W tym miejscu chciałbym przelać swoje myśli na papier… Wróć – przeklikać kilka zagubionych, nie poskładanych i nie uporządkowanych myśli na formę cyfrową, łatwą do dystrybucji, powielania, późniejszych kradzieży i krytyk. Bo przecież mamy XXI wiek, w którym każdy detal naszego szarego życia (przyzwyczaiłeś się już do tego, że zwykłe nadużywać tej zbitki wyrazowej?) staje się i niejako musi być tworzony tak, by sprawiał jak najmniej problemów. Sam w sobie może być mało, lub prawie nie zauważalny – ale najważniejsze jest to, by nie niósł ze sobą zagrożenia, lub trudności. Wszystko dla wszystkich w jak najbardziej przystępnej formie – taką dewizą zwykli kierować się ludzie tego jakże nowoczesnego wieku. Czy aby na pewno?
Od najmłodszych lat wpaja nam się do głowy to, co jest ogólnie przyjęte jako dobre, a co jako złe. Odgórne nakazy niezwykle silnie oddziaływują na społeczeństwo, że tworzony jest obraz pozbawiony wad, niemal doskonały i taki, w którym każdy szczegół jest zły, do wymiany. Ludzie, jako jednostki podążające za przywódcą, takie, które mają swoisty problem z określeniem własnej tożsamości starają się, żeby ich potomstwo, następcy w prostej linii drzewa genealogicznego byli coraz to doskonalsi. Muszą być wyżsi, mądrzejsi, inteligentniejsi i tak dalej, by spełnić oczekiwania stawiane automatycznie przez czasy, w którym im przyszło żyć, ale także przez ich rodziców, wychowawców, opiekunów, czy zupełnie im obce jednostki, które jednak jakiś wpływ na nich mają. Ten wcześniej wspomniany obraz dobra i zła jest połączony ściśle z innymi aspektami życia codziennego, które do pojedynczego dnia nie ogranicza się, a rozciąga w dużej jednostce czasu – kilka, kilkanaście lat.
Dobre jest, jak powiesz „dziękuję”, jak przeprosisz, gdy coś zbroisz, jak pomożesz komuś, kto tej pomocy potrzebował. To niewątpliwie te szczegóły, których warto uczyć od najmłodszego. To ona sprawiają, że zachowujemy się i co najważniejsze – umiemy się zachować, gdy tego sytuacja wymaga. Wraz z nimi dostajemy podświadomie i zupełnie automatycznie instrukcję, jak je wykorzystać do swoich czysto prywatnych celów i do ich osiągnięcia. To taki swoisty przekaz podprogowy, przekaż, który utrwala się w naszej podświadomości i który zostaje używany wtedy, gdy zmusi nas do tego sytuacja.
W najwcześniejszych latach młodego człowieka uczymy się, co zrobić, by coś uzyskać, bo czegoś nie stracić, by jaką sytuację wyciszyć. I tak, gdy zbijesz wazon skryjesz się za kanapą, zamiast dzielnie stać i czekać na karę. Czasem skłamiesz, zrzucisz winę na drugiego osobnika, z którym wiązała Cię przyjaźń jeszcze kilka minut temu. Wszystko to, żeby ta nieubłagalnie zbliżająca się chwila wymierzenia kary nie nadeszła. Jak to jest, że te wszystkie elementy dobrego postępowania jakoś uciekają, nie pamiętamy o nich? To właśnie ten ukryty przekaz, o którym wcześniej wspominałem.
Szkoła jest najwłaściwszym miejscem do nauki życia. To tu jesteśmy w korelacji z setką osób jednocześnie. To tu załatwiamy najróżniejsze nasze sprawy. To tu poznajemy i uczymy się od mnóstwa przypadkowych, lub później już nie, osób.
Dobrze wiesz, że jeśli ułożysz sobie życie w szkole, jakoś to będzie. W nagrodę, która tak naprawdę jest tylko wstępem do nagrody, dostajemy dobrą ocenę. Później przekonujemy się, że gdy to nie tylko pojedynczy wyskok w naszej nauce, takie postępowanie przynosi inne korzyści. Nauczyciele patrzą na nas innym wzrokiem, po powrocie do domu rodzice są z nas dumni, koledzy i koleżanki pod przykrywką pełnego luzu i olewania też inaczej na nas patrzą. Wszystkie te sprawy, korzyści płyną stąd, że dobrze wykonaliśmy pracę, jaką jest nauka, a która niewątpliwie jest naszym obowiązkiem. W tym momencie pojawia się chęć dążenia do tego, żeby dostawać tylko dobre oceny, bo za nie coś dostaniemy coś w zamian. Ale czy na pewno to są te priorytetowe sprawy w naszym życiu? Czy nie ma czegoś innego, do czego dążyć powinniśmy?
I tak, żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba wpierw poznać siebie. A poznać siebie można przez:
- Samoobserwację
- Refleksję nad własnym postępowaniem
- Współpracę z innymi otaczającymi nas osobnikami (rodzice, koledzy, towarzysze serca)
- Obserwację otoczenia i jego reakcję na mnie
Najsmutniejszym obrazem jest człowiek, który nie umie odpowiedzieć sobie na pytanie „po co” i „jak”. Wtedy okazuje się, że instynkt samozachowania (przetrwania) nie został u tego osobnika dostatecznie mocno wykształcony, by zdusić w sobie i nie słuchać pytań, na które i tak nigdy nie poznamy odpowiedzi…
Ciąg dalszy nastąpi.