Czemu tak trudno mi przychodzi pisanie na tym, czy też na technicznym blogu? Dlaczego każdy napisany wpis ląduje wpierw w Dokumentach, potem jest dogłębnie analizowany, czytany i ląduje w koszu? Czemu tak łatwo stracić zapał do czegoś, co kiedyś sprawiało tak dużo radości?
Pytania retoryczne mają to do siebie, że nie oczekujmy na nie odpowiedzi. Tutaj, mimo tego, że po części można by je uznać za takie, odpowiedzi się spodziewam. Sam, o dziwo! nie mogłem jej znaleźć, chociaż często i gęsto szukałem. Dziwne, prawda? Tak… zwłaszcza dla mnie samego.
Myślę nad tym, żeby wreszcie przestać być szarym w tym splocie kabli, wymianie komentarzy. Ale jak mam się stać wyraźniejszy skoro brak mi konceptów. Jak mam to uczynić skoro każda moja próba zderza się z rzeczywistością, brakiem czasu, ścianą, którą tworzą kółka wzajemnej adoracji. Trudno w tych czasach znaleźć kogoś po drugiej stronie kabla, żeby nie zostać oszukanym, wyśmianym, czy żeby nasza dupa nie zostało na privie zbezczeszczona. Taką to już mamy rzeczywistość, że jedno mówimy, drugie robimy. Szkoda tylko, że nie nauczyłem się być tacy jak inni. Może nie zawodziłbym się tak bardzo, może byłoby lepiej? Któż to wie…
Nie rozumiem jednego – czy to ja się zmieniłem, czy nie to wszystko wokół mnie jest inne. Może po prostu nie umiem się przystosować? Może.