Z cyklu przemyśleń kilku

18 stycznia, 2006

Jestem ateistą. Już kiedyś o tym pisałem, ale nie widzę powodu, żeby nie powtórzyć. Nie wierzę w boga. Wartości moralne, jakimi się kieruję w życiu swoim znajduję i ustalam sam. Do tego nie potrzebuję 10 przykazań, wielkiej i grubej księgi, zwanej Biblią. Logiczne myślenie i wartości, które przekazali mi rodzice podczas trudnego procesu, jakim niewątpliwie jest wychowanie – wystarczają w zupełności. Nie potrzebowałem i nie potrzebuję wsparcia kogoś, czegoś wyższego. Nie mam ochoty być przekonywany o istnieniu czegoś . Zwłaszcza, że i tak nie przyjąłbym owego tłumaczenia do siebie. Po prostu – jestem na nie. Bardzo na nie.

Jestem też antyklerykałem. Nie uznaję autorytetu Kościoła, nie uznaję zgromadzeń zwanych kościołem, nie uznaję też każdej innej religii. Po prostu – mam swoje zdanie.

Dzisiejsza lektura Gazety bardzo, ale to bardzo mnie… zdenerwowała/zaniepokoiła. Religia, jako przedmiot nadobowiązkowy, ma zostać wliczany do średniej. Przynajmniej takie są plany i cicha aprobata ministerstwa. Pomijam fakt, że ów przedmiot to nie religia, a religia/etyka. I to na ten drugi człon powinien być kładziony nacisk przy ewentualnym nauczaniu. Czemu ewentualnym? – spytasz się. Odpowiedź jest równie prosta, co logiczna i wynikająca z moich przekonań – nie będę tolerował osoby tak bardzo silnie związanej z kościołem katolickim, która w domyśle ma kształtować mój umysł. Brakuje tu dostępności.

Tak jak w Internecie ludzie starają się tworzyć aplikacje ogólnodostępne, to dlaczego w życiu codziennym, szkolnym ma jej brakować? Odpowiedź jest. Ale czy wolno ją podać? Nie, może nie dziś, nie w takim państwie.

Od jakiegoś czasu zauważam, jak bardzo ludzie nas reprezentujący, którzy w domyśle mają być dla nas, a nie my dla nich, starają się zatrzeć i tak już cienką, i bardzo niewyraźną linię między państwem świeckim, a państwem kościelnym. Ja, jako pełnoprawny obywatel tego państwa – Polski – nie zgadzam się na to. Polska to ojczyzna dla wszystkich ludzi, nie tylko wierzących. Nie tylko udających, że Ten Jedyny jest dla nich ważny.

Najgorzej, jak człowiek stara się być bardziej święty od samego Boga. A to już zakrawa na świętojebliwość.

Po dzisiejszej nocy wiem, że ludzie się rodzą, odchodzą, chorują, robą głupie rzeczy, których potem żałują, albo nie. Źle jest jednak, gdy dowiadujesz się o śmierci osoby, którą znałeś i darzyłeś jakąś tam sympatią. Śmierci przez ciekawość. Głupią, naiwną ciekawość. Zapamiętam…

Komentarze do wpisu "Z cyklu przemyśleń kilku":

1. Oskar Krawczyk napisał(a):
18 stycznia 2006, 16:37:10

Czyli po raz kolejny przeczytałem swoje myśli na Twoim blogu. Mam dokładnie to samo zdanie na temat wiary i kościoła. Nigdy nie uczęszczałem na lekcje religii, nigdy nikt mnie do tego nie zmuszał i z pewnością nie uczęszczałbym nawet gdyby wpływało to na moją średnią.

A powiedz szczerze - spodziewałeś się czegoś innego po tym jak 57% niepewnych (tutaj miało być inne słowo, ale się powstrzymałem) zagłosowało aby Polska była państwem kościelnym, policyjnym, komunistycznym, etc.

2. ZKI napisał(a):
18 stycznia 2006, 16:37:37

Hmm... skoro to przedmiot nadobowiązkowy to w czym problem?
A ponieważ teraz w szkołach chętni są nauczani religii/etyki to dlaczego nie wliczać tych ocen do średniej? Obecna sytuacja jest nienormalna. Skoro chcą się uczyć dodatkowego przedmiotu, niech im będzie. Niech nie płaczą tylko, jeśli ocena obniży im średnią... ;)

Jedyny problem widzę w ewentualnej Twojej niechęci do nauczycieli etyki, którzy wg Ciebie POWINNI/MUSZĄ być ateistami i nie być związani z jakąkolwiek religią, a przewidując, że o takich będzie ciężko będą to ludzie w większości związani jednak z jakąś wiarą - to przedmiot szkolny pod nazwą "religia/etyka" pozostanie dla Ciebie niedostępny...

3. jiobel napisał(a):
18 stycznia 2006, 16:51:09

Spodziewałem się - chociaż może bardziej pasuje "miałem nadzieję" - że Polska będzie państwem dla wszystkich. I nie będzie się wyróżniania na złych, dobrych i lepsiejszych.

Lekcja religii i etyki (podkreślam etyki po raz n-ty) to czas, gdzie prowadzić się powinno dialog na tematy związane z ową. Dialog ten nie powinien być oceniany, bo powiedz mi, jak można ocenić wypowiedź drugiego człowieka, jego zdanie i poglądy. Nie powinno się, a nawet więcej - nie można tego zrobić. Dlaczego osoba, która już swoje przekonania ugrunotowała (chociażby poprzez nałożenie sukien... przepraszam, sutanny i określenie swojego miejsca w świecie, właśnie poprzez to) ma wpływać na umysły ludzi młodych. A gdzie druga strona, inne możliwości, inne poglądy głoszone przez innego człowieka? Dlatego właśnie lekcję ową (już dyskutować o słuszności jej obecności w murach szkolnych nie będę) powinni prowadzić ludzie jak najmniej związani z którąkolwiek ze stron religii, dlatego też, najsłuszniejszym wyjściem jest, albo nie prowadzić takich lekcji, albo zatrudnić do tego odpowiednich ludzi.
Tak, mam awersję to tych ludzi, którzy _próbują_ nauczać, wkładać jedynie prawdziwe i prawe wartości w umysły nas, głupich i słabych ludziczków, licealistów, którzy własnego zdania wypracować na podstawie przemyśleń, obserwacji i doświadczeń nie mogą.

Inna kwestia - jak to będzie wyglądać na świadectwie osób, które na owe lekcje nie uczęszczają. Dlaczego oni mają być pokrzywdzeni. Nie wspominając już o tych, którzy chodzą na inne dodatkowe przedmioty, mają za nie oceny, ale do średniej się już to nie liczy. Tu chodzi o sprawiedliwość i rozdział kościoła od życia świeckiego.

4. ZKI napisał(a):
18 stycznia 2006, 17:10:37

> jak to będzie wyglądać na świadectwie osób, które na owe lekcje nie uczęszczają.
Ej. Jacy pokrzywdzeni? Na świadectwie wyglądać nie będzie. Wcale. Nie będzie takiej pozycji... bo przedmiot nie jest obowiązkowy.

> Dlaczego osoba, ma wpływać na umysły ludzi młodych
Nie ma. Przedmiot "religia/etyka" ma być nieobowiązkowy (i w moim rozumieniu zajęcia muszą być prowadzone przez różne osoby w zależności od wyznawanej religii lub ateizmu prowadzącego). A poza tym np. ja w liceum byłem intensywnie, przymusowo i nie-wprost indoktrynowany (a teraz to widzę wyraźniej) przez polonistkę - zdeklarowaną ateistkę (ale nam uczniom się tym nie pochwaliła) (pomimo to raczej ją lubiłem jako nauczycielkę, żeby nie było...). Więc nie wiem kto jest w lepszej sytuacji...
Powtarzam: na lekcje etyki/religii nikt chodzić nie musi, no i jeśli zajęcia ma prowadzić np. ksiądz to też wiadomo, czego z grubsza się można spodziewać. Ale zawsze można z tych zajęć bez żadnych konsekwencji zrezygnować.

Problemu by nie było, gdyby obowiązywało w Polsce głównie prywatne szkolnictwo... ale to inna para kaloszy.

5. Riddle napisał(a):
18 stycznia 2006, 18:46:05

Bardzo mnie martwi porównywanie Boga do 10 przykazań i Biblii, bo świadczy albo o kompletnym zindyktronowaniu społeczeństwa i jednostkowych buntach, bądź ograniczeniu w światopoglądzie.

Bóg nie musi być dziadkiem nad szklaną kulą. I najpewniej nim nie jest.

6. Riddle napisał(a):
18 stycznia 2006, 18:46:52

…zindoktrynowaniu miało być, przepraszam.

7. jiobel napisał(a):
18 stycznia 2006, 18:52:54

Raz - nikt nie porównuje Boga do 10 przykazań, Biblii, etc. Umieszczenie dwóch tych pojęć koło siebie miało być symbolem.
Dwa - ta notka _nie_jest_ o bogu w różnych jego postaciach (jeśli w ogóle), więc dyskusja na ten temat i komentarze odnoszące się do owego będą kasowane. Sorry, możemy porozmawiać o tym co ludzkie, ale nic poza tym (chyba, że zaznaczę inaczej). Taki już jest mój światopogląd.

8. kranked napisał(a):
18 stycznia 2006, 20:47:51

Zauważyłem, że ostatnio stało się modne pojęcie 'ateista' ;)

9. Oskar Krawczyk napisał(a):
18 stycznia 2006, 22:59:51

kranked, nie stało się popularne. W czasach gdy inteligentni ludzie wstydzą się być nazywanie katolikami - głównie ze względu na instytucje pt. „kościół” - wolimy mówić szczerze, że byliśmy i jesteśmy ateistami.

Kiedyś nie było potrzeby informować o tym wszystkich do okoła.

I tak, jestem Ateistą, aż do bólu - a wyznaję filozfię buddyzmu (dokładniej Tao).

10. Sufferingx napisał(a):
18 stycznia 2006, 23:14:26

NIe bede sie rozpisywal ale napisac to musze :
-Polska to kraj sprzedajnych kur**
-Stanie sie panstwem policyjnym
-juz jest panstwem koscielnym gdzie kler dyktuje swoje warunki...To bujda ze bedzie inaczej..Inaczej by bylo gdyby to tacy jak my, Ludzie myslacy mieli wladze !! Gdyby bylo nas wiecej i bylibysmy silni to moze wtedy udalo by sie cos zmienic !! Ale niestety na to nie licze

Jest mi wstyd ze jestem polakiem.

pozdro 2h

11. Sufferingx napisał(a):
18 stycznia 2006, 23:20:08

Oskar...Chcialbys zebym mowil na Ciebie "katoliku" ? Chyba nie...A inteligetni ludzie wedlog mnie trzymaja sie z dala od instutucji zwanej "kosciolem".

pozdro 2h

12. jiobel napisał(a):
18 stycznia 2006, 23:23:26

Sufferingx:
Szanuję Twoje komentarze, ale wymagam też jednej, bardzo dla mnie ważnej rzeczy. Mianowicie poszanowania dla innych osób. A stwierdzeniem, że inteligentni ludzie "trzymaja sie z dala" od kościoła jest niejako brakiem szacunku dla tych związanych z owym.

Jeszcze jeden taki komentarz, a wyląduje w koszu. Poza tym polecam zaopatrzyć się w słownik, lub sprawdzajkę pisowni (np. SB do Fx).

13. Riddle napisał(a):
18 stycznia 2006, 23:25:53

Ateista. Kranked miał na myśli to, że wielu ludzi nie próbuje choćby przeczytać definicji agnostyka.

I dodam że nie podoba mi się zeświecczanie państwa. Etyki w szkołach nigdy nie widziałem.

14. Oskar Krawczyk napisał(a):
18 stycznia 2006, 23:29:18

Imo agnostycy są ateistami i odwrotnie.

Etykę w szkole średniej miałem, doświadczyłem jej przez godzinę i nie różniła się niczym od religii - ale to pewnie kwestia tego, że obydwa przedmioty prowadziła jedna i ta sama osoba.

15. Sufferingx napisał(a):
18 stycznia 2006, 23:35:55

Jak na moje oko to jedno i to samo...Moze inaczej, ma jedno i to samo na celu.

16. Karol Błażewicz napisał(a):
19 stycznia 2006, 15:42:54

Jestem katolikiem, ale jeżeli okaże się, że w Polsce ludziom wyznającym inną religię lub nie wyznającym żadnej dzieje się krzywda, to właśnie w imię tego, co rozumiem pod pojęciem "katolik" stanę po ich stronie. Mogę mieć zupełnie inne zdanie, mogę się z Twoim poglądem nie zgadzać, mogę nad nim ubolewać, ale jesteś wolnym człowiekiem i nawet, jeżeli "ryzykujesz", że pójdziesz do piekła (przepraszam za to uproszczenie gry/zakładu Pascala), to jest to Twój wybór. Ja po prostu źle bym się czuł, gdyby _mi_ ktoś robił problemy za to, że np. nie noszę turbanu, nie modlę się 5 razy dziennie lub ogólnie "nie jestem koszerny".

Nie stanowi dla mnie problemu to, kto i czy prowadzi religię/etykę w szkole. Jak moje dzieci będą chciały poznać inne religie, denominacje, światopoglądy - ok, ich wola.

17. Ilonka napisał(a):
20 stycznia 2006, 11:34:51

Mogę się do czegoś przyczepić? Rozumie, jestes ateistą, szanuje to, moze nawet popieram... ale... czemu piszesz "bóg" a nie "Bóg"?? hmm?? bo chyba zrobiłeś to celowo? "Bibila" normalnie napisałeś a tego nie... nie wiem czemu a wiedzieć bym chciała. Może chociaż z samego szacunku do ludzi którzy są wierzący i nie tylko...
Jak nigdy, nie potrafie Cię zrozumieć. Nie, nie dlatego, że chodzę na religie, bo jestem tak tylko dla świetego spokoju, zeby sie mnie nikt nie czepiał w domu.. a sam wiesz dobrze, że wiem swoje...
Bradziej to co piszesz traktowałabym jako manifest dzieciaka, który tylko sie buntuje bez powodu... moze sie myle wiec mi to wyjasn...pozdrawiam

18. jiobel napisał(a):
20 stycznia 2006, 18:09:50

Nie, na pewno to nie jest "bunt dzieciaka", a racjonalne myślenie, a co najważniejsze - moje myślenie, moje zdanie.

Czy to jest "bunt bez powodu" (jeśli w ogóle o buncie mowa być może)? Nie, bo przede wszystkim chciałbym, naprawdę chciałbym uczęszczać na etykę. I dowiadywać się o różnych jej aspektach w różnych dziedzinach życia. A nie tylko słuchać od zniewieściałego faceta w czarnym stroju, jaki to Bóg dobry jest!

Co do pisowni Bóg i bóg. Owa celowa jest. Bo pisząc z małej litery miałem na myśli (i mam nadal) boga w sensie ogólnym, czyli niekoniecznie pochodzącym z religii katolickiej, czyli jak dobrze mi wiadomo - Twojej. Natomiast Bóg to już raczej swoista nazwa własna określająca celnie określająca Tego Najwyższego, z wcześniej wspomnianej, Twojej religii.

A uczęszczanie na religię/etykę tylko dla świętego spokoju jest też wyjściem z sytuacji. Tylko pytanie - czy właściwym. ;-)

19. Ilonka napisał(a):
20 stycznia 2006, 20:06:04

ehhh.. to ilu jest tych Bogów/bogów bo nie łapie za bardzo...??
juz Ci mówiłam: to, że chodzę na te lekcje nie znaczy że wierze i nie koniecznie to znaczy, że jest to moja religia, bo chyba lepiej nie miec wcale czlonkow Kosciola, niz mieć takich jak ja;)
mysle ze chodzenie na religie jest dla mnie dobrym wyjsciem z tej sytuacji, bo w koncu i tak nic nie robie, mam wolne 45 minut, moge sie zajac soba, moimi sprawami kolezenskimi, zaleglymi lekcjami a przy okazji nie blakam sie po szkole czy siedze sama na swietlicy.a w szkole i tak siedzieć muszę. ponadto nikt sie mnie nie czepia (mam tu na mysli marudne babcie, sasiadki i innych nawiedzonych ludzi) ze jestem z tego powodu jakas czarna owca w rodzinie bo dla mnie wystarczy ze z innych jestem (ale o tym to chyba Ty wiesz i zachowamy dla siebie szczegóły)...

20. MICHAŁ napisał(a):
21 stycznia 2006, 22:42:33

siemka Błażeju skoro ty uzażasz ze Bóg mozesz pisac z małej litery i tu zacytuje ciebie "ponieważ boga w sensie ogólnym, czyli niekoniecznie pochodzącym z religii katolickiej (...)Natomiast Bóg to już raczej swoista nazwa własna określająca celnie określająca Tego Najwyższego, z wcześniej wspomnianej, Twojej religii.
To osoby które nie znają Ciebie powinny pisa błażej a nie Błażej. Czyż nie tak wiec zastanów sie nad tym co mówisz. POzdrawia ;)

21. ut napisał(a):
22 stycznia 2006, 08:41:15

@Michał:
Mylisz się. To troche jak z określeniami w technikach obiektowych i różnicach między modelem a obiektem :> masz model czyli samochód. Jaki kolwiek samochód. Znaczy takie pudełko co ma 4 koła, karoserię, silnik itp. I masz obiekt samochód. Czyli konkretny egzemplarz modelu samochód.
Albo jak w angielskim 'a car' i 'the car'.
Pozatym.. w jaki sposób chcesz napisać bogowie? Jak napiszesz z dużej to wtedy nie pasuje to do : "Jest jeden Bóg, Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za zło karze, a za dobro wynagradza."
Tyle co chciałem powiedziec. I zaznaczam tutaj, że nie jestem ateista, wierzę w Boga. Ale jestem antyklerykałem chyba.. chociaż nie. Kościół jako taki jest mi obojętny raczej. Nie traktuje kogoś inaczej tylko dlatego, że jest księdzem. Nie ma u mnie żadnych taryf ulgowych. Jak już bym miał go jakoś traktować to raczej bym od niego wymagał więcej niż od innych. Właśnie dlatego, że jest księdzem.
Zresztą. Znam kilku księży, którzy są naprawdę dobrymi ludzmi. Ale niestety poznałem też kilku, którzy są konkretnymi debilami i chamami. Jak wszędzie. Tyle.

Co do technik obiektoeych. Wiem, wiem, jestem spaczony, ale to nie moja wina ;)

22. AvantaR napisał(a):
22 stycznia 2006, 13:45:19

Jestem praktykujacym katolikiem. Ale takze uwazam, ze religia na swiadectwie (czy tez maturze) jest glupota. Co innego religioznastwo. Uwazam, ze zamiast religii w szkolach, powinno wprowadzic sie przedmiot religioznastwa, nauczany nie przez ksiedza, ale przez wyksztalconych w tym kierunku ludzi. Ktorzy prowadzili by te zajecia bez nacisku w strone jakies religii. Mysle, ze ten przedmiot bylby ciekawy - jest tyle niesamowitych religii na swiecie, ze szkoda by bylo aby ich nie poznac. A religia w takiej postaci w jakiej jest aktualnie, powinna byc przeniesiona do salek. I tyle.

23. :| napisał(a):
02 lutego 2006, 16:07:46

Skoro jestes ateista do zostaw to dla siebie a nie rozprawiasz o tym na lewo i prawo:|

24. stelka0 napisał(a):
28 kwietnia 2006, 09:40:43

Powiedzieć "jestem ateistą", tak to brzmi dumnie szczególnie w czasie kiedy wszelki wysiłek jest piętnowany i kwitowany półuśmieszkiem. Zasady, wartości, przekonania są doble o tyle o ile nie wymagają poświęcenia. Komunikator JA, JA, Ja, MOJE< MOJE< MOJE. Kolejne mega modne słowo to OSOBA. Jestem OSOBĄ otwartą, tolerancyjną etc., etc. OSOBA< OSOBA< OSOBA- czy ktoś wie jakie jest pochodzenie tego terminu? Czy ktoś słyszał o tym z czego ta OSOBA się składa? Przepraszam, ale krew mnie zalewa kiedy ciąglę słyszę o ateistach i osobach. Wielu ludzi, którzy deklarują się jako ateiści nie potrafią nawet skonkretyzować tego swojego poglądu. Jeste i już, a Boga nie ma!!! To nie wystarcza zwłaszcze, że jest tyle "odmian" ateizmu. Tylko czy ktoś o tym poczytał?
Religia czy etyka? Pytanie roku. Jeden i drugi przedmiot jest trudny. Religia to nie tylko ślepa wiara, to wiedza i życie. Etyka to nauka o moralności a każda moralność ma jakieś swoje korzenie... Wspólnym mianownikiem jednego i drugiego jest filozofia i życie. Kto tego nie doświadczył to ma problem z dobrą wolą albo z tym kto te zajęcia prowadzi. Tu nie ma miejsca na tematy tabu, zakazane pytania czy niejasne kwestie. Czasy zakazanej wiedzy dawno minęły. Kto jest ciekaw niech pyta. Dziś nie potrzebna jest odwaga aby podnieść rękę na religii. Niewygodne pytania istnieją tylko dla tych, którzy nie mają wiedzy albó dobrego przygotowania, ale to przecież to samo.
A ta Biblia czy ten Dekalog to nie kajdany. Jest w naszych sercach coś takiego jak prawo naturalne czy tego chcemy czy nie. Bez względu na poglądy czy religie są rzeczy, których z życia nie wypchniemy. I dobrze...

Dodaj komentarz: