wieku zgrabnie ją otwiera jedną ręką, kilka klików i chyba sms odczytany. Znowu kilka szybkich klików i zaczyna się pisanie odpowiedzi. Moje zdziwienie potęguje szybkość wciskanych klawiszy. 160 znaków tak szybko, jak niejeden wprawiony w to młodzieniec. Czynności skończone, komórka schowana, spacer kontynuowany.

postać 3.

Pani w płaszczu. Trochę zaniedbana. Reklamówka w prawej ręce. Kapelusik widać, że już znacznie znoszony. Zmęczenie na twarzy. Krąży od rozkładu jazdy do miejsca gdzie zawraca i znowu z powrotem. Monotonia. Chwilę przystanęła. Wyjęła komórkę z kieszeni płaszcza i powoli, niezgrabnymi ruchami zaczyna wciskać kombinację klawiszy, która zapewne ma odblokować klawiaturę. Kilka klików i zaczyna pisać smsa. Moje wyobrażenie jeśli chodzi o posługiwanie się komórkami przez ludzi starszych sprawdza się w stosunku do pani w średnim wieku. Brak wprawy, nie zapamiętane schematy, nie zrozumienie. Wszystko to sprawia, że będzie owa miała problemy z napisaniem chociaż 80 znaków do czasu przyjazdu autobusu. Ale przecież jej się chyba nigdzie nie spieszy.

postać 4.

Nastolatek. Co i rusz słychać dźwięk odebranego sms, tak dobrze mi znany z poprzedniego telefonu Nokia, jaki posiadałem. Komórka schowana – wyjęta, sms wysłany – odebrany, sygnał puszczony – odpuszczony. Nie rusza się wcale. Wydaje się, że telefon komórkowy to jego całe życie. Nie zwraca uwagi na ludzi, którzy kręcą się wokół niego. Autobusy, przejeżdżają, nie robią na nim żadnego wrażenia. Głowa lekko opuszczona, przygarbiony, komórka na wysokości pasa. Chwila przerwy. Przyjeżdża żółty bus, który jedzie tam, gdzie chłopak miał plany. Wsiada. Już na schodach owego słychać dźwięk odebranego nowego smsa.

Stoję spokojnie obserwując tych wszystkich ludzi. Autobus na moje osiedle przyjedzie za 10 minut. Spokojnie sobie poczekam. Tylko już sam, bo wszyscy pojechali. Nie ma kogo obserwować. Nie ma z czego wyciągać wniosków. No to może napiszę smsa do mojego kochania? Tak, to dobry pomysł.

Wnioski wyciągnij sam.

Komentarze do wpisu "Pokolenie SMS":

1. msierant (W3) napisał(a):
14 stycznia 2006, 13:39:11

Człowiek który wpadł na pomysł wysyłania krótkich wiadomości z komórki był geniuszem... ;-)

2. wizard3k napisał(a):
14 stycznia 2006, 13:50:55

Tak jak przedmówca. Dziennie ~10 sms to standart, chociaż bardziej ostatnimi czasy opłaca się zadzwonić, wszyscy piszą. Listu nie dostałem już bardzo, bardzo długo :P. Ale idą walentynki może to się zmieni.

3. kiesiu napisał(a):
14 stycznia 2006, 14:59:48

Ja się zastanawiam, co by wszyscy Ci sms maniacy robili, gdyby nie było telefonów komórkowych? Ja tam wolę zadzwonić lub skontaktować się w inny sposób. Chociaż zdarzało mi się już wysyłać kilka smsów dziennie.

4. msierant (W3) napisał(a):
14 stycznia 2006, 15:01:43

Robiliby coś innego... :P

5. Kuba napisał(a):
14 stycznia 2006, 15:08:14

Postać druga używa T9 ;).

6. msierant (W3) napisał(a):
14 stycznia 2006, 15:09:07

T9 to przeżytek - teraz używa się iTAP... :P

7. omi napisał(a):
14 stycznia 2006, 16:23:02

>>No to może napiszę smsa do mojego kochania?

tak, dokładnie. kiedyś pisałem, tylko jak potrzebowałem czegoś, miałem ważna sprawę. teraz, wysyłam do 20 dziennie, zwłaszcza jak mnie nie ma w domu. smsy uzależniają. ale nie wiem czy uzależnienie od kontaktu z drugim człowiekiem, nawet ograniczonego do 160 znaków na wiadomość jest czymś negatywnym

8. Riddle napisał(a):
14 stycznia 2006, 18:29:10

Gdybyś mnie widział, to mimo zanotowania „postaci 5”, chyba byś jej tutaj nie wrzucił. :D Nienawidzę komórek, umiem się posługiwać, ale nie szybko wcale, ni też wolno. Denerwują mnie dzwonki, sam mam najnormalniejszy jaki był w standardowych presetach. Nienawidzę chromu w obudowach, nienawidzę lampy halogenowej z wyświetlacza, nienawidzę bibelotów sterczących z modnej smyczy.

Jak nie muszę - codzienność moja - to nie noszę.

Jak ja nie lubię komórek i SMSów.

9. Draakhan napisał(a):
14 stycznia 2006, 20:51:55

Riddle, mam dokładnie tak samo. Do niecierpianych rzeczy dodałbym jeszcze puszczanie "pingów" - nigdy nie odpuszczam, a jak mnie ktoś pingami zdenerwuje to i mu przygadam.

A mój telefon to stareńki Siemens A50, monochromatyczny, z prawie na stałe wyłaczonym dzwonkiem - wibra wystarczy. Do dzwonienia wystarczy i przy okazji plus, że mi przynajmniej drechy nie gwizdną tego :D

10. msierant (W3) napisał(a):
14 stycznia 2006, 21:53:39

Brrr... sygnały... Długo z nimi walczyłem. W końcu najskuteczniejsza okazała się być zmiana numeru. Bo jedyny przypadek kiedy sygnały respektuję to "daj znać kiedy będziesz"...

11. jiobel napisał(a):
14 stycznia 2006, 21:54:54

A ja wam powiem, że toleruję. Powiem więcej - niekiedy czekam. Albo inaczej - na niektóre czekam.

12. Onasz napisał(a):
14 stycznia 2006, 22:44:08

Odnośnie maniakalizmu sms'ów, tobiorąc pod uwagę okres od jakoś tak... sierpnia 2004 do przedwczoraj, nie licząc smsów z okazji świąt bożego narodzenia, nowego roku i wesołych jajek na wielkanoc, wysłałem około 10 smsów, a może i mniej... Jesli ktoś chce wiedzieć jak się uodpornić nja pisanie smsów, to podpowiadam - radzę sobie szybko doprowadzić klawiaturę do stanu niedziałalności ;] polecam dużą ilość wody.

13. Nina napisał(a):
19 stycznia 2006, 10:31:51

Twoja notka, przypomniała mi felieton Joanny Szczepkowskiej, który czytałam niedawno w "Wysokich Obcasach". Nosił tytuł "Jednoręczność" i traktował właśnie o telefonach komórkowych. Czytałam go w wannie i po przeczytaniu, nagle mój mózg zalała fala refleksji na ten temat. Autentycznie, większość naszego społeczeństwa jest jednoręczna. W jednej ręce telefon, a druga służy do wykonywania często podstawowych czynności, jak jedzenie, prasowanie, gotowanie.

Pierwszą komórkę dostałam na 18 urodziny. Nie byłam zadowolona z tego pomysłu bo to znaczyło, że od tej chwili będę jak "na smyczy". Rodzice non stop do mnie wydzwaniali jak spóźniałam się do domu, czy wychodziłam na jakąś imprezę. Gdy nie odbierałam - mieli pretensje, że mam telefon, a nigdy się nie można do mnie dodzwonić.

Bardzo często zapominam w ogóle wziąć komórkę z domu. Nie jest ona niezbędnym elementem mojej torebki. Wielokrotnie mój ex powtarzał, że powinnam ją oddać biednym dzieciom bo i tak nigdy jej nie mam przy sobie. Nie mam, bo i po co?

Czasem biorę ją ze sobą, gdy wiem, że może mi się przydać. Kilka razy uratowała mi życie, gdy przed ważnym egzaminem zapomniałam z domu indexu.

Teraz komórka jest mi bardziej potrzebna, z racji tego, że nie posiadam w domu telefonu stacjonarnego, a jakiś kontakt z ludźmi muszę mieć. Na wypadek, gdyby nagle w nocy trzeba było zadzwonić po lekarza (tudzież weterynarza).

Rekord w ilości wysłanych SMS`ów, pobiłam chyba w 2004 roku, kiedy w ciągu 2 tygodniowych wakacji, wysłałam do swojego ówczesnego faceta ok 100 wiadomości. Ale to była miłość, a ja byłam na zabitej deskami wiosce. Nigdy więcej się taka ilość nie powtórzyła, na szczęście :)

Strzałek nie puszczam, chyba, że na takową się z kimś umawiam, gdy gdzieś wychodzę. Dzwonek mam cichutki, ale i tak najczęściej jest wyciszony. SMSuję głównie ze swoim facetem, gdy akurat jest w rejsie, bo gdy rozmawialiśmy - rachunek telefoniczny przekroczył 1500 zł :/ a nie możemy sobie na takie pozwolić.

14. dx0ne napisał(a):
26 stycznia 2006, 01:34:40

Pracowałem jakiś czas w outsourcingu informatycznym. Pod telefonem, a jakże. Od tamtej pory(prace rzuciłem) podnosi mi się tętno na dzwięk "melodyjki" lub gdy coś zaimituje alarm wibracyjny.
Aktualnie telefonu nie posiadam. Postaram się ten stan utrzymać jak długo będzie się dało.

15. przypadkowy czytelnik napisał(a):
26 stycznia 2006, 08:16:14

A pomyśleć, że kiedyś na przystankach ludzie po prostu ze sobą... rozmawiali ;)

16. JOUKI napisał(a):
23 lutego 2006, 01:09:17

Przyznam. Kiedyś (za czasów Idei) gdy wprowadzono "SMS za 6gr" często się pisywało. Pakiet 100 smsów starczał na 2, max 3 dni. Później wprowadzono "SMS za grosz" no i to było przegięcie :D Teraz? Teraz bawie się tylko aparatem, a SMSy wysyłam jedynie na kolokwium, zbóju, egzaminie, ew. "kup 4 piwa", "weź szaliczek bo zimno :*", "będę za 10 min." pisane często z szablonów lub uzywając T9. Dzwięk? Przypisany do grupy. Ale wolę jak mi w kieszeni wibruje (ghrr).

Dodaj komentarz: