Z uśpienia
11 czerwca, 2006
Rondomowy ciąg znaków, jakich miliardy w tym całym Internecie. Nic nie znaczące wywody ludzi, którzy całość swojego życia poświęcają na kreowanie i stwarzanie od nowa swojej postaci. Klik, klik i powstaje nowy twór. Miliony słuchaczy, miliardy czytelników sądzi, że tak trzeba. Tak powstaje kolejne dzieło, oceny powyżej średniej krajowej. Oh, ah! A ja mam dość…
Jedna osoba na sześć spytanych twierdzi, że jest superelo. Czyli 5 miliardów jest taka-nijaka, a kolejny miliard ludzi na tym popieprzonym świecie jest luzakami. Nie, nie wydaje mi się. Szczerze w to wątpię, gdy idąc po mieście spotykam panów bez karku, panie z tapetą zamiast twarzy, dzieciaczków co tylko chcą kogoś dojebać. Nie wydaje mi się, gdy wieczorem wychodzę z domu i idę na osiedle. Tyle gimnazjalistek, których celem jest się upić, chłopców, którzy tylko czekają, aż to nastąpi… Wszystko sztuczne i takie nieprawdziwe.

„Polska przegrała? Jebać Polskę i polskich piłkarzy!” – Dlaczego to takie prawdziwe? Dlaczego w tych czasach łatwiej spotkać nienawiść, nietolerancję, brak zrozumienia, agresję niż wartości zupełnie przeciwne? Dlaczego łatwiej dostać w mordę niż spokojnie przejść wieczorem przez środek miasta? Może dlatego, że taki świat sobie tworzymy my sami. Może, ale czy na pewno?
Gdzie się podziała w tym wszystkim pokora wobec siebie samego, czas na zastanowienie się co i dlaczego robimy źle…? Najłatwiej wyłapać, wyostrzyć, pogrubić i jeszcze bardziej wyeksponować błędy u kogoś. A my sami przecież nieskazitelni, bez skazy, bez błędów. „To naturalnie przecież!” – ale czy właściwe?